Witamy na stronie parafii

Świętych Pierwszych Męczenników Polski w Częstochowie.

Szczęść Boże!

 

Miłosierdzie Boże « WIERZE UFAM MIŁUJĘ

 

 

 

 


 

  


 


   Wniebowziętej śpiewam Polka na Kresach: Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny ...

 

Po błękitnej toni nieba

płyną białe żagle chmur –

ufnie szybuje myśl moja,

gdzie niebiański życia wzór.

 

Pieśń radości Tobie śpiewam

Wniebowzięta Pani świata,

hymn wdzięczności, uwielbienia

niech do tronu Twego wzlata.

 

Niech się wznosi wraz z muzyką

sfer niebieskich, gniazd kwileniem,

z rojem gwiazd, które migocą

na wieczornym nieboskłonie.

 

Z ziół i kwiatów aromatem

z serca mogo niech wypływa

koncert świerszczy i pszczół granie,

tajemniczy poszum drzewa,

taniec fal na oceanie.

 

Matko Wniebowzięta błagam

pieśnią duszy nieustannie,

niech Polska umiłowana

wiarą przodków będzie silna

i ku Bogu wzrastać pragnie.

 

                13 sierpnia A.D. 2019

                Irena Karpeta

 

20 Niedziela zwykła - 18 sierpnia 2019 r.

BÓG OGIEŃ

Nauka Chrystusa z całą pewnością nie jest miałka i bez smaku. To my w swojej zatwardziałości nieustannie ją rozwadniamy, gdyż brakuje nam zapału, a może odwagi do tego, aby wziąć ją na serio. Gdybyśmy to jednak zrobili, Duch Święty poprowadziłby nas tam, gdzie bije serce chrześcijaństwa, ku pełni zjednoczenia z Jezusem.
 Tak wiele już słyszeliśmy o Panu Jezusie. Wydaje się nam, że doskonale Go znamy, a Jego nauka nie jest nam obca. Często jednak projektujemy nasze własne wyobrażenia o Nim czy oczekiwania co do Niego i do tych, a nie do Jego rzeczywistej nauki, się stosujemy. Używamy Go do swoich własnych celów, zamykając się na zbawczą moc zawartą w Jego nauczaniu, i jesteśmy rozczarowani, że nasze chrześcijaństwo jest takie jałowe.
Jezus nie przyszedł po to, aby przynieść nam dobre samopoczucie. On przyszedł, aby nas wyzwolić, a to może wiązać się z pewnym bólem, przez który musimy przejść. On sam wskazał nam drogę do naśladowania, gdy opuszczony przez swoich uczniów poniósł krzyż dla naszego zbawienia. My także wezwani jesteśmy, aby pójść za Nim, choć nie wszystkim nasz wybór się spodoba i może on zburzyć „święty spokój”, do którego się przyzwyczailiśmy.
„Bóg […] jest ogniem trawiącym. On jest Bogiem zazdrosnym” (Pwt 4,24). Ogień Jego obecności, który oczyszcza wszystko to, co nie-święte, pragnie wypalić nas, abyśmy wolni od grzechu mogli zbliżyć się do Niego. On, który „chrzcić będzie Duchem Świętym i ogniem” (Mt 3,11), nie spocznie, zanim ogień Jego miłości nie zapłonie w nas wszystkich niezmierzonym płomieniem.

o. Daniel W. Stabryła – benedyktyn

 

 

POWOŁANIA KAPŁAŃSKIE W MOJEJ RODZINIE ODCZYTUJĘ JAKO SZCZEGÓLNY ZNAK BOŻEJ ŁASKI

Rozmowę z Zofią Żwirek przeprowadziła Irena Karpeta

 

            Irena Karpeta: Myślę, że Pan Bóg szczególnie błogosławi naszej parafii pod względem powołań - pani Zofia Żwirek jest matką kolejnego kapłana wywodzącego się z naszej wspólnoty. Pani Zofio, wraz z mężem Stanisławem wychowaliście dwoje dzieci i doczekaliście się wnucząt? Proszę powiedzieć nam kilka zdań o swojej rodzinie.

         Zofia Żwirek: Tak, to prawda, mam dwójkę dzieci: syna Roberta – kapłana z 33-letnim stażem i córkę Krystynę – pielęgniarkę. Moje trzy wnusie: Dominika, Judyta i Karolina są już osobami dorosłymi. Najstarsza Dominika pracuje w Irlandii, Judyta w krakowskiej filii tej samej irlandzkiej firmy, a Karolina będzie studiować filologię włoską w Katowicach. Mąż niestety zmarł wcześniej i musiałam sobie radzić sama wychowując dzieci. Ufam, że z Bożą pomocą, całkiem nieźle mi się to udało.

         I.K.: Skąd się Państwo wywodzą? Czy Państwa korzenie są w Częstochowie?

         Z.Ż.: Oboje, mąż i ja, wywodzimy się z ziemi krakowskiej. Kraków to moja młodość: szkoła średnia, studia pedagogiczne i pierwsza praca w szkole podstawowej. Do dziś bardzo ciepło wspominam ten czas – atmosferę w szkole, grono pedagogiczne i niektórych uczniów. Moje związki z wawelskim grodem to także harcerstwo – byłam drużynową, mam stopień harcmistrza. Z Częstochową związałam się po zawarciu małżeństwa. Zamieszkaliśmy początkowo w Blachowni, a potem w dzielnicy Tysiąclecie. Do czasu przejścia na rentę inwalidzką pracowałam w szkole podstawowej w Blachowni.

         I.K.: O ile się nie mylę, jest Pani wraz z rodziną w naszej wspólnocie parafialnej od początku?

         Z.Ż.: Najpierw była to parafia p.w. Św. Wojciecha – „parafia matka”, z której wyłoniły się z czasem następne. To u św. Wojciecha syn odprawił swoją Mszę św. prymicyjną i była to pierwsza prymicja w tej wspólnocie. Dodam, że kościół był jeszcze w stanie na wpół surowym, np. nie było ławek, co nie przeszkodziło, że wierni wypełnili świątynię „po brzegi”, a syn rozdał tysiące prymicyjnych obrazków. Potem uczestniczyliśmy w budowie kościoła p.w. Św. Pierwszych Męczenników Polski. Jak wszyscy pamiętamy, pierwsze Msze święte i uroczystości kościelne odbywały się w baraku. Ślub mojej Krysi był pierwszym ślubem w naszej parafii i udzielony został – ku zaskoczeniu niektórych – właśnie w baraku, co nie umniejszyło jego podniosłości. Celebrę prowadził i nowożeńców pobłogosławił ks. Robert – brat panny młodej i mój syn. Licznie uczestniczyła w nim młodzież oazowa – koleżanki i koledzy Krysi.

         I.K.: Zatrzymajmy się na chwilę przy ks. Robercie. Uważam, że powołanie kapłańskie czy zakonne jest łaską dla osoby powołanej i wyróżnieniem dla całej rodziny. Czy decyzja syna o wybraniu takiej drogi życia była dla Pani zaskoczeniem? O ile dobrze pamiętam, syn miał też zainteresowania muzyczne?

         Z.Ż.: Zacznę od tego, że w mojej rodzinie nie jest to pierwsze powołanie, co odczytuję, jako szczególny znak Bożej łaski. Księżmi diecezjalnymi byli: ks. Stanisław Guzik – brat ojca i ks. Wincenty Guzik – stryjeczny brat ojca. Ks. Stanisław, pierwszy proboszcz parafii w Dźbowie, zginął z rąk Niemców. Ks. Wincenty był kapłanem w diecezji opolskiej. Siostra mamusi Weronika zakonne imię Marcyna, w zakonie albertynek dożyła 99 lat i zmarła w Wadowicach. Moja mamusia modliła się też o powołania w młodszym pokoleniu i wymodliła powołanie wnuka Roberta.

         Decyzja syna nie była dla mnie zaskoczeniem, tym bardziej, że realizując swoje dziecięce pragnienie został ministrantem już w drugiej klasie, a więc przed przystąpieniem do Pierwszej Komunii św., co wtedy było ewenementem. Do seminarium wstąpił po maturze. Obecnie jest duszpasterzem w Olkuszu. Zapraszany, często odwiedza parafie rozsiane po całej Polsce, by głosić Słowo Boże. Co do jego zainteresowań muzycznych – przejawiał je od dzieciństwa i chętnie uczęszczał na zajęcia do ogniska muzycznego. „Słabość” do muzyki towarzyszy mu przez całe życie. Dzięki Opatrzności udało się ją połączyć z kapłaństwem. Już jako ksiądz ukończył muzykologię na KUL-u, skierowany tam przez bp. Adama Śmigielskiego, ówczesnego ordynariusza diecezji sosnowieckiej. Równocześnie odbywał studia doktoranckie z liturgiki. Później dodał do tego jeszcze dyrygenturę studiując w Warszawie. Komponuje, pisze teksty, nagrał dziewięć autorskich płyt. Obecnie przygotowuje krążek obejmujący cały dorobek. Oczywiście tworzy piosenki religijne – taką formę ewangelizacji przez śpiew. Muszę dodać, że i Krysia przez wiele lat służyła swoim głosem Panu Bogu, śpiewając w chórze Filharmonii Częstochowskiej, a wypatrzył ją, czy raczej „wysłyszał”, śp. Krzysztof Pośpiech.

         I.K.: Chciałabym Panią – matkę kapłana zapytać, jak radzi sobie Pani z tą falą obrzydliwości wylewanych obecnie na, wierne w większości, sługi Boże…

          Z.Ż.: Przede wszystkim jestem dumna jak matka z syna – dobrego, uczciwego człowieka i, co za tym idzie, wiernego kapłana. Jak sobie radzę z tymi obrzydliwościami? Myślę, że jak każdą matkę kapłana, pomówienia bolą. Choć, Bogu dzięki, nie dotyczą one bezpośrednio mego syna, to współodczuwam ból z innymi matkami. Pomówienia bolą jak każde niesłuszne, fałszywe oskarżenie skierowane także do osób świeckich. Pozostaje modlitwa! W niej odnajduję ukojenie. Wzorem jest Chrystus, który przebaczył swoim oprawcom i modlił się za nich. Modlę się też za tych kapłanów, którym – narażonym jak wszyscy na podszepty złego – zdarzyło się zbłądzić. Wszyscy jesteśmy słabymi ludźmi, i świeccy i konsekrowani popełniamy błędy, grzeszymy. I wszyscy też możemy się poprawiać. Pan Jezus powiedział, żeby nie potępiać grzesznika tylko grzech. Tak zwyczajnie po ludzku myślę, że jakie wychowanie w rodzinie i w szkole, takie społeczeństwo, a w nim kapłani. Uważam, że musimy się bardziej modlić za nich, trwać przy nich. A oszczercom nie dać się zmanipulować.

         I.K.: Pani Zofio, wiem o Pani głębszym zaangażowaniu w życie parafii, chociażby przez wieloletnie prowadzenie prekan – nauk przedmałżeńskich przygotowujących młodych ludzi nie tylko do zawarcia ślubu, ale do życia w rodzinie.

         Z.Ż.: Moje pierwsze zaangażowanie w życie Kościoła zawdzięczam ks. Greli, który namówił mnie na kurs dotyczący rodziny katolickiej. Patronował temu przedsięwzięciu ks. bp Franciszek Musiel. Jakiś czas potem ukończyłam Studium Rodziny Katolickiej przy Kurii Częstochowskiej. Dyrektorem Studium i naszym opiekunem był ks. dr Jan Wilk. Dyplom z tytułem instruktorki otrzymałam z rąk ówczesnego ordynariusza naszej diecezji ks. bp. Stanisława Nowaka. Do naszych obowiązków należało duszpasterstwo rodzin, w tym m.in. prekany i poradnictwo indywidualne w parafiach. Przez pewien czas pełniłam obowiązki instruktorki diecezjalnej. Wówczas zajmowałam się również szkoleniem przyszłych instruktorek dla rejonów zawierciańskiego i zagłębiowskiego. Z sentymentem wspominam ten czas, chociaż pracy nie brakowało, a wprost przeciwnie – często brakowało czasu. Niestety, z powodów zdrowotnych musiałam z tej – społecznie prowadzonej działalności – zrezygnować.

         I.K.: Jak Pani wspomina ten okres swego życia? Czy ta forma zaangażowania sprawiała Pani radość, dawała satysfakcję? Może jest coś, co szczególnie zapadło Pani w pamięć i czym zechciałaby się Pani z nami podzielić?

         Z.Ż.: Tak, jak harcerstwo ukształtowało moją zaradność życiową, tak duszpasterstwo rodzin – formację duchową. Oczywiście, że ta forma zaangażowania sprawiała mi dużo radości i satysfakcji, zwłaszcza, gdy widziałam młodych ludzi rozumiejących przyszłe zadania małżonków i rodziców. Muszę podkreślić, że praca była odpowiedzialna, bo poruszane były tematy trudne i intymne. Jednak najważniejszy był kontakt z wieloma interesującymi i odpowiedzialnymi młodymi ludźmi i muszę powiedzieć, że do dziś spotykam się z wyrazami wdzięczności za katolickie przygotowanie do życia w małżeństwie i rodzinie. A to jest największa radość i nagroda.

         I.K.: Tradycyjna rodzina chrześcijańska wyśmiewana przez genderyzm i inne „chore ideologie” jest usilnie spychana na margines życia i zmuszona bronić swoich wartości. Chcę Panią zapytać: jak się bronić? Co może nam podpowiedzieć Pani doświadczenie matki i osoby głoszącej prekany?

         Z.Ż.: Jesteśmy kobietami i mężczyznami i żadne „chore ideologie” tego nie zmienią. Choćby wymyślono następne kilkadziesiąt płci, dzieci rodzą się ze związku kobiety i mężczyzny. I wszystkim, dorosłym i dzieciom, należy się szacunek. Charaktery dzieci i młodzieży powinny być kształtowane zgodnie z ich rozwojem fizycznym i intelektualnym. Nie wolno demoralizować, jak to chcą czynić niektórzy! Zatem, bronić się musimy, to nie podlega dyskusji. Ratunek widzę oczywiście w modlitwie. Także we wzajemnym wspieraniu się nas chrześcijan. W dawaniu dobrego przykładu i świadczeniu własnym życiem, że – jak mówi polskie przysłowie – „bez Boga ani do proga”. Rodziny chrześcijańskie muszą być zakorzenione w Bogu. Nie mogą też zapominać o swoich rodzinnych korzeniach, ani odcinać się od wiary przodków. Jako matka starałam się wpoić moim dzieciom to, czego nauczyli mnie moi rodzice. Pochodzę z rodziny wielodzietnej – trzy siostry i dwóch braci – i jestem z tego dumna. Mama była osobą przepełnioną miłością i troską o najbliższych. Tato, bardziej wymagający, był także czułym i wyrozumiałym ojcem. Piękne wzorce! Potrzebna jest współpraca rodzin i Kościoła. Uważam też, że prekany są nadal – a może teraz jeszcze bardziej – niezbędne i powinny być obowiązkowo prowadzone w dzisiejszym Kościele.

         I.K.: Pani Zofio, na koniec pragnę zadać pytanie niejako podsumowujące naszą rozmowę. Czy i jak, według Pani, łączą się miłość do Boga z umiłowaniem rodziny, Kościoła i Ojczyzny?

         Z.Ż.: To jest tak oczywiste, że nikt myślący nie będzie temu zaprzeczał. To wszystko łączy się, bo Bóg jest miłością i czysta miłość jest z Niego. Rodzinę łączy miłość małżonków i dzieci. Kościół jest rodziną rodzin. Ojczyzna – rodziną przeszłych, teraźniejszych i przyszłych pokoleń złączonych językiem, historią, kulturą, miejscem na ziemi danym od Boga i … pamięcią.

         I.K.: Bardzo dziękuję, Pani Zofio, za gościnę i poświęcony czas. Życzę, by – pomimo różnych dolegliwości – zachowała Pani młodość serca widoczną w uśmiechniętych oczach, dotychczasową jasność umysłu i sprawność paluszków, które wykonują m.in. piękne ozdoby choinkowe, jakimi i ja zostałam obdarowana. Niech Pan Bóg błogosławi Pani i Rodzinie.

 

 

Kontakt

tel. 34 322-71-10

e-mail: stjasionek@op.pl

Godziny Mszy świętych

Niedziela: 8.00, 9.30, 11.00, 12.15, 17.00
Sobota - Msza św. niedzielna: 18.00 poprzedzona nieszporami: 17.40
Dni powszednie: 8.00, 18.00

Adres

ul. Obrońców Westerplatte 37
42-200   CZĘSTOCHOWA

Kancelaria parafialna

Czynna od poniedziałku do piątku

od godz. 16,30 do 17,30

w soboty i dni świąteczne 

kancelaria nieczynna

telefon: 34 322-71-10

 

 

Spowiedź św.

Spowiadamy przed każdą Mszą św. oraz gdy istnieje taka potrzeba w jej trakcie. W pierwsze piątki miesiąca spowiedź św. odbywa się w godz. od 17.00 do 18.30. Zapraszamy!