Witamy na stronie parafii

Świętych Pierwszych Męczenników Polski w Częstochowie.

Szczęść Boże!

Miłosierdzie Boże « WIERZE UFAM MIŁUJĘO nas

 

Wieniec adwentowy

NADCHODZĄCA RADOŚĆ MOTYWACJĄ

W trzecią niedzielę Adwentu Kościół przypomina nam o miłości Pana Boga, który zesłał na ziemię swego Syna. Jest to powód do radości niezmąconej, radości pośród trudów i zmagań: jeśli Ten, który kocha najbardziej. jest blisko, to każdą niedogodność, a nawet cierpienie, można przetrwać. Takie słowa znamy, może nawet powiedzieliśmy je komuś, kto ich potrzebował.
Jednak w zestawieniu z nauką Świętego Jana Chrzciciela można na zapowiedź, na obecność radości spojrzeć nieco inaczej. Wielu rozmówców Świętego Jana pytało: „co mamy czynić?”. Odpowiedzi proroka nie były zaskakujące, można by nawet powiedzieć, że każdy sam sobie mógłby takiej odpowiedzi udzielić. No bo czy nie jest tak, że każdy w większości sytuacji doskonale wie, co powinien zrobić? Tylko po prostu nie chce nam się podjąć wysiłku.
Mało tego, doskonale wiemy, jakie wady mamy w sobie zwalczać: jeden powinien mniej narzekać, inny uczyć się pokory, zwalczać plotkowanie, być bardziej uczynnym, pilnować codziennej gimnastyki, sprzątać po sobie i tak dalej, i tak dalej.
Otrzymujemy dzisiaj wspaniały dar: niewyczerpaną motywację działania, pracy nad sobą. Nadchodzi Miłość, a zatem warto, a nawet trzeba, się przygotować. Nie domaga się wdzięczności, ale na wdzięczność zasługuje.
Każdy, kto rozumie Adwent, każdy, kto traktuje swoje życie jak przygotowanie na najważniejsze spotkanie, nie tylko odpowie na pytanie, „co mam robić?”, ale każdego dnia popracuje nad wadami. Swoimi wadami. Skutecznie. Co dzisiaj zmienię w sobie? Aby innym było łatwiej ze mną wytrzymać?

Ks. Zbigniew Kapłański

 

POKOCHAŁEM KOŚCIÓŁ JAKO WSPÓLNOTĘ, ZA KTÓRĄ I JA JESTEM ODPOWIEDZIALNY

Rozmowę z Markiem Kubarą przeprowadziła Irena Karpeta

 

         Irena Karpeta: Witaj Marku! Znamy się wiele lat, więc pozwól, że – jak zwykle – będziemy zwracać się do siebie po imieniu. Zarówno członkowie naszej wspólnoty, jak i odwiedzający nas, znają Cię jako nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej. A przecież jesteś mężem, ojcem i dziadkiem. Może na początek pomówmy o tych aspektach Twojego życia. Co Ty na to?

         Marek Kubara: Z żoną Elżbietą tworzymy od lat zgodne małżeństwo i jako rodzice codziennie dziękujemy Bogu za nasze 3 córki: Karolinę, Małgosię i Agnieszkę. Karolina i Małgosia mają swoje stabilne, dobrze funkcjonujące rodziny z przyzwoitym dorobkiem trójki dzieci każda. Najmłodsza Agnieszka, będąc osobą stanu wolnego, spełnia się zawodowo, jako psycholog; ponadto mocno angażuje się w życie Kościoła, jako członek Wspólnoty Mamre i przez działalność organmistrza, kształcąc się nadal w tym kierunku w Instytucie Teologicznym w Częstochowie. Obecnie, mój żywioł to wnuki. Staramy się oboje z żoną wyręczać rodziców w ich obowiązkach w doraźnej konieczności. Największą frajdą i dla mnie, i dla wnuków, są wyjazdy wakacyjne na Jurę i do zaprzyjaźnionych gospodarstw agroturystycznych w Górach Świętokrzyskich. Polecam innym dziadkom tę formę spędzania wakacji, jako wyjątkową okazję do budowania relacji i uczuciowych więzi z wnukami, a jednocześnie zarażenie młodych ludzi miłością do ojczystej przyrody i nauczenie ich szacunku dla pracy rolnika, i owoców tejże przez osobiste włączanie dzieciaków do pracy. Służę dokumentacją zdjęciową pokazującą, z jaką radością sześcio-ośmioletni chłopcy zbierają siano z łąki, wyprowadzają krowy na łąkę i zaganiają je do zagrody lub pomagają w kaszarni i przy innych zajęciach w gospodarstwie. Oczywiście, dzieje się to wszystko dzięki życzliwości i wyrozumiałości naszych kochanych gospodarzy Eli i Bogdana.

         I.K.: A co sądzisz o miejscu i roli tradycyjnej rodzony chrześcijańskiej we współczesnym świecie?

         M.K.: Rodzina jest miejscem, w którym kształtuje się człowiek w sensie fizycznym, emocjonalnym, duchowym, intelektualnym i socjalnym. Oznacza to, że powinna zajmować najważniejszą pozycję w społeczeństwie, poprzez wszechstronne wsparcie ze strony państwa, w imię dbałości o dobro kraju i jego rozwój. Rola państwa powinna jednak ograniczać się do tego, co określa się „zasadą pomocniczości”. Nie może podważać roli rodziców w kształtowaniu osobowym ich dzieci, narzucać nieakceptowany przez rodziców system edukacji, ani prowadzić do podważania autorytetu władzy rodzicielskiej. Niestety, obserwowane w świecie zmiany w relacji rodzice – dzieci – szkoła, napawają mnie niepokojem. Wyraźnie to widać na przykładzie upowszechniania w krajach Europy ideologii gender, o której papież Franciszek powiedział, że jest groźniejsza od komunizmu. W Polsce, wskutek zmian politycznych, udało się czasowo zatrzymać pochód tej ideologii, chociaż wciąż dochodzą niepokojące informacje, np. z Gdańska. Musimy, więc, pamiętać o naszej odpowiedzialności za własne wybory w życiu społecznym i politycznym.

         Miałem szczęście wzrastać w tradycyjnej rodzinie. W niej ważne i uzupełniające się role pełnili matka i ojciec, a Pan Bóg był zawsze na pierwszym miejscu. Tato, który pracował od świtu do zmroku przez 6 dni w tygodniu, był także obecny, chociażby przez odwoływanie się mamy do jego autorytetu. Niezwykle ważną rolę w moim wychowaniu i rozwoju duchowym odegrała współpraca domu z Kościołem. Wychowywałem się parafii Miłosierdzia Bożego u księży Pallotynów. Szczególne miejsce w tamtym czasie zajmował w moim życiu charyzmatyczny kapłan, wielki przyjaciel młodzieży i ministrantów, ks. Fabian Zawacki. Przykład innych świątobliwych kapłanów też wycisnął pozytywne znamię na moim charakterze i życiowej postawie. Wspomnę tutaj przynajmniej trzech z nich: ks. Edmunda Boniewicza (późniejszego spowiednika ks. Kardynała Wyszyńskiego), ks. Stanisława Jojczyka (uczył pogodnej i radosnej wiary) i ks. Stanisława Niewiarowskiego (przyjaciela moich starszych lat).

         I.K.: Jesteś absolwentem Politechniki Częstochowskiej i – jeśli się nie mylę – byłeś przez jakiś czas pracownikiem naukowym. Teraz prowadzisz własną firmę. Zechcesz nam o tym opowiedzieć?

          M.K.: Przez 12 lat pracowałem w Katedrze Metaloznawstwa i Obróbki Cieplnej, to spory szmat czasu. W 1985 obroniłem doktorat, ale dalsza kariera naukowa została przerwana. Powodem było moje zaangażowanie w okresie „Solidarności” legalnej i podziemnej. W teczce personalnej, którą uzyskałem z IPN, pod datą 8.01.1987 r. znalazła się notatka, że – jako aktywny i funkcyjny działacz NSZZ „Solidarność” i wcześniej NZS-u, utrzymujący ponadto kontakty z opozycją w stanie wojennym – jestem zagrożeniem dla ustroju socjalistycznego i należy mnie zwolnić z pracy. To zalecenie polityczne zostało zrealizowane poprzez rozwiązanie umowy o pracę z końcem 1987 roku. Muszę przyznać, że bardzo lubiłem pracę na uczelni we wszystkich jej aspektach: dydaktycznym, naukowym, a szczególnie współpracy z przemysłem, polegającej na praktycznym wdrażaniu wyników prac badawczych. To był naprawdę dobry czas, który wykształcił we mnie chęć zajmowania się pracą nie odtwórczą a kreatywną, opartą na nowych zdobyczach wiedzy, którą już nie ja dzielę się z przemysłem, ale sam czerpię z osiągnięć krajowych ośrodków naukowo badawczych, by je zastosować przy wdrażaniu nowych technologii i budowaniu własnej, atrakcyjnej oferty.

         I.K.: To było z pewnością bolesne i przykre doświadczenie, które – jak sądzę – zaowocowało konkretnie i wpłynęło na zmianę zainteresowań a – w konsekwencji – na zmianę „branży”…

          M.K.: Czasami najlepszym motywem zmian jest konieczność. Tak było w moim przypadku. Wobec utraconej możliwości rozwoju naukowego, poszedłem w „prywaciarstwo”. Najpierw w roku 1987 z kolegami z Instytutu Gospodarki Materiałowej w Katowicach utworzyliśmy, chyba pierwszą w Polsce, prywatną spółkę Przedsiębiorstwo Usług Naukowo-Technicznych Pro Novum sp. z o.o., z aspiracjami do realizowania prac badawczych i eksperckich. Szło nam całkiem nieźle, aż do reformy Balcerowicza, która była złym czasem dla wielu rodzimych przedsiębiorstw, zarzynanych sławetnym popiwkiem i zupełnie nieprzygotowanych do konkurencji na otwartym rynku międzynarodowym. Ktoś użył trafnego porównania, że – przy wchodzącym szeroko otwartymi drzwiami kapitale zagranicznym – rodzime przedsiębiorstwa wyglądały jak bokser wagi piórkowej, stający do walki z bokserem wagi ciężkiej. Przy radykalnie zmieniającej się sytuacji szukałem nowych pomysłów na własną działalność. Szukałem, szukałem i podczas jednej z bezsennych nocy wymyśliłem sklep zielarski. To był sklep dla żony, która po drugim urlopie wychowawczym nie chciała wracać do dawnej pracy. Organizację przedsięwzięcia i sprawy zaopatrzenia wziąłem na siebie. Hitem w tej nowej działalności okazały się zioła ojców Bonifratrów, do których, na zasadzie wyłączności, uzyskałem dostęp dzięki listowi polecającemu ks. Ireneusza Skubisia, redaktora naczelnego „Niedzieli”. Obecna działalność, czyli produkcja żywności funkcjonalnej (np. dla osób na diecie bezglutenowej), suplementów diety i żywności z certyfikatem ekologicznym, jest spełnianiem potrzeb rynkowych, o których dowiadywałem się od klientów sklepu zielarskiego, z którymi lubiłem prowadzić rozmowy, a oni, często nieświadomie, podpowiadali mi, co i w jaki sposób dostarczać na rynek, aby łatwo znaleźć klienta i być przy tym jak najbardziej innowacyjnym.

         To tak pokrótce przedstawiłem kolejne kroki, które doprowadziły mnie do miejsca, w którym dzisiaj jestem już nie sam, ale współwłaścicielem firmy rodzinnej. Obecnie prowadzę ją wspólnie z najstarszą córką Karoliną i jej mężem Michałem. Gdybym chciał jednym zdaniem odpowiedzieć na Twoje pytanie, powinienem powiedzieć, że wszystko, co wydarzyło się począwszy od wspomnianej bezsennej nocy, przyszło z natchnienia Ducha Świętego i z pomocą ludzi, których Pan Bóg postawił na mojej drodze. Stąd stale pamiętam o słowach św. Pawła: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał? A jeśliś otrzymał, to czemu się chełpisz, tak jakbyś nie otrzymał”(1Kor 4,7).

         I.K.: To ostatnie stwierdzenie o kierownictwie Ducha Świętego jest szczególnie cenne i trafne. Proponuję, więc, byśmy pomówili teraz o Twojej więzi z Kościołem. Zaczęła się ona w duszpasterstwie akademickim, a może w innych okolicznościach?

         M.K.: Dom, ks. Fabian Zawacki, własne zaangażowanie w życie Kościoła. Właśnie taka kolejność musi pojawić się, żeby uczciwie odpowiedzieć na Twoje pytanie. Codziennie Bogu dziękuję za rodziców, którym zawdzięczam życie fizyczne i duchowe. Moja Mama, choć „nie grozi” jej kanonizacja, była dla mnie osobą świętą. Od niej nauczyłem się pokory i najprostszej formy miłości bliźniego wyrażanej w tym, że nie oskarżała innych, nie miała do bliźnich pretensji, a serca miała dla ludzi tym więcej, z im większej biedy ktoś do niej przychodził. Zawsze było dla mnie oczywiste, że jej postawa wypływa z traktowanej na serio wiary i odpowiadania życiem na wezwanie Ewangelii. Następnie ks. Fabian – pallotyn z Doliny Miłosierdzia w Częstochowie, charyzmatyczny kapłan, wielki przyjaciel młodzieży. To dzięki niemu pokochałem Kościół, jako wspólnotę, za którą i ja jestem odpowiedzialny, z którą przeżywam radość ewangelizacji świata i smutek, gdy Kościół cierpi wskutek grzechów nas – członków Kościoła i gdy jest atakowany przez jego wrogów. Potem przyszło własne zaangażowanie – duszpasterstwo akademickie. Było ono w moim życiu obecne poprzez bywanie na Mszach świętych akademickich w kościele rektorackim (duszpasterzem był wtedy ks. dr Ireneusz Skubiś), uczestnictwo w rekolekcjach akademickich. Nie byłem stałym członkiem „Piwnicy”, która skupiała najbardziej aktywnych i mocno związanych z duszpasterstwem studentów. Natomiast, ważne było dla mnie związanie się, od samego początku, z częstochowskim Klubem Inteligencji Katolickiej. Jego działalność w okresie zrywu solidarnościowego, aktywność w czasie stanu wojennego (mimo przymusowego zawieszenia działalności) i w okresie przebudowy systemu władzy, to był czas, kiedy świeccy katolicy wzięli na siebie odpowiedzialność za nowo kształtującą się rzeczywistość państwa polskiego. Cenię sobie, bardzo bliską w tamtym czasie, znajomość i współpracę z wieloletnim prezesem Klubu dr. Adamem Banaszkiewiczem.

         I.K.: Powróćmy, Marku, do – wspomnianej już na początku – wypełnianej przez Ciebie posługi nadzwyczajnego szafarza Komunii świętej (NSKŚ). Zdaję sobie sprawę, że to intymne pytanie. Może jednak zechcesz powiedzieć, co zmotywowało Cię do podjęcia tej decyzji? Powiedz też proszę, jak zostaje się szafarzem i kto może pełnić tę posługę?

         M.K.: Odpowiem najpierw, kto może być NSKŚ. W Polsce może nim zostać mężczyzna w wieku 25-65 lat, spełniający kryteria świadczące, najogólniej mówiąc, o dojrzałości w wierze. Dzieje się tak zawsze na wniosek proboszcza lub kapłana, który z ustanowienia przez biskupa prowadzi jakąś wspólnotę. Dość często zdarza się, że posługę NSKŚ pełnią siostry zakonne, powołane głównie do pełnienia tej misji w obrębie własnego zgromadzenia.

         Przed rozpoczęciem posługi kandydat jest zobowiązany ukończyć studium przygotowawcze, które odbywa się pod kierunkiem diecezjalnego duszpasterza nadzwyczajnych szafarzy Komunii Św. Studium to kończy bezpośrednie przygotowanie do promocji na nadzwyczajnego szafarza Komunii Św., ale nie kończy formacji, która winna być permanentna.

         Głównym obowiązkiem NSKŚ jest zanoszenie Komunii Św. chorym i starszym, którzy nie mogą uczestniczyć w liturgii w kościele. Nadzwyczajny szafarz może pomóc w udzielaniu Komunii Św. w kościele, gdy przystępuje do niej większa liczba wiernych, a nie ma dostatecznej liczby zwyczajnych szafarzy, tj. kapłanów. Co mnie skłoniło? Wspomnę najpierw o wydarzeniu sprzed ponad 50 lat, kiedy brałem udział w przedstawieniu o św. Tarsycjuszu – młodym akolicie, który poniósł śmierć w pogańskim Rzymie, niosąc Pana Jezusa chrześcijańskim więźniom. Historia tego młodego męczennika mocno zapadła mi w pamięć. Później, w ramach reform posoborowych, pojawiła się dla świeckich możliwość uczestniczenia w posłudze, o której rozmawiamy. Sam przyjąłem po raz pierwszy Pana Jezusa z rąk NSKŚ ok. 20 lat temu podczas pielgrzymki częstochowskiego KIK-u do Gietrzwałdu. Był to chyba pierwszy moment, kiedy zapragnąłem posługiwać w ten sposób. Później pojawiały się jeszcze inne zdarzenia, które umocniły moją decyzję i w roku 2011 poprosiłem ówczesnego proboszcza ks. Andrzeja Filipeckiego o skierowanie mnie na kurs dla NSKŚ. Niezapomnianym przeżyciem pozostanie dla mnie moja własna posługa nadzwyczajnego szafarza podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie.

         I.K.: Marku, działasz również w stowarzyszeniach, prowadzisz działalność dobroczynną, co z pewnością daje radość i satysfakcję. Sądzę, że warto o tym, choć krótko, powiedzieć obecnym i przyszłym czytelnikom…

         M.K.: Jeśli odnajduję w sobie chęć do działalności charytatywnej, to jej źródeł dopatruję się w domu rodzinnym. Oboje moi rodzice byli ludźmi życzliwymi dla otoczenia i skłonnymi pomagać bliźnim. Chodzi mi jednak o odróżnienie zwykłej działalności charytatywnej (chwała wszystkim, którzy ją czynią) od dobroczynności wynikającej z naszej wiary, z postawy ewangelicznej, której uczył nas Chrystus. Rozumiem to tak: miłość wobec bliźnich, za miłość, którą obdarzył nas Jezus. Co do stowarzyszeń, to jakiś czas temu poprzez Akcję Katolicką wspieraliśmy w naszej parafii grupę rodzin paczkami żywnościowymi i współfinansowaliśmy darmowe obiady dla dzieci ze szkoły podstawowej i z gimnazjum. Aktualnie, prawie całą rodziną jesteśmy członkami Stowarzyszenia Wspólnoty Rodzin Mamre i przez to stowarzyszenie udzielam się w diakonii charytatywnej. Prywatnie i jako firma, co rok włączam się do akcji „Szlachetna Paczka”. Staram się też nie odmawiać pomocy osobom i instytucjom, które ze swą pomocą trafiają do indywidualnego, znanego z imienia człowieka. Pytasz o radość i satysfakcję – oczywiście te uczucia pojawiają się, ale dodałbym jeszcze słowo powinność. Jak uczy nas Katechizm Kościoła Katolickiego, wszystko, co nam zbywa nie jest już nasze, więc powinniśmy to oddać tym, którzy są w potrzebie. Dlatego, nie mogę uwolnić się od pytania, czy zrobiłem tyle ile powinienem był uczynić?!

         I.K.: Rozmawiamy w okresie świętowania 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Pragnę zapytać, co dla Ciebie znaczą słowa: Bóg – Honor – Ojczyzna, patriotyzm…

         M.K.: Norwid mówił: „Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek”. W zbiorowym obowiązku można znaleźć indywidualnych ludzi – postacie, które tę myśl Norwida najpełniej wyrażały. Kiedyś zadałem sobie pytanie, którzy wielcy Polacy są dla mnie symbolami Ojczyzny, polskości, patriotyzmu. Wybrałem Mickiewicza, Chopina i kard. Stefana Wyszyńskiego. Jak powiedział w ONZ Jan Paweł II, nasz naród, którego nie było na mapie, przetrwał dzięki kulturze –  dlatego wybieram tych dwóch pierwszych, a  przetrwał i umocnił się jako wspólnota w okresie komunizmu dzięki Prymasowi Tysiąclecia. Jeśli nasi przodkowie pisali na sztandarach hasło: Bóg – Honor – Ojczyzna, w takiej właśnie kolejności, to musieli mieć w pamięci zarówno to, że Chrystus zapłakał z miłością nad przyszłym nieszczęsnym losem Jerozolimy – swojej ziemskiej ojczyzny, jak i to, że mając Boga w sercu trudno nie kierować się honorem.

         I.K.: Dziękuję Marku, jak zwykle, dobrze się z Tobą rozmawiało. Chcę Ci raz jeszcze wyrazić wdzięczność za dobroć serca i pomoc, które mi okazałeś, kiedy ich bardzo potrzebowałam. Szczęść Boże Tobie i całej Rodzinie.

 

  

 

PANIE JEZU, CZEKAMY!

 

            Adwent w liturgii Kościoła to czas radosnego oczekiwania na Twe przyjście Panie. To oczekiwanie chcemy wypełnić właściwym przygotowaniem duchowym, które na pierwszym miejscu stawia: Ciebie, modlitwę i rozważanie Bożego Słowa. Dopomogą nam w tym dziele Msze św. roratnie i udział w rekolekcjach parafialnych, których dopełnieniem będzie sakramentalna spowiedź św.

            Pragniemy Panie, by to oczekiwanie było dla nas cudownym czasem wzrostu wiary, nadziei i miłości oraz okresem autentycznego pojednania się z Bogiem.

            Drodzy Parafianie, na zbliżające się święta Bożego Narodzenia przyjmijcie słowa otuchy i serdecznych życzeń: niech nadchodzące święta staną się realizacją naszej duszpasterskiej prośby, abyście otworzyli swoje serca dla przychodzącego na świat Zbawiciela.

Ks. Stanisław Jasionek – proboszcz

Ks. Tomasz Chudy – wikariusz

Ks. Stanisław Matuszczyk - senior

Tomasz Łękawa – organista

Jan Rydz – kościelny

 

 

JAK PRZEŻYĆ WIECZERZĘ WIGILIJNĄ?

           Wieczerza wigilijna powinna mieć charakter religijny. Głębokie przeżycie tego niepowtarzalnego wieczoru wytwarzamy umieszczając w centralnym miejscu mieszkania żłóbek z Dzieciątkiem Jezus. Stół nakrywamy białym obrusem i ozdabiamy zielonym igliwiem. Pod obrusem kładziemy trochę siana, a na centralnym miejscu stołu umieszczamy poświęcony opłatek i księgę Pisma Świętego.

            Gdy ukaże się pierwsza gwiazda na niebie – znak gwiazdy betlejemskiej, rodzina gromadzi się wokół wigilijnego stołu. Jedno miejsce przy stole zostaje wolne, jako znak pamięci o bliskich zmarłych oraz o podróżnych, którzy mogą niespodzianie zapukać do naszych drzwi Ojciec rodziny lub ktoś inny rozpoczyna wieczerzę wigilijną słowami: „W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego” i odczytuje Ewangelię wg św. Łukasza (2, 1-14). Następnie wszyscy zgromadzeni śpiewają kolędę „Wśród nocnej ciszy”. Po śpiewie dzielą się poświęconym opłatkiem, składając sobie życzenia. Teraz każdy z domowników podaje intencję modlitwy, a po ich wypowiedzeniu wszyscy wspólnie odmawiają „Ojcze nasz”. Po modlitwie spożywa się wigilijne potrawy. Tradycja nakazuje, by były one bezmięsne i bezalkoholowe.

            W czasie wieczerzy śpiewa się kolędy lub słucha ich nagrań. Nie ogląda się telewizji. Dziadkowie i rodzice opowiadają dzieciom o przeżyciach swego dzieciństwa i dawnych polskich zwyczajach świątecznych. Gdy wieczerza dobiegnie końca, ktoś z rodziny odmawia modlitwę: „Dziękujemy Ci Boże, nasz dobry Ojcze, za Twego Syna Jezusa Chrystusa, złożonego na sianie. Dziękujemy za miłość wszystkich ludzi, za ten błogosławiony wieczór i dary, które spożyliśmy. Tobie chwała na wieki. Amen”. Przed północą domownicy udają się do świątyni na Pasterkę. 

                                                                            Ks. Proboszcz

 

KOLĘDA 2018/19

 

Dzień                   Ulice                         

27.12. 09.00        Kołakowskiego                                           

28.12. 09.00        Traugutta                 

29.12. 09.00        Poświatowskiej

 

31.12. 09.00        Wiosenna, ks. Grochowskiego

02.01. 09.00        Armii Krajowej 53

03.01. 15.00        Obr. Westerplatte 7 

05.01. 09.00        Obr. Poczty Gdańskiej, Obr. Westerplatte 35

 

07.01. 15.00        Obr. Westerplatte 9 

08.01. 15.00        Obr. Westerplatte 11

09.01. 09.00        Teligi, Brzechwy, Armii Krajowej 51

10.01. 14.00        Kisielewskiego, Obr. Poczty Gdańskiej 2

11.01. 09.00        Brezy, Klemensiewicza, Obr. Westerplatte 17

12.01. 09.00        Obr. Westerplatte 25, 31    

 

14.01. 09.00        Obr. Poczty Gdańskiej 4, PCK 2     

15.01. 09.00        Obr. Poczty Gdańskiej 6

16.01. 09.00        Obr. Westerplatte 13, PCK 4          

17.01. 09.00        Obr. Westerplatte 29, PCK 6

18.01. 09.00        Obr. Westerplatte 27, PCK 8                      

19.01. 09.00        PCK 2a

                                                          

21.01. 09.00        Obr. Westerplatte 23, 33

22.01. 09.00        Obr. Westerplatte 15, PCK 10        

23.01. 09.00        PCK 12          

24.01. 09.00        Mierosławskiego, Łódzka, Marjańskiej, PCK 14

 

 

Kontakt

tel. 34 322-71-10

e-mail: stjasionek@op.pl

Godziny Mszy świętych

Niedziela: 8.00, 9.30, 11.00, 12.15, 17.00
Sobota - Msza św. niedzielna: 18.00 poprzedzona nieszporami: 17.40
Dni powszednie: 8.00, 18.00

Adres

ul. Obrońców Westerplatte 37
42-200   CZĘSTOCHOWA

Kancelaria parafialna

Czynna od poniedziałku do piątku

od godz. 16,30 do 17,30

w soboty i dni świąteczne 

kancelaria nieczynna

telefon: 34 322-71-10

 

 

Spowiedź św.

Spowiadamy przed każdą Mszą św. oraz gdy istnieje taka potrzeba w jej trakcie. W pierwsze piątki miesiąca spowiedź św. odbywa się w godz. od 17.00 do 18.30. Zapraszamy!