{"status":"success","count":47693} Parafia św. Pierwszych Męczenników Polski w Częstochowie

Witamy na stronie parafii

Świętych Pierwszych Męczenników Polski w Częstochowie.

Szczęść Boże!

 

Miłosierdzie Boże « WIERZE UFAM MIŁUJĘ

 

 

 

 

POŚWIĘCENIE KOŚCIOŁA W POLSCE

NAJŚWIĘTSZEMU SERCU JEZUSA

I NIEPOKALANEMU SERCU MARYI

 

Najświętsze Serce Jezusa, Lekarzu ludzkich dusz, Synu umiłowany, miłosierne Oblicze Ojca! Kościół pielgrzymujący na ziemi, Twój lud żyjący w Polsce, w Europie i na całym świecie, spogląda na ranę w Twym otwartym boku, źródło naszego zbawienia, i błaga: — w tej wyjątkowej godzinie pełnej cierpienia wspomagaj Twój Kościół, bądź natchnieniem dla rządzących narodami, wsłuchuj się w głosy ubogich i cierpiących, wspieraj pokornych i uciśnionych, uzdrawiaj chorych i grzeszników, podnoś na duchu przygnębionych i zniechęconych, przywracaj wolność jeńcom i więźniom i wybaw nas od pandemii, która nas dotyka.

Najświętsze Serce Jezusa, Lekarzu ludzkich dusz, wyniesiony na wyżyny Krzyża, dotknięty przez ucznia w Wieczerniku! Kościół pielgrzymujący na ziemi, Twój lud żyjący w Polsce widzi w Tobie obraz czułego uścisku Ojca wobec ludzkości. Ten uścisk pragniemy – w Duchu Miłości – przekazać sobie nawzajem, jak to polecałeś uczniom przy umywaniu nóg, i błagamy: — w tej wyjątkowej godzinie pełnej cierpienia, wspieraj dzieci, osoby starsze i najsłabszych, pocieszaj lekarzy, pielęgniarki, pracowników służby zdrowia i opiekunów-wolontariuszy, umacniaj rodziny i wzmacniaj w nas poczucie obywatelskiej powinności i solidarności, bądź światłem dla umierających, powitaj umarłych w swoim Królestwie, chroń nas od wszelkiego zła i wybaw nas od pandemii, która nas dotyka.

Najświętsze Serce Jezusa, Lekarzu ludzkich dusz, Synu Przenajświętszej Dziewicy Maryi! Przez Serce Twej Matki, której oddajemy Kościół pielgrzymujący na ziemi, narody Polski i tak wielu innych krajów, które od wieków są Twoje, prosimy dziś, abyś przyjął zawierzenie twojego Kościoła. Poświęcając się Twojemu Najświętszemu Sercu, Kościół oddaje się pod opiekę Niepokalanego Serca Maryi ukształtowanego w świetle Twojej paschy, a w Fatimie objawionego trojgu dzieciom jako ucieczka i droga prowadząca do Twego Serca. Przenajświętsza Dziewico Maryjo, Pani Różańcowa z Fatimy, Bądź Uzdrowieniem Chorych i Ucieczką dla uczniów Chrystusa, zrodzonych pod Krzyżem Jego miłości. Niepokalane Serce Maryi, któremu się zawierzamy: — w tej wyjątkowej godzinie pełnej cierpienia, przyjmij tych, którzy odchodzą,dodawaj otuchy tym, którzy się Tobie poświęcają, odnów wszechświat i ludzkość. Amen.


Dnia 26 marca odwiedziła naszą parafię ekipa telewizji Niedziela i zrealizowała krótki reportaż "A parafie trwają!", w którym przeprowadzono rozmowę z ks. proboszczem Stanisławem Jasionkiem. Wszyscy zainteresowani tą relacją telewizyjną mogą ją obejrzeć klikając poniższy link: https://tv.niedziela.pl/film/2976/A-parafie-trwaja

SŁOWO KSIĘDZA PROBOSZCZA DO PARAFIAN

            Drodzy Parafianie! Z Wami wszystkimi pozostajemy w duchowej jedności. Zachęcamy do wspólnotowej modlitwy w Waszych rodzinach. Przeżywamy czas szczególnego Wielkiego Postu AD 2020. Niewątpliwie, Bóg mówi do nas także przez te trudne wydarzenia – swoiste rekolekcje. Nie przestawajmy ufać w Bożą obecność. Bóg jest z nami. On nas nie opuszcza.

         Pragnę podziękować wszystkim, którzy obejmują modlitwą także nas - swoich duszpasterzy i swoją parafię. Dziękuję wszystkim, którym leży na sercu dobro naszej parafii i normalne jej funkcjonowanie. Jednakże bez Waszej troski o potrzeby materialne nie jesteśmy w stanie podołać wszystkim wyzwaniom. Zaistniała, niezwykle trudna, sytuacja sprawiła, że Parafia została pozbawiona w tym momencie prawie zupełnego wsparcia przez ofiary składane na tacę, które były przeznaczone na: ogrzewanie gazem kościoła i domu parafialnego, energię elektryczną, utrzymanie personelu. Taca jest jedynym źródłem utrzymania parafii! Bez Waszej pomocy w tym czasie nie damy rady jej utrzymać. Dlatego, zwracam się z serdeczną prośbą, abyście systematycznie wspierali swoją Parafię przez przekazanie dobrowolnych ofiar i wpłacanie ich na jej konto, które zamieszczam w tym Słowie. Już dzisiaj dziękuję za Wasze dobre i wrażliwe serca, za postawę wiary, która dyktuje Wam troskę o byt materialny naszej wspólnoty parafialnej. Wszystkim, którzy w ten sposób zechcą regularnie wspierać swoją parafię mówię serdeczne: „Bóg zapłać!”.

Wasz proboszcz - ks. Stanisław Jasionek

 

Konto naszej parafii:

Bank Pekao S.A.      69 1240 1213 1111 0010 9797 8865

 

 

 

NAUKI REKOLEKCYJNE

Ks. Stanisław Jasionek - proboszcz

Proszę otworzyć zakładkę Rekolekcje parafialne

 

REFLEKSJA WIELKOPOSTNA

KS. PROFESORA MARIANA DUDY

BĄDŹCIE POZDROWIENI W PANU!

Jak odczytuję znak czasu pochodzący od Boga dla współczesnej ludzkości?

W świetle Słowa Bożego, pandemia koronawirusa, to nie kara, lecz nic innego jak tylko:

TERAPIA WSTRZĄSOWA ZE STRONY BOGA - MIŁOŚCI MIŁOSIERNEJ

Bóg poddaje nas terapii Swojego Miłosiernego Serca, lecząc nas z naszych grzechów na wszelki możliwy sposób: czułością, cierpliwością, pouczeniem, napomnieniem, dopuszczeniem „otarcia się o dno”, wstrząśnięciem nami, a wszystko po to, byśmy przejrzeli i uwierzyli Jego miłosiernej trosce o nas i nawrócili się, schodząc z drogi, która nas prowadzi do zguby wiecznej.

Mówi bowiem Pismo: „Czyż tak bardzo mi zależy na śmierci występnego - wyrocznia Pana Boga - a nie raczej na tym, by się nawrócił i żył?”.  Ez 18,23.

Pandemia ma służyć naszemu nawróceniu, a nie zgładzeniu!

Jezus w Ewangelii odpowiada jasno na ten problem, gdy zapytany o tragedię, która dotknęła ludzi odpowiada:   «Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie» Łk 13, 2-5.

A  trudno zaprzeczyć w świetle wizji wiary, patrząc na dzisiejszy świat, że nie potrzebuje on nawrócenia. Raczej wiara nam podpowiada, że współczesny świat bardziej, aniżeli kiedykolwiek ma z czego się nawracać. Ludzie bowiem zawsze grzeszyli, ale dzisiaj zaprzeczają istnieniu grzechu, grzech nazywają cnotą, chlubią się nim i go na wszelki sposób promują. Tym samym negują potrzebę, czy wręcz konieczność nawrócenia. Czy w takim stanie ducha współczesnego świata terapia wstrząsowa ze strony Boga nie jest skutecznym sposobem do wyrwania człowieka z odrętwienia i letargu duszy?

Nie jest to ze strony Boga groźba. Bóg nikomu nie chce grozić i nie grozi! Bóg ostrzega, a czasami jest to

OSTRZEŻENIE PEŁNE MOCY!

Nie ma więc lepszego przesłania na te dni jak: „W nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie, w ciszy i ufności leży wasza siła” (Iz 30,15).

Wraz z darem modlitwy

Ks. Marian Duda, kapłan Baranka

Choroń, 18 marca 2020 r.


 

MOJE CIERPIENIA MAJĄ MNIE ZBLIŻYĆ DO JEZUSA I JEGO MATKI

Rozmowę z Romanem Strzelczykiem przeprowadziła Irena Karpeta

         Irena Karpeta: Z panem Romanem Strzelczykiem znaliśmy się wcześniej „z widzenia”, uczestnicząc w tych samych Mszach świętych. Pozwól Romku, że będę zwracać się do Ciebie po imieniu, jak to czynimy obecnie. Chciałabym porozmawiać o życiu, o wierze. Nikt z nas nie jest z nikąd, zatem na początek proszę o kilka zdań o Tobie, Rodzinie, korzeniach, pracy.

         Roman Strzelczyk: Nie umiem i nie lubię mówić o sobie, ale spróbuję się otworzyć. Pochodzę z Kłobucka, w którym mieszkałem do 2005 roku. Najmłodsze dzieciństwo spędziłem u dziadków w miejscowości Rybna koło Kłobucka. To był cudowny czas. W Kłobucku ukończyłem szkołę podstawową i zawodówkę o profilu obróbka skrawaniem. Z perspektywy lat żałuję, że nie ukończyłem technikum, bo czas pokazał, iż ten zawód będzie mi towarzyszył do końca lat mojej sprawności fizycznej. W latach 90-tych z pracą było beznadziejnie. Większość absolwentów szkół trafiało wówczas na tak zwaną „kuroniówkę”. Był to czas, kiedy i ja podejmowałem różne prace dorywcze, m.in. na budowach w ramach prac interwencyjnych w Urzędzie Miasta Kłobuck. W końcu znalazłem pracę w Częstochowie, jako pomoc w piekarni, więc nic wspólnego z moim wykształceniem, ale dawałem sobie radę. Potem zostałem kierowcą – dostawcą pieczywa. Przydało się prawo jazdy zrobione jeszcze w szkole. Na pewnym etapie życia ożeniłem się i doczekałem się syna. Niestety, pojawiły się problemy rodzinne, które nie miały końca. Ponieważ jest to bardzo bolesny temat dla mnie i moich bliskich, powiem tylko, że pogubiłem się w życiu, a ucieczka w alkohol zmieniła moje życie w koszmar. Dziś wiem, że Pan Bóg i wtedy był przy mnie. Pod koniec lat 90-tych moja mamuś przeprowadziła się do Częstochowy. W Kłobucku już nie miałem co robić i na początku lat 2000-nych sprowadziłem się do mamusi na ul. Dąbrowskiego czyli do parafii świętego Jakuba. Pod koniec 2007 roku poznałem kilka osób, które pomogły mi się pozbierać i znaleźć pracę przy produkcji żyrandoli. Zakład znajdował się na ul. O. Kordeckiego, więc w bliskości Jasnej Góry, gdzie wcześniej dostarczałem też pieczywo. Udawałem się na Msze święte do Matki Bożej, szczególnie w trudnych chwilach mojego życia, ale nie tylko. Tam odzyskałem wiarę i ufność, że mogę dać radę w trudnościach, które mnie w życiu mogą jeszcze spotkać. A te, jak się później okazało, dopiero mnie czekały. W 2009 roku zmieniłem pracę na bardziej satysfakcjonującą, w tej samej branży oświetleniowej na Lisińcu. Tam mogłem się wykazać, aż do mojego … udaru w 2016 roku. Sparaliżowało mi całą lewą stronę ciała. To był cios. I znów zacząłem walkę o wszystko. Nie było łatwo, był bunt. Pan Bóg wie, że teraz myślę pozytywnie. Zawdzięczam to modlitwie mamusi i dobrym ludziom, których Bóg postawił na mojej drodze.

         I.K.: Czy włączałeś się w życie Twojej poprzedniej parafii? W jaki sposób? Opowiedz nam o tym, proszę …

         R.S.: Dopiero na pewnym etapie życia. Wcześniej bywało różnie. Uczestniczyłem w Mszach świętych niedzielnych, ale nie zawsze, gdyż budziły się jeszcze we mnie „demony przeszłości”. W trakcie rehabilitacji po udarze zacząłem częściej chodzić do kościoła św. Jakuba. Określiłem też sobie cel: jak uda mi się trochę pozbierać udam się na Jasną Górę. I tak zrobiłem – jesienią po powrocie z rehabilitacji z Kochcic w 2016 roku od razu udałem się do klasztoru, gdzie kupiłem sobie kolejną książeczkę do nabożeństwa – ponieważ dość często je gubiłem – oraz dziesiątkę różańca, z którą się nie rozstaję do dziś. Zawsze zabieram dziesiątkę różańca z sobą gdziekolwiek idę, czy to spacer, do lekarza, na rehabilitację, do kościoła. Można modlić się wszędzie. Utkwiły mi sercu słowa księdza Mariusza z parafii św. Jakuba, aby nic nie odkładać na później. Wydaje się nam, iż mamy czas. A kto tak powiedział? Nie znamy dnia ani godziny, gdy może nam się zdarzyć cokolwiek. Przecież nawet teraz, podczas tego wywiadu jesteśmy w trakcie walki z koronawirusem, który pojawił się niespodziewanie i rozwinął w pandemię na świecie. Musimy być zawsze gotowi i ta prawda mnie uskrzydla. Niejednokrotnie w moim życiu odsuwałem Boga na dalszy plan, aż zrozumiałem jak jest ważne, aby uczestniczyć w Eucharystii, najczęściej jak to możliwe. A uczestnictwo w życiu poprzedniej parafii … Pewnego dnia zostałem zaproszony przez koleżankę Anię – jedną z członkiń Kręgu Biblijnego na spotkanie Kręgu prowadzone przez księdza Wojciecha ówczesnego wikariusza parafii św. Jakuba. Spotkania Kręgu dały mi niejako „drugie życie” – Pismo Święte, którym staram się żyć nadal.

         I.K.: Wybacz mi następne pytanie. Chodzi w nim o świadectwo, nie o zaspokojenie ciekawości. Otóż, wielu ludzi dotkniętych chorobą, cierpieniem narzeka, wręcz buntuje się. Ty swoje doświadczenie znosisz z pogodną twarzą rozjaśnioną uśmiechem. Jak to możliwe?

         R.M.: No cóż, są tacy, co stale narzekają. Ja mam inne przykłady wśród moich znajomych. Chcę tu wymienić przede wszystkim Iwonkę, u której zdiagnozowano nowotwór płuc. Ona potrafiła mnie pocieszać i dodawać otuchy. Ponadto, pierwszą osobą w szpitalu, którą zobaczyłem po odzyskaniu świadomości po rozległym udarze niedokrwiennym mózgu był ksiądz z białą hostią. Nie przyjaciele, nie znajomi, to Jezus w Komunii świętej przyszedł do mnie. Mimo wielu moich zwątpień i odejść od wiary – On Jeden stale był przy mnie. To On dał mi siłę do dalszego życia mimo przeciwności. Trudne chwile w szpitalu upłynęły na walce o uzyskanie jakiejkolwiek sprawności fizycznej w kończynach po lewej stronie ciała. Po kilku dniach tylko częściowo ruszyła noga i na tym się skończyło. Do domu wróciłem po miesiącu na wózku inwalidzkim, a właściwie na noszach – był to luty 2016, a udar dostałem w styczniu 2016. Sanitariusze przesadzili mnie z noszy w karetce na wózek inwalidzki na klatce schodowej. Na dalszą rehabilitację w szpitalu musiałem czekać do kwietnia. Wtedy w głowie zrodziło się pytanie: i co dalej? To był moment zawahania, ale i szybka odpowiedź: masz walczyć, ale i poddać się woli Bożej. I jeszcze myśl: ludzie przeżyli obozy, dasz radę, tylko Bogu ufaj.

         I.K.: Zastanawiałam się nieraz patrząc na Ciebie, co/Kto daje Ci siłę do zaakceptowania przeciwności i ich znoszenia? Czy na to potrzeba czasu, pracy nad sobą i modlitwy?

         R.S.: Częściowo już udzieliłem odpowiedzi. Ale dobrze sformułuję ją wyraźnie. Tą siłą jest wiara, jest Jezus. Bóg nas kocha wszystkich i nie ma dla Niego znaczenia czy jesteśmy „sprawni” czy też nie. Jezus cierpiał za nas i dla nas, więc i ja mam znosić moje cierpienia w szerszym kontekście – mają mnie one zbliżyć do Niego Samego i Matki Bożej. Dany mi jeszcze czas pozwala mi pracować nad sobą, nad cierpliwością, bo jestem „narwańcem”. Mogę być bliżej Boga także przez częstszą modlitwę, którą jak byłem zdrowy odkładałem na później. Teraz jest czas!!! Dziś wiem, że z pokorą i zaufaniem Panu Bogu wszystko mogę znieść. Trudniej jest u mnie z cierpliwością, ale cały czas nad nią pracuję.

         I.K.: Ograniczenia zdrowotne nie pozwalają Ci czynnie zaangażować się w życie grup parafialnych. Tym bardziej ucieszyłam się Romku, gdy bez wahania zgodziłeś się zostać członkiem naszej Różańcowej Róży p.w. św. Małgorzaty Marii Alacoque. Czym jest dla Ciebie modlitwa Różańcowa?

         R.S.: Jestem sprawny na tyle, aby – obok uczestniczenia w Eucharystii –

chociaż tak włączyć się w życie wspólnoty. Jezus nas kocha – wierzę w to całym sercem. Dlatego zgodziłem się bez wahania zostać jednym z członków Różańcowej Róży. Ponadto, od 2018 roku jestem związany z Apostolatem Fatimy – uczestniczyłem w kilku akcjach związanych z apostolatem w obronie Kościoła i wiary. Różaniec jest najsilniejszą bronią człowieka wiary, bo jest modlitwą Maryjną. Modlitwa paciorkami różańca mnie uspokaja, wycisza. Siłę daje bliskość z Matką Bożą, do której się uciekam, zwracam z prośbami i podziękowaniami, w różnych sprawach. Ten „sznureczek z koralikami” – jak to powiedziała jedna z osób drwiących z Różańca – ma taką siłę, która niejednego już powaliła na kolana i z zapałem szukał go w szufladzie, aby zacząć z wiarą „przerzucać te koraliki”. Ktoś mógłby powiedzieć ironicznie: jak trwoga, to do Boga. Ja powiem: lepiej późno niż wcale. Oby było nam to dane wszystkim!

          I.K.: Na koniec naszej rozmowy jeszcze dwa pytania. Czym jest dla Ciebie wiara w Boga? Czy Twoim zdaniem miłość do Boga, rodziny, Kościoła i Ojczyzny łączą się?

         R.S.: Wiara jest istotą, sensem mojego życia. Z bólem stwierdzam, że żyjemy w czasach, kiedy ludzie szydzą z wiary, z Boga i nagle dziwią się, że wirus opanował świat. Wierzę, że Bóg jest dobry i nas nie karze – to tylko znak na opamiętanie. Dał nam wolną wolę i co z nią robimy?! Bóg jest Miłością, z której wypływa i miłość do rodziny, i do Kościoła, i do Ojczyzny. Jeśli o mnie chodzi, bardzo kocham moją mamę, siostrę i jej rodzinę – łączą nas silne więzi. Niestety, żona i syn od kilku lat nie utrzymują ze mną kontaktu. Dużo się za nich modlę, zwłaszcza za syna Piotra, którego widziałem ostatni raz, gdy przystępował do Pierwszej Komunii Świętej. Serce bardzo boli, że utrudnia mi się kontakty z synem nawet teraz, jak jestem po udarze. Modlę się o ich zdrowie i by zrozumieli, co jest w życiu ważne. Kocham i szanuję Kościół i Ojczyznę. To nierozłączna jedność – to nasza tradycja, historia i dziedzictwo. Czuję się patriotą i nie wstydzę się tego, natomiast wstyd mi za „pseudoelity europejskie”. Podsumowując powiem: miłość do Boga, rodziny, Kościoła, Ojczyzny są nierozerwalne – tworzą jedność, która się uzupełnia.

          I.K.: Dziękuję Romku, że zgodziłeś się na tę rozmowę, a właściwie –odważne danie świadectwa wiary. Obfitości Bożych łask dla Ciebie i Tych, których nosisz w sercu. Szczęść Boże!

         R.S.: To ja dziękuję, Irenko, za wyciągnięcie do mnie ręki i za zaufanie. Życzę dużo zdrowia i odporności w przeciwnościach. Jeśli pozwolisz chciałbym zaapelować: Bóg nas kocha, a nasza wiara może zdziałać cuda. W Bogu nasza siła. Jeszcze raz bardzo dziękuję Irenko. Szczęść Boże.

    

 


 

    


 

 

Kontakt

tel. 34 322-71-10

e-mail: stjasionek@op.pl

Godziny Mszy świętych

Niedziela: 8.00, 9.30, 11.00, 12.15, 17.00
Sobota - Msza św. niedzielna: 18.00 poprzedzona nieszporami: 17.40
Dni powszednie: 8.00, 18.00

Adres

ul. Obrońców Westerplatte 37
42-200   CZĘSTOCHOWA

Kancelaria parafialna

Czynna od poniedziałku do piątku

od godz. 16,30 do 17,30

w soboty i dni świąteczne 

kancelaria nieczynna

telefon: 34 322-71-10

 

 

Spowiedź św.

Spowiadamy przed każdą Mszą św. oraz gdy istnieje taka potrzeba w jej trakcie. W pierwsze piątki miesiąca spowiedź św. odbywa się w godz. od 17.00 do 18.30. Zapraszamy!