Witamy na stronie parafii

Świętych Pierwszych Męczenników Polski

w Częstochowie.

Szczęść Boże!

 

Zapraszamy na Mszę świętą

w niedzielę: 8.00  9.30  11.00  12.15  17.00

w tygodniu:  8.00   18.00

 

Miłosierdzie Boże « WIERZE UFAM MIŁUJĘ

 

 

 

 

 

 

 

 

 


6 Niedziela zwykła - 16 lutego 2020 r.

JAK SOBIE PORADZIĆ?

Kazanie na Górze odkrywa nam ideał chrześcijańskiego życia. Ono wskazuje nie tylko to, jacy powinniśmy być, ale także, kim jest wygłaszający je Nauczyciel, Jezus Chrystus z Nazaretu. Każdy z nas wezwany jest do tego, aby upodobnić się do tego Mistrza, który głoszoną słowami naukę potwierdził całym swoim życiem, aż do śmierci na krzyżu dla naszego zbawienia.

 Często, słuchając Kazania na Górze, koncentrujemy się na stawianych nam przez Jezusa wymaganiach. Wydaje się, że są one niemalże niemożliwe do osiągnięcia. Bardzo byśmy chcieli być w stanie pójść wskazaną nam przez Jezusa drogą, ale, będąc realistami, wiemy, że nie jest ona łatwa, o ile w ogóle możliwa. W tym wszystkim zapominamy o tym, że Ten, który te słowa wypowiedział, każde ze stawianych nam wymagań wypełnił w swoim życiu. W Nim Prawo nabrało nowego znaczenia. Nie zniósł On starotestamentalnych przepisów, ale nadał im właściwy sens i pokazał, w jaki sposób my sami możemy je wypełniać.
Jezus Nauczyciel, który wypowiada słowa: „Słyszeliście, że powiedziano przodkom […]. A Ja wam powiadam […]”, mówi do nas w pełni autorytetu Bożego, równy Ojcu. Jego nauka jest przepełniona boską mocą, której On sam jest ucieleśnieniem. Jednocześnie Chrystus pozostaje w pełni człowiekiem, a my jako chrześcijanie wezwani jesteśmy do tego, aby upodobnić się do Niego.

O własnych siłach nie zdołamy tego uczynić. Musimy otworzyć się na Chrystusa i prosić o pomoc Ducha Świętego, który sam będzie nas prowadził do pełni przygotowanej przez Ojca.

o. Daniel W. Stabryła – benedyktyn

 

   

SZTUKA JEST PODRÓŻOWANIEM

Rozmowę z Jackiem Łydżbą przeprowadził ks. Stanisław Jasionek

         Ks. Stanisław Jasionek: Znajduję się w pracowni malarskiej znanego artysty malarza, a naszego parafianina – pana Jacka Łydżby.  Panie Jacku, chciałbym porozmawiać o Pana artystycznym życiu i twórczości. Proszę na początek naszej rozmowy opowiedzieć naszym Czytelnikom w kilku zdaniach o swojej rodzinie.

         Jacek Łydżba: Urodziłem się w 1966 roku we Włoszczowie, ale gdy rozpoczynałem naukę w szkole podstawowej z całą rodziną przenieśliśmy się do Częstochowy. Tutaj tato dostał pracę w szkole. Studiował on najpierw w Kielcach a potem rzeźbę na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie. Jest rzeźbiarzem i to rzeźbiarzem w prawdziwym tego słowa znaczeniu. Podchodził do swych rzeźb z kamienia emocjonalnie i zarazem intelektualnie. Miał siłę nie tylko twórczą, ale i fizyczną, żeby ten kamień przetworzyć w rzeźbę, dzieło sztuki. Było to dla mnie fascynujące. Pomagałem mu często, trzymając w ręku dłuto. Iskry szły z tego piaskowca, gdy tato uderzał młotkiem. Miał on wielu przyjaciół wśród artystów. Bywali u nas malarze i aktorzy. W tej atmosferze sztuki wzrastałem. Mama nie skończyła studiów, ponieważ zajmowała się domem, wychowywała mnie i moją siostrę Elżbietę.

            Ks. S.J.: Studiował Pan wychowanie plastyczne w częstochowskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej. Potem były jeszcze studia w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych zakończone dyplomem na Wydziale Grafiki…

            J.Ł.: Studia rozpocząłem w Częstochowie, jako student wychowania plastycznego w Wyższej Szkole Pedagogicznej. Chciałem studiować historię, gdyż czasy, w których przyszło mi wybierać studia były niezwykle emocjonujące, a sztuka początkowo mnie nie fascynowała. Myślałem, że przezimuję ten rok na wychowaniu plastycznym i przeniosę się na historię, która była moją fascynacją. Rysowałem: żołnierzy, konie, samoloty, czołgi. Szło mi to tak dobrze, że profesorowie i koledzy namawiali mnie, żebym nie opuszczał tego kierunku, lecz rozwijał swój plastyczny talent. Tutaj, na uczelni poznałem moją przyszłą żonę Elżbietę. Wprawdzie było to tylko poznanie przelotne, koleżeńskie, gdyż ja po studiach wyjechałem do Warszawy, by dalej studiować na Wydziale Grafiki Akademii Sztuk Pięknych a ona udała się na dalsze studia malarstwa do Paryża, to jednak po jakimś czasie spotkaliśmy się na ulicy i zaczęliśmy ze sobą chodzić, tak na poważnie. Poczuliśmy się szczęśliwą parą i zawarliśmy związek małżeński, z którego urodziły nam się dwie córki: Karolina i Kaja. Karolina studiuje historię sztuki, a Kaja jeszcze się uczy w szkole podstawowej. Uwielbia konie, dosiada je, maluje. Trudno powiedzieć, czy zostanie lekarką weterynarii czy malarką.

             Ks. S.J.: Ukończył Pan, zatem, Wydział Grafiki w warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych?

             J.Ł.: Tak, dyplom z plakatu i malarstwa, dodam nieskromnie, z wyróżnieniem otrzymałem w pracowni plakatu prof. Macieja Urbańca.

             Ks. S.J.: Jest Pan malarzem i grafikiem. Która z tych dziedzin jest Panu bliższa, która daje więcej radości i satysfakcji?

             J.Ł.: Rozpoczynając studia na wydziale grafiki ASP myślałem o tym, aby tworzyć plakaty. W latach 80-tych i 90-tych plakat święcił swoje triumfy. Był wyznacznikiem pewnej mody, wolności i swobody twórczej. W nim można, bowiem, zaobserwować jak w lustrze wszelkie tendencje sztuki plastycznej. Moje zainteresowania szły także w kierunku malarstwa i fotografii. Po ukończeniu studiów okazało się, że nie ma dużego zapotrzebowania na plakacistów, a ja szukałem przestrzeni do wyrażenia swych emocji, wrażliwości, rozwoju swego talentu. I właśnie w malarstwie znalazłem tę przestrzeń. Od wielu lat współpracuję z Galerią ART w Warszawie. Cieszę się, że moje obrazy się sprzedają i są cenione nie tylko przez znawców i koneserów sztuki.

              Ks. S.J.: Tworzenie jest dla Pana zawodem czy pasją?

              J.Ł.: Tworzenie jest dla mnie zawodem i pasją. Tego się nie da od siebie oddzielić, Ja kocham to, co robię. Jest to dla mnie potrzebą, tak jak oddychanie. Jestem w tej dobrej sytuacji, że tworząc nie muszę nigdzie wychodzić, bo mam myślę, że wyjście z domu do pracy w inne miejsce, ma też swoją wartość, gdyż może dać malarzowi nową energię, nowe spojrzenie. Pewne odizolowanie od warunków domowych stwarza nową przestrzeń, w której znajdują się inne przedmioty, inaczej wpada do nowego pomieszczenia światło. Stąd też, potrzebne są dla twórczości malarskiej plenery i przemieszczanie się do różnych miejsc. To ma dużą wartość, ta zmiana miejsca pracy.

             Ks. S.J.: Może się Pan poszczycić bogatym dorobkiem artystycznym: ponad 30 wystaw zbiorowych i liczne indywidualne, nominacja do nagrody „Paszport Polityki”. Proszę nam o tym opowiedzieć.

             J.Ł.: Na początku mej kariery artystycznej liczyły się: wystawy, nagrody i wyróżnienia. Ale później nie ma to dla mnie znaczenia. Nie myślę o tym, co już było. Ważne jest to, co jest i co będzie w przyszłości. Ważna jest aktualna praca, nowe poszukiwania artystyczne i dalszy rozwój talentu. Trzeba iść do przodu. Myślę także o planach na przyszłość. Liczy się dla mnie praca – tu i teraz.

              Ks. S.J.: Jaki rodzaj malarstwa preferuje Pan w swej twórczości?

              J.Ł.: Moje obrazy są przedstawiające, ale nie są realistyczne, malowane sposobem XIX-wiecznym. Na moich obrazach znajdują się: anioł, dziewczyna, rowerzysta, pies, samolot, portret. Liczy się w nich ruch, gest, zachwyt kolorem. Moi koledzy malarze zauważyli, że wykonuję piękne tła. Zacząłem malować same tła, ale okazało się, że nie wychodzą one tak pięknie, jak w kontekście osób i rzeczy przedstawianych na obrazie. Nie potrafię się wyzbyć tego przedstawienia na namalowanym tle. Bo rzeczywiście, wszystkie elementy przedstawiające muszą mieć „piękne tła”. Przez pierwsze lata mych doświadczeń malarskich fascynowała mnie biel i rozbielałem, łamałem bielą kolory. Ale zauważyłem, że wszystko było takie stonowane, szare i wyglądało jak wytarta cerata. Później zacząłem używać czystych barw, co sprawiło, że obrazy stały się radośniejsze. A teraz bawię się barwami, tonując je, łamiąc, by uzyskać oczekiwany efekt.

               Ks. S.J.: Jest Pan współzałożycielem Regionalnego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Częstochowie …

               J.Ł.: Owszem, byłem jednym z założycieli, także wiceprezesem i prezesem Regionalnego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych w Częstochowie. Teraz już nie jestem. Była taka potrzeba spotkań środowiskowych, wymiany doświadczeń i opinii. Cieszę się, że moi koledzy to kontynuują. Można zobaczyć wystawy malarskie w częstochowskiej Konduktorowni, która ustawicznie się rozwija i jest ciekawą alternatywą dla innych miejsc wystawienniczych w Częstochowie. Jest to bardzo dobre, profesjonalne miejsce. W Częstochowie jest wielu wspaniałych artystów, którzy mogą właśnie tutaj wystawiać swoje dzieła malarskie. Częstochowa jest wylęgarnią artystów, wspaniałym miejscem dla: malarzy, muzyków, aktorów. Mamy tutaj przecież Jasną Górę, która oprócz religijnego znaczenia, ma także przyjazny klimat dla artystów. Promuje tak wiele artystycznych przedsięwzięć, współpracując z twórcami kultury i sztuki.      

                Ks. S.J.: W Biblii czytamy o talentach i ich pomnażaniu. Czy zastanawiał się Pan, czym jest talent? Jak Pan rozumie sformułowanie „człowiek utalentowany”?

                J.Ł.: Człowiek utalentowany to jest taki człowiek, który ma skłonność do twórczości. Do tej skłonności koniecznie potrzebna jest cecha, którą nazwałbym pracowitością. Poprzez pracę można talent ustawicznie rozwijać. Niektórzy ludzie, choć talent mają, nie rozwijają go czekając na natchnienie. Niestety, czekają na nie przez całe życie, marnując swój talent. Jest wielu artystów, którzy są samoukami, ale ich ogromna pracowitość pozwoliła im rozwinąć swoje umiejętności. Większość jednak twórców ukończyła studia, współpracując z mistrzami swej artystycznej dziedziny i środowiskiem, które jest także ważnym miejscem w doskonaleniu swych umiejętności. Czasem malując popełnia się błędy, ale i one mają swoją wartość, gdyż są wyrazem twórczej emocji. Artystę można porównać do podróżnika, który nie wie, co odkryje, ale wyrusza w tę podróż. Podobnie artysta szuka swego wyrazu w sztuce, nie wiedząc dokładnie do końca, co odkryje. Winien, więc, być wciąż w artystycznej podróży, odkrywając swoje wnętrze, swoje duchowe stany, to wszystko, co dzieje się wokół. Jeśli tego nie czyni staje się rzemieślnikiem.

                Ks. S.J.: Jako nauczyciel akademicki przyczyniał się Pan do rozwoju młodych talentów. Zapewne, lubił Pan tę pracę? Dlaczego?

                J.Ł.; Wykładałem przez 20 lat w pracowni projektowania graficznego najpierw na WSP a potem, jako kierownik Instytutu Plastyki w Akademii Jan Długosza w Częstochowie. Bardzo lubiłem pracę nauczyciela akademickiego. Uczyłem studentów nie tyle techniki malarstwa, co entuzjazmu do twórczej pracy i poszukiwania rozwiązań, by umieli doprowadzić swe dzieło do upragnionego celu. Moi profesorowie z ASP starali się uwrażliwiać nas na postawę poszukiwania rozwiązań w sztuce. Mówili: „Jest zadanie, które musisz wykonać. Ja nie powiem ci, jak to zrobić. Sam musisz dojść do sposobu jego realizacji”. 

                Ks. S.J.: Jak udaje się Panu godzić tak rozległe działania z życiem rodzinnym?

                J.Ł.: Czasem mi się udaje a czasem nie udaje. Moja żona mnie rozumie, bo sama skończyła na paryskiej Sorbonie studia artystyczne. Wspomaga mnie w moich działaniach. Często rozmawia ze mną na tematy sztuki. Muszę stwierdzić, że mam szczęśliwą, kochającą się rodzinę.

                Ks. S.J.: Czym dla Pana jest wiara i czy ma ona swoje odbicie w Pana pracy twórczej?

                J.Ł.: Wyrosłem w domu rodzinnym, który przekazał mi wiarę. Głęboko religijni byli moi rodzice i dziadkowie. Ja tak jestem zrośnięty z wiarą, że nawet nie mogę sobie wyobrazić, że mógłbym być człowiekiem niewierzącym. Wiara nadaje sens naszemu życiu i pozwala przekazywać tradycje religijne w rodzinie. Sztuka jest silnie związana z wiarą chrześcijańską, katolicką. Ja również tworząc inspiruję się nią. Namalowałem cykl obrazów przedstawiających święte kobiety. Lektura „Żywotów Świętych” była mi tutaj oparciem. Maluję anioły. Mają skrzydła i kobiecy wygląd, ale zdaję sobie sprawę z tego, że są to duchy, więc nie mają skrzydeł ani płci. Maluję je jednak w ten tradycyjny sposób, aby odróżniały się od ludzi. Skrzydła zaś są znakiem tego, że pojawiają się szybko tam, dokąd Bóg je posyła.

                Ks. S.J.: Bardzo Panu dziękuję za interesującą rozmowę. Życzę, aby w swoim życiu zawsze spotykał Pan i Pańska Rodzina aniołów dobroci, którzy wspomagać będą w twórczych poczynaniach i serdecznych podróżach przez życie. Szczęść Boże!

 

Kontakt

tel. 34 322-71-10

e-mail: stjasionek@op.pl

Godziny Mszy świętych

Niedziela: 8.00, 9.30, 11.00, 12.15, 17.00
Sobota - Msza św. niedzielna: 18.00 poprzedzona nieszporami: 17.40
Dni powszednie: 8.00, 18.00

Adres

ul. Obrońców Westerplatte 37
42-200   CZĘSTOCHOWA

Kancelaria parafialna

Czynna od poniedziałku do piątku

od godz. 16,30 do 17,30

w soboty i dni świąteczne 

kancelaria nieczynna

telefon: 34 322-71-10

 

 

Spowiedź św.

Spowiadamy przed każdą Mszą św. oraz gdy istnieje taka potrzeba w jej trakcie. W pierwsze piątki miesiąca spowiedź św. odbywa się w godz. od 17.00 do 18.30. Zapraszamy!