Dylematy moralne

UNIWERSYTET PAPIESKI JANA PAWŁA II W KRAKOWIE

 

Temat wykładów ks. dr. Stanisława Jasionka na studium licencjacko-doktoranckim z teologii moralnej:

 

DYLEMATY MORALNE W ŻYCIU CZŁOWIEKA

 

Częstochowa 2013/14

 

Wykład 1

 

DYLEMATY MORALNE I ICH WEWNĘTRZNA STRUKTURA

 

         Dylematy należy rozważać na płaszczyźnie przedmiotowej (obiektywnej) i podmiotowej (subiektywnej). Są dylematy rzeczywiste i pozorne (błędne rozeznanie podmiotu). Pozorne są łatwe do rozwikłania, wystarczy obiektywna wiedza.

 

         1. Struktura dylematu moralnego

Należy przy tym pamiętać, że sfera uczuciowa nie podaje się łatwo dyktatowi rozumu, a dylematy zawsze przedstawiają pewien konflikt wartości. Człowiek zawsze zmaga się z tym co ma wybrać, gdyż obie możliwości działania wydają mu się pożądane, a kompromis czy rozłożenie w czasie nie wchodzi w grę.

         W dylemacie moralnym dostrzec więc można niezdecydowanie podmiotu. Dylemat moralny to taki bowiem dylemat, w którym obie powinności mają wymiar moralny. Jeśli natomiast dylemat jest związany z wartością moralną i poza moralną, to powinno się wybrać wartość moralną

         Istnieją dylematy moralno-prawne. Należy pamiętać, że normy prawa stanowionego, winny sprzyjać porządkowi moralnemu. Nie powinno tu być dylematów. A jednak są! Np. przedmiotem odwiecznych sporów jest norma „nie zabijaj!”. Prawodawcy dopuszczają jednak aborcję, eutanazję czy karę śmierci. Gdy więc prawo jest niegodziwe, nie ma mowy o dylemacie moralnym.

         Dla zobrazowania tego. co zostało stwierdzone, przyjrzyjmy się niektórym dylematom i postarajmy się jej rozwiązać.

 

         2. Dylemat moralno-prawny

         Dwóch 10-latków skatowało i położyło na torach 2-letnie dziecko. Chłopcy byli niepełnoletni, więc nie mogli otrzymać pełnego wymiaru kary. Skazano ich na 8 lat poprawczaka. I tutaj starły się dwie opcje: prawna, która chciała ich ukarać jak najciężej i moralna, domagająca się resocjalizacji poza zakładem karnym. Ojciec dwulatka zebrał 250 tys. podpisów, by 10-latków ukarano srożej wymierzając im 10 lat poprawczaka a potem 15 lat więzienia. Sądzę, że podobny „dylemat” ma Pan Bóg, dylemat między sprawiedliwością i miłosierdziem. Oczywiście, Pan Bóg nie ma dylematu, tylko my nie potrafimy tej Bożej procedury zrozumieć.

 

         3. Dylematy moralne dotyczące prawdy

        

         Wierność ponad życie.

         Katarzyna Aragońska 1-sza żona króla Henryka VIII nie może dać mu syna, a on obsesyjnie tego pragnie. Zakochany w Annie Boleyn zwraca się do papieża o unieważnienie małżeństwa. Anna też nie była wolna, gdyż była żoną Artura – brata króla. Papież odmawia więc król zrywa z papiestwem.

         W całą tę historię wmieszany jest Tomasz More – kanclerz królewski, który odmawia akceptacji czynu królewskiego i rezygnuje z urzędu. Nieugięty kanclerz idzie na szafot. Córka Małgorzata prosi go, by podporządkował się królowi. On jednak tłumaczy, że gdyby to było możliwe, chciałby zadowolić króla i nie obrazić Boga, pozostając w zgodzie ze swoim sumieniem.

 

         Antygona wbrew zakazowi króla, grzebie swego zabitego brata Polinika, wiedząc, że grozi jej za to śmierć. Oburzonemu  królowi – Kreonowi wyjaśnia, że prawa wieczne są dla niej ważniejsze od praw śmiertelnych ludzi.

 

         Pomyślmy zatem: Ani Antygona, ani sir Tomasz nie gardzą życiem, a jednak podejmują decyzje, których skutkiem jest kres ich istnienia. Pięknie w tym względzie brzmią słowa Sokratesa, który w więzieniu tłumaczy Kritionowi, że sens nie jest w tym, by żyć za wszelką cenę, ale w tym – by dobrze żyć!

 

         Kłamstwo warte życia

         W 2-giej części filmu „Dekalog” Krzysztofa Kieślowskiego, ordynator szpitala przeżywa niecodzienną rozterkę. Żona ciężko chorego pacjenta, którym lekarz się opiekuje, domaga się wydania jednoznacznej oceny szans męża na przeżycie. Jest ona w ciąży z innym mężczyzną. Decyzję urodzenia dziecka uzależnia od lekarskiego rozpoznania. Jeśli mąż nie przeżyje, urodzi dziecko; jeśli natomiast przeżyje, usunie ciążę.

         Ordynator ma świadomość, że od jego diagnozy zależy przeżycie dziecka. Lekarz wie, że chory przeżyje, okłamuje więc kobietę, by ratować nienarodzone dziecko.

 

         Badanie DNA potwierdza lub zaprzecza biologicznemu uznaniu za ojca. Rodzi się dylemat, czy jeśli poddani testom mężczyzna i kobieta, są mimo jej zdrady kochającym się małżeństwem, to czy lekarz winien wyjawić mężowi prawdę o tym, że nie jest on ojcem dziecka? A w sytuacji, kiedy się okaże, że dziecko urodzi się genetycznie chore i będzie wymagało przez całe swe życie opieki obojga małżonków?

 

         Prawda za wolność

         Bywa tak, że wolność można odzyskać wyrzekając się publicznie swoich poglądów lub składając podpis, deklarujący chęć współpracy, by przejść do tzw. jedynie słusznej ideologii.

         Więźniarce obozu koncentracyjnego zostaje złożona propozycja nie do odrzucenia: jeśli zgodzi się na współżycie ze strażnikiem, z obozu zostaną wypuszczone na wolność jej dzieci. Ona wie, że cudzołóstwo jest złem, tym więcej że z mężczyzną nic ją nie łączy, jest on wrogiem. Czy powinna się poświęcić?

 

         Ryszard Kukliński nie uważał się za szpiega lecz za patriotę. Cieszył się uznaniem ministra obrony narodowej gen. Jaruzelskiego oraz Układu Warszawskiego. Jakkolwiek złożył wojskową przysięgę, to uważał Polskę za kraj zniewolony. Stracił wszelkie złudzenia co do słuszności linii partii po najeździe na Czechosłowację czy strzelaniu do stoczniowców w 1970 r. Podejmując współpracę z wywiadem amerykańskim liczył na to, że jego wysiłki doprowadzą do wyzwolenia Polski z okupacji radzieckiej. Prowadził podwójne życie, przekazując Amerykanom cenne wiadomości Układu Warszawskiego, w tym plany interwencji w Polsce przez Związek Radziecki w 1980 roku. Dzięki Amerykanom wyjeżdża do USA przed stanem wojennym. W Polsce zostaje uznany za zdrajcę i skazany na karę śmierci. W 1995 r. Sąd Najwyższy uchylił wyrok. Dla jednych zdrajca dla innych bohater. Działał w dobrej wierze, ale po co przysięgał, gdy wiedział, że komuniści nie są prawowitą władzą?

 

         4. Dylematy związane z życiem

 

         Życie za życie

         W dramatycznych chwilach ataku na dwie nowojorskie wieże zginęło wielu ludzi. Prezydent George W. Bush ma zdecydować czy można zestrzelić kolejny samolot z niewinnymi pasażerami jeśli okaże się, że jest on kolejnym narzędziem terrorystycznego ataku, a obiekt, na który ma być on skierowany, może być grobem dla większej liczby osób niż liczba pasażerów feralnego samolotu. Rozkaz został wydany, lecz nie zdążono przeprowadzić ataku, gdyż ów – 4 samolot rozbił się na skutek desperackiej akcji pasażerów.

         Mógłby ktoś powiedzieć, że pasażerowie i tak są skazani na śmierć, a zestrzelenie ich tylko przyśpieszy tragedię, ale niczego nie zmieni. A jednak zmieni się liczba ofiar ataku i zmieni się także bezpośrednia przyczyna śmierci niewinnych ludzi. Nie będą to już terroryści lecz swoi. I kto właściwie odpowie za ich śmierć?

 

         22 września 2000 roku Sąd Najwyższy Anglii wydał wyrok w sprawie rozdzielenia sióstr syjamskich. Rodzice nie wyrazili zgody na przeprowadzenie operacji. Dziewczynki były zrośnięte tak, że czyniło z Jodi żywiciela Mary. Mary miała nieprawidłowo rozwinięty system nerwowy, oddechowy i krwionośny. Nie może więc żyć samodzielnie lecz żyje dzięki siostrze, której te systemy są podwójnie obciążone. Lekarze dają dziewczynkom 3-6 miesięcy życia. Możliwe jest jednak rozdzielenie bliźniąt, choć wiadomo, że Mary nie przeżyje operacji. Dziewczynki rozdzielono, choć rodzice nie chcieli by kosztem jednej dziewczynki zabić drugą.

 

         5. Dylemat kogo wybrać?

 

         Rozpędzony tramwaj, nad którym motorniczy stracił kontrolę toczy się po torze z coraz większą szybkością. Motorniczy nie może go zatrzymać. Jedynie może zmienić tor pojazdu, co wydaje się pożądane, ponieważ tak się składa, że na torze po którym toczy się tramwaj znajduje się 5 osób, a na sąsiednim, na który motorniczy jest w stanie skierować tramwaj – 1 osoba. Pytanie dla nas, skąd się wzięli na torze ludzie i czy zdążyli by zejść z toru, jest dla naszego dylematu zbędne. Czy zatem motorniczy powinien zmienić tor?

 

         Przed podobnym wyborem może stanąć ratownik, który nie jest w stanie uratować wszystkich rozbitków. Załóżmy, że rozbitkom udało się dostać na tratwy ratunkowe, przy czym na jednej z nich znajduje się 1 osoba, a na drugiej – 5 osób. Ratownik jest w stanie dopłynąć do 1 tratwy. Którą powinien wybrać? A jeśli tą jedną osobą jest ktoś bardzo mu bliski? Czy można usprawiedliwić ratownika, że będzie ratował osobę mu bliską?

 

Zastanowię się:

- Co powiedzieć tym, którym lekarz nie zaleci terapii, bo nie ma warunków zająć się wszystkimi, przy ograniczeniach jakie stawia mu NFZ?

- Co powiedzieć rezydentom toru wybranego przez prowadzącego rozpędzony tramwaj, czy tym, którzy nie są bliskimi ratownika?

 

Wykład 2

OCENA TECHNIK GENETYCZNYCH W ŚWIETLE NAUCZANIA KATECHIZMU KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO

 

         1. Badania genetyczne

         Terminem badania genetyczne obejmuje się wielość technik zarówno naukowych, jak i medycznych wykorzystywanych do wzbogacenia wiedzy dotyczącej chorób dziedzicznych. Głównym celem badań genetycznych jest przede wszystkim wykrywanie oraz leczenie schorzeń o podłożu genetycznym, jak również poczynania profilaktyczne dotyczące tychże schorzeń. Do najważniejszych z nich należą:

a) diagnoza prenatalna

b) skrining genetyczny

c) poradnictwo genetyczne.

 

         a. Diagnoza prenatalna

         Pod pojęciem diagnozy prenatalnej kryją się wszelkie badania płodu ludzkiego w okresie przed urodzeniowym, której celem jest wykrycie jakiejś wady i wówczas rozpoczęcie odpowiedniego leczenia, bądź też wykluczenia podejrzenia o zaistnieniu anomalii u zarodka. Tego typu ingerencje wskazane są w około 8% wszystkich ciąż.

         Diagnoza prenatalna posługuje się kilkoma metodami badań. Do najważniejszych z nich należy:

punkcja owodniowa lub amniopunkcja.

Jest to metoda polegająca na nakłuciu pęcherza umożliwiająca pobranie płynu owodniowego, który poddaje się różnym testom chromosomowym i biochemicznym.

         Jakie informacje daje w/w technika badań? Przede wszystkim dzięki tym badaniom istnieje możliwość określenia płci dziecka, a co za tym idzie stwierdzenie różnorakich, niejednokrotnie bardzo ciężkich schorzeń genetycznych, które sprzężone są z chromosomem X.

         Do tych chorób zaliczyć można m.in.:

dystorfię mięśniową, związaną z zanikiem mięśni poprzecznie prążkowanych. Metoda ta ułatwia również określić zaburzenia chromosomowe, np. czyli zespół Downa.

Punkcja owodniowa pozwala także na określenie około 80 wad płodu, np. zwyrodnienie tkanki mózgowej prowadzące do śmierci dziecka w wieku około 2-3 lat i inne.

         Z pobranego płynu owodniowego można również uzyskać „obraz” kwasu DNA. Dzięki temu można rozpoznać wiele chorób jednogenowych np.

chorobę układu nerwowego w postaci niedorozwoju umysłowego, niedokrwistość,

hemofilię (brak krzepliwości krwi),

marskość trzustki

i nieprawidłowe wydzielanie wszystkich gruczołów zewnętrznych, pląsawicę (choroba układu nerwowego powodująca otępienie psychiczne).

         W wyżej omówionych przypadkach punkcja owodniowa jest praktycznie jedyną metodą, dzięki której można wykryć wspomniane schorzenia genetyczne, metodą, która decyduje o możliwości przeżycia płodu. Należy jednak pamiętać o tym, iż niebezpieczeństwo poronienia płodu przy wykonywaniu tego badania wynosi około 0,5-1%.

         Jedną z wielu metod wykorzystywanych w diagnozie prenatalnej jest fetoskopia. Jest to badane wziernikowe, polegające na nakłuciu jamy brzusznej specjalnym aparatem optycznym i wprowadzenie go do jamy macicy. Pozwala to zbadać morfologię płodu. Dzięki tej metodzie można również zbadać krew dziecka, co ułatwia wykrycie niektórych schorzeń krwi. Technika ta umożliwia także przeprowadzenie podstawowych zabiegów chirurgicznych in utero (np. sączkowanie wodogłowia). Fetoskopia, jeśli przeprowadzona jest przez zespół świetnie obeznany z badaniem płodu i przy pomocy odpowiedniej aparatury, może przynieść wielce dobroczynne skutki dla rozwoju prenatalnego płodu, jednak i tak wiąże się ona z dość dużym stopniem ryzyka: ryzyko poronienia po tym zabiegu wynosi 5%, ryzyko przedwczesnego porodu około 7-8%.

         Szczególne miejsce w badaniach prenatalnych zajmuje dziś tzw. diagnostyka preimplantacyjna (PGD).

         Niedawno pojawiły się informacje o kobiecie obciążonej genetyczną mutacją powodującą wczesną chorobę Alzheimera. Jest to bardzo rzadka przypadłość (na świecie jest może 30 rodzin z tą anomalią). Jej ojciec zmarł na tę chorobę w wieku 42 lat, siostra przebywa w zamkniętej klinice, bo już nikogo nie poznaje i prawie zupełnie straciła pamięć. 35 – letni brat również ma Alzheimera i także powoli traci pamięć. Jest niemal pewne że za rok lub dwa również ona zachoruje. Technikę tą stosuje się w odniesieniu do kilkukomórkowego embrionu. W naturalny sposób jest ona powiązana z technikami wspomaganego rozrodu oraz selekcją tych embrionów, które nie są obarczone poszukiwanymi anomaliami natury genetycznej.

         Wymienione wyżej techniki należą do badań wymagających bezpośredniej inwazji w ciało matki bądź też samego płodu. Obok nich istnieją jeszcze nieinwazyjne techniki diagnostyki prenatalnej. Jedną z nich jest

badanie ultradźwiękowe (USG).

Badanie to nie przedstawia żadnego niebezpieczeństwa zarówno dla matki jak i płodu. Działa ono na zasadzie zapisu echa fal ultradźwiękowych, które pozwalają na dokładną ocenę położenia płodu, jego budowy, wymiarów struktur wewnętrznych, jak też wykrycie wielu morfologicznych schorzeń okresu przed urodzeniowego dziecka, takich jak:

- wodogłowie (zaburzenie krążenia płynu mózgowo-rdzeniowego)

- zaburzenia ściany brzusznej (różne rodzaje przepuklin)

- niedrożność układu moczowego (np. brak nerek)

- niedorozwój centralnego układu nerwowego (bezmózgowie, rozszczep kręgosłupa).

         Wszystkie te metody mają swoje granice. Żadna z nich nie daje całkowitej pewności, iż dziecko nie jest dotknięte żadną wadą. Prócz badania USG wszystkie niosą z sobą pewne ryzyko dla zdrowia dziecka i matki. Techniki te wymagają fachowej obsługi oraz porady genetycznej, która jasno przedstawi zainteresowanym istotę problemu z możliwymi niebezpieczeństwami i rozwiązaniami zależnymi od wyników badań. Ponadto z wynikami badań wiąże się podstawowe pytanie: czy służą one dziecku, czy prowadzą do zabiegu aborcji gdy stwierdzi się nieuleczalną chorobę.

 

         b. Populacyjne badanie przesiewowe i testy genetyczne

         Odkrycia współczesnej medycyny pozwoliły scharakteryzować wiele zaburzeń genetycznych zdeterminowanych przez anomalie pojedynczych genów bądź też całych chromosomów. Spowodowało to zainicjowanie badań poprzez tzw.

populacyjne badanie przesiewowe, oraz testy genetyczne.

         Różnica między nimi polega na tym, iż pierwsze badania stosuje się w większej populacji ludzi (środowiska szkolne, ośrodki społeczne), natomiast badania drugie na ogół przeprowadza się w indywidualnych przypadkach.

         Cele tychże badań i testów streścił w następujący sposób Komitet do Spraw Oceny Ryzyka Genetycznego: „Pierwszym z nich jest kierowanie badaniami, czyli poszukiwanie ludzi cierpiących na uleczalne zaburzenia genetyczne, które mogą okazać się niebezpieczne, jeśli nie będą leczone. Drugi polega na prowadzeniu poradnictwa dla ludzi o wysokim ryzyku posiadania nieuleczalnie chorego potomstwa. Trzecim celem jest wyliczenie przypadków (na przykład określenie występowania dziedzicznych anomalii dla celów publicznej służby zdrowia).

         Testy genetyczne przeprowadza się w celu określenia statusu genetycznego osoby, w stosunku do której istnieje podejrzenie – na podstawie historii rodziny lub objawów klinicznych – wysokiego ryzyka choroby dziedzicznej. Wymownym przykładem tego rodzaju badania jest test na pląsawicę Huntingtona.

         Jest to choroba monogeniczna (wywołana przez zaburzenia jednego genu). Zaburzenie to objawiające się stosunkowo późno, prowadzi do śmierci w wyniku zaniku niektórych rodzajów tkanki nerwowej. Wczesne wykrycie tej choroby – możliwe tylko dzięki zastosowaniu testu genetycznego – może bardzo pomóc w leczeniu jej. Podobnie ma się rzecz jeszcze z wieloma innymi wadami o podłożu genetycznym.

 

         c. Poradnictwo genetyczne

         Poradnictwo genetyczne odnosi się właściwie do procesu komunikacyjnego, w którym informuje się zainteresowane osoby o naturze ryzyka, o korzyściach oraz komplikacjach związanych z wcześniej przedstawionymi technikami badań genetycznych. W krajach wysoko rozwiniętych (USA, Japonia, Wielka Brytania) stanowi ono integralną część składową całej służby zdrowia. W 1991 roku w Japonii działało już 836 ośrodków zajmujących się poradnictwem genetycznym. Na tą technikę składa się kilka etapów:

         - wywiad i przygotowanie rodowodu – tu bada się historię choroby pacjenta, konstruuje się tzw. rodowód genetyczny

         - badanie fizykalne obejmujące cechy dysmorficzne (zwykle nie spotykane u osób zdrowych), takie jak: wzrost, dermatoglify (linie papilarne), odległość między źrenicami, itp.

         - rozpoznanie choroby – ma ono podstawowe znaczenie dla poradnictwa, gdyż np. fałszywe rozpoznanie choroby, może spowodować lęk rodziców przed kolejnym dzieckiem, które mogłoby urodzić się zdrowe, a któremu nie pozwala się żyć wskutek błędnego rozpoznania rzekomej choroby

         - katamneza – gromadzenie wszelkich danych dotyczących chorego po zakończeniu działań leczniczych.

         Problematyka związana z badaniami genetycznymi niewątpliwie niesie ze sobą ogromne możliwości postępu medycyny. Jednocześnie jednak wraz z jej rozwojem pojawia się wiele kwestii moralnych, które domagają się jednoznacznej odpowiedzi.

 

         2. Magisterium Kościoła a badania genetyczne

 

         Badania genetyczne są stosunkowo młodą dziedziną naukową, której szybki rozwój nastąpił w przeciągu ostatnich kilkunastu lat. Wraz z ich postępem pojawiło się wiele nowych problemów natury etycznej. I w tym miejscu ze swoją pomocą przychodzi Kościół, który do rozstrzygnięcia trudnych kwestii etycznych podsuwa schematy rozumowania oparte na fundamentalnych wartościach moralnych.

         Podstawowym kryterium katolickiej oceny wszystkich współczesnych eksperymentów i działań medycznych jest godność i rozwój osoby ludzkiej.

Godność ta sprawia, iż osoba ludzka jest zawsze według Katechizmu Kościoła Katolickiego „zasadą, podmiotem i celem wszystkich urządzeń społecznych”, jak również implikuje nienaruszalne prawa, których naruszenie godzi w osobę ludzką. To podstawowe kryterium etyczne przypomniał Jan Paweł II podczas swojego wystąpienia w siedzibie UNESCO, w Paryżu 2 czerwca 1980 roku. Stwierdził on przede wszystkim to, iż celem poszukiwań nauki winno być dobro życia ludzkiego i respektowanie godności człowieka. Działania w obrębie manipulacji genetycznych naruszające godność człowieka uznał on za niegodziwe i sprzeczne z nakazami nauki.

         Gdy chodzi o badania genetyczne, to wszystkie wypowiedzi Kościoła na ten temat pochodzą z czasów pontyfikatu Jana Pawła II. Papież osobiście zabrał głos w kwestiach oceny moralnej tychże badań w swojej encyklice „Evangelium vitae” oraz w niektórych swoich przemówieniach. Z jego wypowiedzi wynika, iż zajął on postawę pełną nadziei co do tego typu manipulacji genetycznych, szczególnie zaś gdy chodzi o diagnozę przedporodową. W swoim przemówieniu do uczestników kongresu „Movimento per la vita” (Ruch na rzecz życia) powiedział, że cały „Kościół wita z radością osiągnięte dotąd wyniki i cieszy się, że może zachęcać tych, którzy wykorzystują talenty swej inteligencji w owym najdonioślejszym sektorze badań medycznych, obejmujących pierwsze miesiące istnienia ludzkiego bytu”. Swoje otwarte stanowisko potwierdza Kościół w wydanej w 1987 roku Instrukcji „Donum vitae”, w której stwierdza, że diagnostyka prenatalna „może oczywiście dostarczyć cennych danych o stanie zdrowia embrionu lub płodu, gdy znajduje się jeszcze w łonie matki; umożliwia lub pozwala wcześniej przewidzieć i skutecznie podjąć pewne zabiegi terapeutyczne, lekarskie lub chirurgiczne”. Widać tu jasno, iż stanowisko Kościoła w kwestii stosowania badań genetycznych, w szczególności diagnostyki przedporodowej jest pełne optymizmu.

         Niestety ze względu na niską wartość życia poczętego dziecka, coraz powszechniej zatwierdzaną prawnie, diagnoza prenatalna wykorzystywana jest coraz częściej do usunięcia płodu ze względów eugenicznych. Z tego to względu Papież stwierdził, iż „należy zwrócić specjalną uwagę na ocenę moralną prenatalnych technik diagnostycznych (...), zważywszy, że możliwości leczenia przed narodzeniem są jeszcze dość ograniczone” i „nierzadko zdarza się, że techniki te służą mentalności eugenicznej, która dopuszcza selektywne przerywanie ciąży, aby zapobiegać narodzinom dzieci dotkniętych przez różnego rodzaju anomalie”.

Dlatego też Urząd Nauczycielski Kościoła wysunął kilka najważniejszych kryteriów etycznych, które muszą zostać uwzględnione przed wykonaniem badań diagnostycznych.

         Podstawowym z nich jest pytanie czemu wyniki uzyskane na drodze badań miałyby służyć: czy rzeczywistemu dobru i terapii płodu, czy też spędzenia płodu po wykryciu jakiejś anomalii. Wzrastająca popularność diagnozy prenatalnej łączy się niestety ze zwiększoną ilością aborcji.Temu zdecydowanie przeciwstawia się Magisterium Kościoła. Instrukcja „Donum vitae” stwierdza, że każdy wynik diagnozy prowadzący do usunięcia nowego życia sprzeciwia się prawu moralnemu. Wypowiedź tę potwierdza Katechizm Kościoła Katolickiego mówiąc, iż: „Diagnostyka nie powinna pociągać za sobą wyroku śmierci”. Ojciec święty powtórzył wymienione wcześniej wypowiedzi Kościoła w encyklice Evangelium vitae, w której stwierdza, że postępowanie dopuszczające do usunięcia ciąży „jest haniebne i w najwyższym stopniu naganne, ponieważ rości sobie prawo do mierzenia wartości ludzkiego życia wyłącznie według kryteriów »normalności« i zdrowia fizycznego, otwierając tym samym drogę do uprawomocnienia także dzieciobójstwa i eutanazji”, a to „oznaczałoby powrót do epoki barbarzyństwa, z której - jak się wydawało – wyszliśmy już na zawsze”.

         „Ze względu na złożoność tych technik ich ocena winna być dokładniejsza i bardziej określona” zauważa Ojciec święty uwzględniając różnorodność sposobów, którymi dysponuje obecnie medycyna badająca rozwijający się organizm w fazie prenatalnej. Jak wiadomo techniki te niosą ze sobą różny stopień ryzyka uszkodzenia płodu. Należy więc zwrócić uwagę na poszanowanie ludzkiego życia ze względu na jego pochodzenie, jego przeznaczenie, wartość jaką Bóg z nim związał. To domaga się unikania wszelkiego niewspółmiernego ryzyka związanego z przeprowadzeniem badań. I w tym miejscu pojawia się kolejne kryterium oceny etycznej badań genetycznych związane z tym, czy zastosowanie danej metody jest szkodliwe dla płodu, czy też nie. O tym, która metoda powinna być w danym przypadku wykorzystana zdecydować musi tylko lekarz specjalista, który wierny zasadzie «primum non nocere» „winien przede wszystkim uważnie oceniać ewentualne negatywne skutki, jakie określona technika może wywrzeć na płód, i unikać stosowania takich technik diagnostycznych, co do których uczciwej celowości i zasadniczej nieszkodliwości nie posiadałoby się wystarczających gwarancji”.       

         Zatem wszelkie metody badań wewnątrzmacicznych, szczególnie fetoskopia czy radiografia, niosące za sobą pewne ryzyko dla rozwijającego się w łonie matki dziecka i jej samej, powinny być stosowane tylko w uzasadnionych przypadkach.

         Kolejnym bardzo istotnym kryterium, które należy uwzględnić chcąc ocenić badania genetyczne płodu jest zachowanie jego osobowej godności. W 1983 roku Jan Paweł II w swoim przemówieniu skierowanym do uczestników zjazdu Światowego Towarzystwa Lekarskiego powiedział, że „Manipulacja genetyczna staje się arbitralna i niesprawiedliwa, gdy redukuje życie do przedmiotu, gdy zapomina, że ma do czynienia z podmiotem ludzkim (...), godnym szacunku, niezależnie od tego, jakie są jego ograniczenia; lub gdy go traktuje według kryteriów nie opartych na integralnej rzeczywistości osoby ludzkiej, ryzykując naruszenie jego godności”.

         Kościół stanowczo sprzeciwia się takim działaniom lekarzy, które godzą w godność człowieka i jego integralne dobro, czy to przed, czy po urodzeniu. Wszelkie działania, „które mogłyby uszkodzić integralność płodu lub pogorszyć jego warunki” są nie do przyjęcia, przypomina Papież, a „wykorzystywanie embrionów i płodów ludzkich jako przedmiotów eksperymentów jest przestępstwem przeciw ich godności istot ludzkich, mających prawo do takiego samego szacunku, jak dziecko już narodzone, i jak każdy człowiek”. Dopuszczalny jest eksperyment leczniczy tylko w celu ratowania życia płodu, gdy brak jest innych dostępnych środków leczniczych.

         Całość oceny moralnej Kościoła dotyczącej badań genetycznych, można streścić w wypowiedzi Jana Pawła II: Są one moralnie godziwe, gdy nie stwarzają nadmiernych zagrożeń dla dziecka i dla matki, gdy są stosowane po to, by umożliwić wczesne leczenie lub też by dopomóc w spokojnym i świadomym przyjęciu mającego się narodzić dziecka”. Każdy ludzki embrion winien być traktowany przez lekarza jako mały pacjent, dla zdrowia i życia którego trzeba zrobić wszystko co możliwe. Zdarza się jednak, że możliwości współczesnej techniki nie są w stanie pomóc zagrożonemu życiu. Wówczas z pomocą przychodzi chrześcijańska wizja cierpienia, które można przyjąć z odwagą i radością sprawiając, że nawet w trudnych warunkach życie staje się cenne samo w sobie i dla innych.

         Jednym z podstawowych problemów przez nich dostrzeganych jest fakt, iż obecnie specjaliści mogą wykryć bardzo dużo chorób genetycznych, jednak nie są w stanie je leczyć. Różne techniki badań płodu (amniopunkcja, USG, fetoskopia) są więc jedynie metodami diagnostycznymi, nie spełniają natomiast zadań terapeutycznych. Gdy nawet choroba okaże się uleczalna, koszty terapii okazują się zbyt duże jak na możliwości finansowe rodziców. Nierzadko też zdarzało się, że diagnoza okazała się mylna - wbrew wynikom urodziło się całkowicie zdrowe dziecko.

         Innym problemem, który zauważają teologowie to jak informować rodziców o tym, że ich dziecko chore. Chrześcijańscy etycy wychodząc na przeciw tym trudnościom choć w części podają kilka podstawowych wytycznych dotyczących informowania rodziców o chorobie ich jeszcze nienarodzonego dziecka. Przede wszystkim należy mieć całkowitą pewność wyników badań, które należy przekazać tylko rodzicom. Trzeba też „pamiętać o decydującym znaczeniu pomocy, której należy udzielić w chwili, gdy rodzice dokonują bolesnego odkrycia, iż dziecko ich jest upośledzone.

         Powstający wtedy uraz może być tak głęboki i wywołać tak ostry kryzys, że może wstrząsnąć całym systemem wartości. Brak natychmiastowej opieki i odpowiedniego wsparcia w tej fazie może mieć fatalne następstwa, tak dla rodziców, jak i dla osoby upośledzonej. Nie należy więc zadowalać się wyłącznie badaniem diagnostycznym, pozostawiając rodziców samym sobie”. Część teologów zachęca małżonków by korzystali oni nie tylko z porad lekarzy, ale by szukali oni pomocy także u kierownika duchowego.

         Etycy katoliccy zwracają również uwagę na badania ante conceptionem, czyli badania przed poczęciem, gdyż nie stwarzają one żadnych niebezpieczeństw dla życia małżonków i pozwalają zapobiec wielu chorobom płodu jeszcze przed jego poczęciem. Jest to postępowanie, którego konsekwencją może być podjęcie działań profilaktycznych, przyjęcie postawy przygotowującej poczętemu dziecku świadomie i odpowiedzialnie optymalne warunki rozwoju, czy też w wyniku negatywnych wyników rezygnację z tego zamiaru i zamysł adopcji.

         Poważnym problemem związanym przede wszystkim ze skriningiem genetycznym jest niebezpieczeństwo dyskryminacji osób, u których wykryto jakąś anomalie genetyczną.

         Podsumowując wypowiedzi papieża Jana Pawła II, Nauczycielskiego Urzędu Kościoła oraz katolickich moralistów na temat badań genetycznych można je streścić w stwierdzeniu Tadeusza Ślipki: „terapia – tak, selekcja – nie”. Kościół popiera techniki stosowane przez genetykę medyczną, gdy te dążą do zabezpieczenia i leczenia człowieka czy to w fazie prenatalnej, czy postnatalnej, nie naruszając jego integralności, autonomii, szanując jego życie. Człowiek musi być zawsze traktowany jako cel, nie jako środek. Badania te muszą pozostać w służbie osoby, nigdy nie powinny stać się wyrokiem piętnującym bądź dyskryminującym, lub – co gorsze – eliminującym ją. Należy mieć tylko nadzieję, że ci, którzy są odpowiedzialni za tworzenie i stosowanie owych technik będą zawsze o tym pamiętać.

 

Wykład 3

METODA TERAPII GENOWEJ

 

         1. Czym jest terapia genowa?

 

         Terapia genowa polega na próbie wprowadzenia do ludzkich komórek genu kodującego prawidłowy enzym, którego brakuje, bądź który jest uszkodzony wskutek wystąpienia anomalii genetycznej w organizmie dotkniętym chorobą.

         Współcześnie wielkie nadzieje wiąże się z utworzeniem mapy genowej człowieka, dzięki której, jak się przypuszcza zlokalizuje się około 4 tys. genów warunkujących powstanie różnych genetycznych schorzeń. To w pełni pozwoli na zastosowanie terapii genowej w leczeniu tychże chorób. Prawdopodobnie w przeciągu najbliższych 40 lat zostaną opracowane skuteczne formy terapii genowej niektórych chorób hematologicznych. Jednak zdecydowana większość spośród kilkunastu tysięcy chorób dziedzicznych, wpływających na funkcjonowanie organizmu jako całości, nie będzie mogła być leczona w ten sposób, przynajmniej w przewidywalnym odcinku czasu.

         Obecnie wiadomo, że najłatwiej byłoby wyleczyć choroby monogenowe, takie jak: hemofilię, chorobę Parkinsona, Alzhaimera i wiele innych. Wówczas terapia polegałaby na pobraniu odpowiedniej liczby komórek z organizmu chorego i wprowadzeniu do nich prawidłowego genu przy pomocy wektora oraz wszczepieniu zmienionych komórek z powrotem do chorego organizmu. Jeśli ten prawidłowo zmodyfikowany gen zostałby przez organizm przyjęty i uległ ekspresji czyli uaktywnił się, wówczas wszczepione komórki mogłyby rozpocząć produkcję brakującego w organizmie białka, a to usunęłoby objawy chorobowe.

         Początkowo wydawało się, iż terapia genowa będzie wykorzystywana w leczeniu chorób dziedzicznych. Okazało się jednak, że niesie ona duże możliwości uzyskania efektu leczniczego w chorobach nowotworowych oraz AIDS.

         Wyniki badań molekularnych wykazują ścisły związek procesu nowotworowego z anomaliami genetycznymi. Należy przypuszczać, że w bliskiej przyszłości coraz precyzyjniej będzie można korygować zaburzenia genetyczne występujące w chorobach nowotworowych.

         W chwili obecnej, według najnowszych doniesień, dokonano już około czterdziestu udanych prób wprowadzenia genów do komórek ludzkich, jednak tylko w siedmiu przypadkach zaobserwowano  efekty lecznicze. Mimo to w żadnym z tych przypadków nie można mówić o wyleczeniu osób poddanych terapii.

         Terapia genowa ciągle jeszcze jest w początkowej fazie rozwoju. Stoi ona przed wieloma trudnościami, których pokonanie może zadecydować o jej sukcesie. Do tych trudności zaliczyć należy przede wszystkim to, iż wiele chorób genetycznych powoduje zmiany nieodwracalne. Transfer prawidłowego genu do organizmu musiałby się dokonać w dość wczesnym stadium rozwoju embrionalnego, co dzisiaj nie jest jeszcze możliwe.

         Inną przeszkodą jest to, że nawet po udanym wszczepieniu terapeutycznego genu nie jest łatwo wywołać jego pożądaną ekspresję. Istotnym progiem do pokonania będą również niebagatelne koszty terapii genowej, które w chwili obecnej całkowicie eliminują możliwość jej szerszego zastosowania.

         Wraz z próbami zastosowania terapii genowej odżyły również obawy sprzed trzydziestu laty, kiedy to powstawały futurystyczne przepowiednie wykorzystania manipulacji genetycznych do stworzenia jakiegoś monstrum czy człekokształtnego robota, który może zagrozić ludzkiej populacji. Jednak w ciągu kilkuletnich doświadczeń nie pojawiły się żadne fakty, które wskazywałyby, że terapia genowa niesie ze sobą tego typu niebezpieczeństwo. Jednak groźby niekontrolowanych skutków terapii nie mogą zniknąć z pola widzenia.

         Rozwój tego typu badań zapoczątkował także to, że zaczęto się zastanawiać nad nie tyle realnymi możliwościami leczenia chorób genetycznych, co nad tzw. wzmocnieniem genetycznym, czyli „poprawieniem” na przykład urody, koloru oczu, wzrostu czy siły mięśni. Tego rodzaju zabiegi prowadzi się już na zwierzętach i choć nikt otwarcie nie mówi o stosowaniu tego typu metod w stosunku do człowieka, to z niektórych wypowiedzi biologów daje się wywnioskować, że są ono gotowi robić z człowiekiem wszystko, na co pozwoli technika.

 

         2.Terapia genowa w świetle nauki Kościoła.

 

         Terapia genowa jest dziedziną bardzo młodą i poza kilkuset przypadkami nie jest to metoda ogólnie stosowana w skali całego świata. Jest to dziedzina manipulacji, która w przeciwieństwie np. do badań genetycznych czy poradnictwa genetycznego, które są dość szeroko rozwinięte i rozpowszechnione, pozostaje ciągle niemal wyłącznie zjawiskiem jedynie teoretycznym, a gdy nawet pojawi się jakakolwiek nowa szansa w ramach lecznictwa genami jest ona niezwykle kosztowna. Dlatego też wypowiedzi Magisterium Kościoła dotyczące tej dziedziny genetyki są nieliczne. Ponadto, prawie wszystkie zasady i normy odnośnie takiego postępowania zostały zawarte w wypowiedziach Ojca św. Jana Pawła II, Nauczycielskiego Urzędu Kościoła oraz teologów dotyczących badań genetycznych, których terapia genowa stanowi niejako ich cel i szczyt.

         Jednak niesie ona ze sobą pewne nowe problemy, na które Kościół katolicki próbuje udzielić obiektywną, zgodną z powszechnymi normami moralnymi odpowiedź.

         „Chrześcijanin, jak zresztą każdy człowiek dobrej woli, może się tylko cieszyć z kroków, jakie czyni nauka na drodze otwartej ku terapiom, które mogą w coraz większym stopniu być stosowane zawczasu i są coraz skuteczniejsze również w dziedzinach bardziej delikatnych i decydujących” – tymi słowami Jan Paweł II wyraził swój optymizm oraz radość z obecnych osiągnięć medycyny w zakresie chirurgii genowej. Według następcy św. Piotra specjaliści biotechnolodzy oraz lekarze powinni użyć wszelkich pewnych metod terapeutycznych, które są do ich dyspozycji. I choć jeszcze terapia genowa jest praktycznie niewykonalna Ojciec św. ufa, że naukowcy niedługo opracują nowe sposoby terapeutyczne na poziomie molekularnym, które staną się realną szansą dla ludzi chorych dziedzicznie: „Można sądzić, że dzięki transferowi genów można będzie leczyć niektóre choroby, takie jak na przykład niedokrwistość sierpowata”.

         Widać więc, że postawa Jana Pawła II w stosunku do chirurgii genowej jest pełna nadziei i ufności w to, że stanie się ona ogromną szansą w leczeniu wielu anomalii genetycznych. Nie jest to jednak postawa bezkrytyczna. Ojciec św. przestrzega przed wieloma zagrożeniami kryjącymi się w rozwoju terapii genetycznej.

         Jednym z tych zagrożeń jest akceptowanie, a wręcz uważanie za moralny obowiązek medycyny, przez wielu naukowców rozwoju terapii genetycznej komórek rozrodczych. Terapia ta narusza prawo do dziedziczenia przez przyszłe pokolenia nie modyfikowanego intencjami rodziców genetycznego zapisu. Wśród indywidualnych praw jednostki, wynikających z godności osoby ludzkiej, mieści się również prawo do pierwotnego dziedzictwa genetycznego. Wskutek manipulacji genetycznych potomstwo traci swoją identyczność i mogą one doprowadzić do sytuacji, w której dzieci stracą poczucie „genetycznej przynależności”. Terapia komórek rozrodczych prowadzi do ingerencji w strukturę ludzkich embrionów. Te manipulacja na gametach lub embrionach, mające na celu modyfikację struktur genomu, stawiają populację ludzką przed bardzo dużym ryzykiem mutacji genetycznych, które prowadzą do naruszenia integralności fizycznej, jak i duchowej nie tylko u osób bezpośrednio poddanych chirurgii genetycznej, ale też u ludzi przyszłych pokoleń. Wszelkie działania zmieniające dziedzictwo genetyczne jednostki i gatunku, papież uważa „za przeciwne godności osobowej istoty ludzkiej, jej integralności i tożsamości. Nie mogą więc w żaden sposób być usprawiedliwione przez wzgląd na ewentualne dobroczynne skutki dla przyszłych pokoleń”. W przemówieniu do Unii Włoskich Prawników Katolickich z całą mocą stwierdza, że „żadna użyteczność społeczna lub naukowa i żadne motywacje ideologiczne nigdy nie będą mogły uzasadnić interwencji na ludzkie dziedzictwo genetyczne, które nie miałoby charakteru terapeutycznego, to znaczy, nie byłoby w sobie ukierunkowane na naturalny rozwój istoty ludzkiej”.

         Ponadto problem modyfikacji na płaszczyźnie genetycznej zagraża zniszczeniu integralności osobowego charakteru zygoty czy ludzkiego embrionu. I w tym miejscu Jan Paweł II, powołując się na opinię specjalistów zauważa, że terapia w dziedzinie genetyki odnoszą się jedynie do interwencji w genom komórek somatycznych, a nie w genom komórek rozrodczych oraz embrionu na wczesnym stadium rozwoju. Instrukcja „Donum vitae” przypomina, że: „Jak każdy zabieg medyczny na pacjencie, należy uznać za dopuszczalne zabiegi na embrionie ludzkim, pod warunkiem, że uszanują życie i integralność embrionu, nie narażając go na ryzyko nieproporcjonalnie wielkie, gdy są podejmowane w celu poprawy jego stanu zdrowia lub ratowania zagrożonego życia”.

         W obecnym stanie  wiedzy i możliwości technicznych genetyki, interwencje w rozwój embrionu nie wchodzą w rachubę, gdyż próby znalezienia technologii obiecującej sukces w tym zakresie są związane z tzw. „kosztami badań embrionalnych”. Komórki jajowe, często zapłodnione, które są niszczone w trakcie badań, miałyby szansę ludzkiego życia, gdyby nie użyto ich w tych badaniach. Dlatego dopóki uznajemy człowieka jako celu samego w sobie, dopóty te forma badań, które można opracować tylko w taki sposób, są niedopuszczalne.

         Inne wątki nauczania Kościoła, obejmujące terapeutyczną manipulację genetyczną, rozwinęli bardziej niektórzy katoliccy teologowie. Zwracają oni uwagę m. in. na to, że na obecnym poziomie wiedzy modyfikacja genomu związana z transferem genów oraz ich ekspresją, jest praktycznie jeszcze nie wykonalna i dlatego wskazują oni na możliwość zastosowania innych metod. Dla przykładu podają tu postępowanie w przypadku galaktozemii (galaktoza nie zamienia się w glukozę). Chorobie tej można przeciwdziałać zachowując odpowiednią dietę. Podobnie można uczynić przy innej ciężkiej anomalii dziedzicznej – fenyloketonurii. Takie postępowanie nie budzi żadnych obiekcji etycznych. Żadnych sprzeciwów nie budzą również zabiegi chirurgiczne korygujące skutki chorób o podłożu genetycznym.

         Wiele głosów sprzeciwu wzbudza jednak chirurgia genowa in vitro. Stadium jednokierunkowego embrionu jest według niektórych naukowców „najlepszym materiałem” do wszelkich genetycznych modyfikacji, a tu otwiera się już droga dowolnego manipulowania materiałem genetycznym zarodka. Poza tym owa metoda wiąże się z koniecznością sztucznej inseminacji, co z punktu widzenia etyki chrześcijańskiej jest niemoralne i niedozwolone.

         Innym niebezpieczeństwem zauważanym przez etyków chrześcijańskich, kryjącym się w dopuszczeniu terapii genetycznej komórek rozrodczych, jest stopniowe dopuszczenie interwencji mających na celu udoskonalenie ludzkich cech. Istotą tej argumentacji zwanej równią pochyłą, jest akceptacja praktyki wydającej się na początku zgoła niewinną, a prowadzącą ostatecznie do dopuszczenia czegoś moralnie karygodnego. January Rifkin biorąc za podstawę argument równi pochyłej dowodzi, że gdy raz wyrazimy zgodę na stosowanie którejś z technik genetycznych, nie znajdziemy logicznej racji, by w jakimś momencie zrezygnować z jej kontynuacji. Jeśli np. anemia sierpowata może być wyleczona przez zmianę struktury genetycznej jednostki, dlaczego nie zastosować terapii genetycznej do wyeliminowania innych „defektów natury”: krótkowzroczności czy leworęczności.

         Wiele kontrowersji i to wśród samych teologów budzi kwestia zmiany płci. Jest rzeczą oczywistą, że lekkomyślne sterowanie płcią dla na przykład zaspokojenia upodobań rodziców jest niemoralne. Jednak co zrobić, gdy wymiany zmutowanego genu można dokonać tylk Niektórzy teologowie uważają takie zabiegi za niedopuszczalne, gdyż płeć stanowi istotną cechę osoby, a jej zmiana równoznaczna jest ze zmianą całego człowieka. Inni chrześcijańscy moraliści uważają, iż taka terapia nie narusza godności człowieka i z tego tytułu jest jednakowa w mężczyźnie i kobiecie. Kwestia ta nie została jeszcze dokładnie rozstrzygnięta przez Kościół.

         Wśród wielu zagrożeń wymienia się tu również problem sprawiedliwości rozdzielczej związanej z ogromnymi kosztami terapii genetycznej. Powstaje tu pytanie w jaki sposób dokonać wyboru osób, które mają jej być poddane. Wiąże się to z kwestią dyskryminacji, podziału społeczeństwa na lepsze i gorsze.

         Jan Paweł II oraz teolodzy katoliccy wiążą wiele nadziei związanych z terapią genową. Widzą w niej otwierającą się szansę leczenia wszelkich wrodzonych, jak i nabytych wad. Wskazują oni na ogromne możliwości, które niesie ze sobą postępujący bardzo szybko rozwój tej techniki genetycznej. Jednocześnie przypominają oni, że wszelkie badania terapeutyczne i eksperymentalne w tej dziedzinie muszą opierać się na podstawowych kryteriach, którymi są godność i dobro osoby ludzkiej, a których nie można łamać w imię rozwoju nauki. Magisterium Kościoła przestrzega przed wieloma nadużyciami, które wynikają z nie zachowania tych absolutnych kryteriów. Kościół przypomina również, że w tych trudnych kwestiach trzeba odwołać się do Boga, jako ostatecznego źródła i dawcy życia. Należy ufać w to, że naukowcy wprowadzający owe metody terapii będą się do tych wszystkich napomnień i wskazówek Kościoła stosować.

 

Wykład 4

METODA TWORZENIA KLONÓW

        

         1. Klonowanie jako sposób rozmnażania wegetatywnego

         W jednym z najbardziej prestiżowych magazynów naukowych – szkockim tygodniku „Nature”, dnia 27 lutego 1997 roku, wydrukowana została praca Iana Wilmuta, w której opisuje on pierwsze w historii klonowanie dorosłego ssaka - owieczki Dolly. Dzień ten rozpoczął całą falę bardzo ożywionych i nieraz gwałtownych dyskusji dotyczących tej techniki genetycznej. Rzesze naukowców i dziennikarzy zaczęło snuć najfantastyczniejsze spekulacje, ukazując zarówno szansę jak i zagrożenia związane z przewidywaną w niedalekiej przyszłości perspektywą pozaseksualnej „hodowli” ludzi o zaplanowanych cechach.

         Kolejne miesiące 1997 roku przyniosły następne informacje dotyczące klonowania. Media podały wiadomość o sklonowaniu myszy na Taiwanie. Następnie podano do wiadomości, że w Australii techniką klonowania otrzymano 400 krów mlecznych i mięsnych, a w centrum badań naukowych w Oregonie metoda ta zaowocowała wyhodowaniem małpy. Możliwość prokreacji ludzi tą techniką naukowcy przewidują w najbliższym czasie. W prasie pojawiają się ogłoszenia informujące o możliwości zamawiania klonowania ludzi.

         Czym więc jest klonowanie, które wśród osiągnięć współczesnej nauki wzbudza największe zainteresowanie? Wyrażenie „klon” pochodzi z języka greckiego i oznacza pęd, gałąź. W genetyce klon to „potomstwo jednego osobnika zwierzęcego albo roślinnego identycznego z nim pod względem właściwości dziedzicznych”.

         Według „Protokołu” zakazującego klonowania człowieka jako pozaseksualnej formy prokreacji, który został dołączony do Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Godności Istoty Ludzkiej w Kontekście Zastosowań Biologii i Medycyny zwanej potocznie Europejską Konwencją Bioetyczną, czynność ta oznacza interwencję mającą na celu „tworzenie istoty ludzkiej genetycznie identycznej z inną istotą ludzką żyjącą lub martwą” (Art. 1). Cytowany dokument Rady Europy precyzuje, że przez określenie „istota ludzka genetycznie identyczna” należy rozumieć „istotę ludzką dzielącą wspólnie z inną zespól genów jądrowych (Art. 2).

         Klonowanie jako sposób rozmnażania wegetatywnego jest znane w świecie roślin (np. klonowanie ziemniaków stosują rolnicy przez tzw. oczkowanie: z części posadzonego ziemniaka powstaje cała roślina) oraz w świecie bakterii i jednokomórkowców. Znane jest również klonowanie wśród organizmów wielokomórkowych. Przykładem tego są bliźniaki.

         Współczesna technika pozwala wyzwolić klonowanie w sposób sztuczny. W tym przypadku zarodek powstaje drogą pozapłciową poprzez sztuczne połączenie elementów dwu komórek, z których jedna jest żeńską komórką rozrodczą, pozbawioną jądra komórkowego, element drugi jest jądrem komórki pobranej z ciała innego organizmu, zawierającym cały materiał genetyczny - całość kwasu DNA. Łącząc tak spreparowane komórki, a następnie wszczepiając je do przygotowanej macicy samicy danego gatunku można tworzyć nieograniczoną ilość kopii istniejącego osobnika.

Wraz z tymi technikami pojawiają się również próby zapłodnienia międzygatunkowego - tzw. hybrydyzacja. Jest to połączenie gamet różnych gatunków zwierzęcych lub zwierzęcych i ludzkich. Wśród zwierząt takie krzyżówki są już znane. Wyhodowano w ten sposób np. szczurokróliki czy kozoowce. W przypadku człowieka mówi się o zapłodnieniu samicy szympansa ludzkim nasieniem.

         „Postęp nauki i techniki codziennie stawia człowieka wobec niespodziewanych odkryć, które budzą jego podziw, ale zarazem każą zastanawiać się – czasem z niepokojem – nad tym, co przyniesie przyszłość”. Z jednej strony widać, że technika klonowania mogłaby przynieść wiele korzyści ekonomicznych oraz medycznych. Fakt, że naturalne klonowanie zachodzi również w świecie ludzkim budzi bardzo poważne zastrzeżenia natury moralnej przeciwko tej metodzie, szczególnie gdy odniesie się ją do człowieka.

 

         2. Stanowisko Kościoła wobec klonowania

Technika tworzenia klonów nie należy już do królestwa fantazji. Obecne próby z metodą klonowania na ssakach, które z punktu widzenia genetycznego niewiele różnią się od człowieka, przynoszą powoli oczekiwane przez naukowców rezultaty. Odnosi się wrażenie, że genetycy w krótkim już czasie będą przeprowadzać klonowanie ze wszystkimi typami organizmów.

         Dzień, w którym człowiek opanuje technikę klonowania, w sposób rewolucyjny może pchnąć do przodu sztuczną selekcję zwierząt i roślin o nadzwyczajnej wydajności, a to dlatego, że będzie można w dowolnej ilości „kopiować” te egzemplarze, które uzna się za najlepsze, nie obawiając się tego, co mogłaby przynieść rekombinacja seksualna.

         Największy problem jaki może powstać, wyniknąć może z zastosowania klonowania do samego człowieka. Biotechnolodzy zajmujący się tą techniką są w opinii wielu wierzących, podobni do pierwszych rodziców spożywających owoc z drzewa życia i z drzewa poznania dobra i zła. Ci „inżynierowie życia” próbują według nich zająć miejsce należne Stwórcy, który jest jedynym dawcą i źródłem życia. W tym miejscu pojawiają się pytania o duszę tak powoływanych do życia ludzkich istnień. Odpowiadając na ten problem trzeba zauważyć, że metoda tworzenia klonów nie jest stwarzaniem, nie jest to powoływanie do istnienia organizmów z niczego. Genetycy, coraz to lepiej poznając tajniki życia, przekształcają jedną jego formę w inną. Z punktu religijnego ten sposób prokreacji jest niezgodny z wolą Bożą.

         Oceniając od strony moralnej metodę klonowania należy zwrócić uwagę przede wszystkim na respektowanie godności osobowej człowieka. Do sklonowania owieczki Dolly zostało wykorzystanych 247 zarodków. Z nich urodziło się tylko jedno zwierzę, reszta zarodków została zniszczona. Gdy chodzi o klonowanie człowieka, to przynajmniej w początkowej fazie będzie ono związane z o wiele większą liczbą nieudanych eksperymentów i z tyleż samo zniszczonych ludzkich zarodków. I w tym miejscu pojawia się pytanie o status ludzkich embrionów. Nauka zajmująca się prenatalnym rozwojem człowieka stwierdza, że nawet życie jednokomórkowego zarodka ludzkiego jest życiem człowieka. Posiada on „coś w rodzaju centrum biologicznego lub struktury koordynującej, składającej się z nowego genomu. Ów genom pozwala na zidentyfikowanie jednokomórkowego zarodka jako ludzkiego z biologicznego punktu widzenia i stanowi o jego indywidualnym charakterze”.

         Ojciec św. Jan Paweł II w sposób najbardziej jednoznaczny i formalny potępia eksperymentalne manipulowanie ludzkim embrionem „ponieważ istota ludzka od chwili poczęcia, aż do śmierci nie może być wykorzystana dla jakiegokolwiek celu”. Nauka Kościoła jednoznacznie domaga się, aby ludzkie istnienie w każdym stadium rozwojowym było szanowane i traktowane jako osoba: „Istota ludzka powinna być szanowana i traktowana jako osoba od momentu poczęcia i dlatego od twego momentu należy jej przyznać prawa osoby, wśród których znajduje się przede wszystkim nienaruszalne prawo każdej niewinnej istoty ludzkiej do życia” (DV I, 1). Skoro więc embriony mają status osoby, to nie można ich traktować jako tkanki czy też jakiejś plazmy, na której przeprowadza się dowolne eksperymenty, gdyż stanowi to „przestępstwo wobec godności istot ludzkich, które mają prawo do szacunku, jaki należy się każdej osobie ludzkiej”.

         Katechizm Kościoła Katolickiego przypomina w tym miejscu, że wszelkie zasady dotyczące eksperymentowania na dzieciach i dorosłych obowiązują również w odniesieniu do embrionów. Tymczasem ludzkie klony powstające na drodze sztucznej inseminacji mają niewielką szansę przeżycia, część z nich z góry skazana jest na zniszczenie, inne na zamrożenie.

         Innym kryterium etycznej oceny klonowania jest godny człowieka sposób rodzenia. Obecny poziom wiedzy daje możliwość powoływania człowieka do istnienia na drodze laboratoryjnych manipulacji. O ile można się zgodzić na „produkowanie” w taki sposób w przypadku zwierząt, to gdy chodzi o ludzi jest on nie do przyjęcia. Człowiek jako istota osobowa powinien być powoływany do istnienia w sposób osobowy, z miłości: „przekazywanie życia ludzkiego jest powierzone przez naturę aktowi osobowemu i świadomemu...” i dlatego „tego rodzaju zabieg nie może naruszyć zasad powstawania życia ludzkiego, to znaczy prokreacji wynikającej ze związku nie tylko biologicznego, lecz także duchowego rodziców połączonych węzłem małżeńskim, winien zatem taki zabieg szanować istotę godności ludzkiej oraz wspólną naturę biologiczną będącą u podstaw wolności”.

         Słychać od pewnego czasu sprzeciwy wielu grup ekologicznych dotyczących sposobu traktowania zwierząt. Chodzi tu o przemysłowe sposoby hodowli. Pokazywane są nieopierzone kury, które są całkowicie pozbawione możliwości poruszania się, siedzą w ciasnych kojcach, jedzą i tyją w przyśpieszonym tempie. Skoro to budzi tak głośne protesty, to o ile większy sprzeciw winna wyzwalać zimna reprodukcja dzieci w laboratorium pozbawionych zupełnie miłości. Człowiek powinien być powoływany do życia w akcie miłości, który gwarantuje mu godność osobową, a nie na drodze różnych technik biomedycznych jako „produkt”.

         W procesie klonowania zostają zaburzone fundamentalne relacje człowieka: dzieci – rodzice, pokrewieństwo. Kobieta może być siostrą bliźniaczką swojej matki, nie mieć biologicznego ojca i być córką swojego dziadka. Ta metoda radykalnie prowadzi do rozerwania tego rodzaju więzów.

         W procesie klonowania dochodzi do bezwzględnej instrumentalizacji kobiety, w której dostrzega się wyłącznie funkcje biologiczne („wypożycza” ona komórki jajowe i macicę); zarazem otwiera się już perspektywa tworzenia sztucznych macic, co byłoby ostatnim krokiem do „produkcji” ludzkiej istoty w laboratorium”.

         Praktyka klonowania niewątpliwie stanie się także przyczyną dotkliwego cierpienia osoby sklonowanej, której tożsamość będzie zagrożona przez obecność „drugiego”, którego jest się „kopią”: „Świadomość, że jest się jedynie kopią bytu, który się już ukazał w swoim życiu, musi zmącić autentyzm własnego istnienia, wolność pierwszego odkrycia samego siebie, możność zaskoczenia siebie i innych tym, co się w sobie kryje”. Niesprawiedliwość polega tu na przeniesieniu bliźniaka w czasie, który miał zostać powołany do życia ze względu na to, że jest podobny do kogoś, kogo „warto było” klonować. To może sprawić, że będą na osobie sklonowanej ciążyły szkodliwe oczekiwania i przejawy zainteresowania, które stanowić będą prawdziwe zagrożenie dla jej podmiotowości osobowej.

         Metoda klonowania prowadzi w swych skutkach do eugeniki pozytywnej, czyli „poprawiania” gatunku ludzkiego. Ma ona za przedmiot stworzone przez człowieka doskonałe społeczeństwo, które składać się będzie z wyselekcjonowanych drogą genetycznego doboru elitarnych grup genialnych znakomitości i wybitnych fachowców reprezentujących wszystkie dziedziny życia zbiorowego. Dziennikarz BBC tak widzi w przyszłości realizacje celów eugeniki: „W bardzo liberalnych społeczeństwach będą kiedyś jakby supermarkety z tysiącami embrionów pierwszej klasy. Kobiety mogłyby sobie wybierać zarodek z zaznaczonymi szczegółami wyglądu, pochodzeniem genetycznym oraz zdolnościami genetycznymi rodziców”, a „ojciec” pierwszego francuskiego dziecka z probówki Jacques Testart podkreślając „handlowy” sposób otrzymywania dziecka na tej drodze, tak zwracał się do swoich klientów: „Niedługo będziemy mogli wam zaproponować komórki jajowe według życzenia; laboratorium przejmie odpowiedzialność za płeć dziecka i jego cechy. Jeżeli postęp pójdzie jeszcze trochę dalej, będziemy mogli wybierać jak w zoologicznym sklepie: kolor włosów, długość nóg, kształt uszu”.

         Papież Jan Paweł II zauważa, że te awanturnicze próby dążące do stworzenia jakiegoś „nadczłowieka” pociągałyby za sobą ryzyko nowego typu marginalizacji w społeczeństwie. Klonowanie człowieka niesie niebezpieczeństwo podporządkowania ludzi i przystosowania ich do określonych celów. Ta produkcja ludzkich jednostek „na zamówienie” byłaby daleko posuniętym uprzedmiotowieniem człowieka. Papieska Akademia „Pro Vita” przypomina, że „W systemie demokratycznym i pluralistycznym podstawową gwarancją wolności każdego jest bezwarunkowe poszanowanie godności człowieka na wszystkich stadiach jego życia i niezależnie od przymiotów intelektualnych czy fizycznych, które posiada, lub których jest pozbawiony. Klonowanie istot ludzkich przekreśla zasady traktowania człowieka zawsze i w każdych okolicznościach jako celu i jako wartości, a nigdy jako środka lub jako przedmiotu”, dlatego „projekt klonowania istot ludzkich to przejaw straszliwej dewiacji, na jaką skazana jest nauka pozbawiona moralnych wartości”.

         Z wyżej wymienionych wypowiedzi przedstawicieli Kościoła jasno wynika, że projekt klonowania ludzkich istot godzi w człowieka, w jego godność i wolność. Hans Jonas stwierdza, że obecnie nie istnieje żadna konieczność, która by zmuszała do tego rodzaju poczynań. Uważa je on za dzieła pychy i arogancji, ciekawości i samowoli, dlatego ze względu na dobro człowieka i nauki należy doradzać, aby nie posuwać się już dalej w tym kierunku, a to posłuży zarówno prawdzie, jak i dobru.

 

Wykład 5

MORALNA OCENA SZTUCZNEJ PROKREACJI

 

      Ciągły rozwój nauki, w tym dziedzin medycznych jest szansą dla ludzi cierpiących na różne schorzenia, również na niepłodność. Należy jednak pamiętać o pewnej granicy, która nie może zostać przekroczona. Etycznie jest nie do przyjęcia sytuacja, w której leczenie zastępuje się technikami biomedycznymi, które oddzielają prokreacje od aktu małżeńskiego. Bowiem żadna z technik nie może zastąpić prawdziwie ludzkiego aktu seksualnego, który jako jedyny ze swej natury zapewnia w sposób godny i odpowiedzialny przekazywanie życia.

       Działania medyczne są zakorzenione w życiu społecznym człowieka bowiem tkwią nie tylko w wąskim świecie medycyny, ale dotykają problemów życia ludzkiego, dlatego podjęta próba oceny moralnej wspomaganej prokreacji, aby mogła być całościowa powinna uwzględniać nie tylko sytuacje osób pragnących dziecka, czy tych którzy biorą udział w programie, lecz nade wszystko powinna skupiać się na istocie, która nie może się sama bronić – dziecku, jak również oceniać te okoliczności, które są związane z poszczególnymi metodami uzyskiwania sztucznego zapłodnienia.

       Przed każdym osądem należy rozpatrzyć wartości i kryteria, którymi należy się kierować przy ocenie sztucznej prokreacji.

       Każdy człowiek, który rozpoczyna życie z chwilą zapłodnienia ma niezbywalne prawo do zachowania tego życia, aż do jego naturalnego zakończenia z chwilą śmierci. Jest to pierwsza zasada – poszanowania życia ludzkiego i jego integralności cielesnej. Nikt więc w jej myśl nie może panować nad życiem i śmiercią nowopoczętego dziecka, stosując jakąkolwiek z metod sztucznej reprodukcji. Wynika to z faktu, że nowo zapłodniona komórka jajowa posiada pełny zapisy struktury DNA dorosłego człowieka – jest więc ludzką osobą, która charakteryzuje się cechami właściwymi sobie i jako osoba jest podmiotem i przedmiotem wszelkich praw ludzkich. Owa zasada wynika również z godności, którą obdarzył nas sam Stwórca, stwarzając nas na Swój obraz i podobieństwo. Zatem nie jest dopuszczalna żadna selekcja embrionów, czy przeprowadzanie eksperymentów medycznych na zarodkach w czasie procesów reprodukcji technicyzowanej jak to czyni człowiek-lekarz decydując tym samym o życiu i śmierci nowo poczętego dziecka.

       Moment połączenia gamet jest momentem, w którym powstaje nowa jakość – zygota, która jest zarazem momentem powstania nowego człowieka – jedności cielesno-duchowej. Nawet jeśli proces poczęcia dokonał się poza kobiecym organizmem. Dlatego niedopuszczalne są żadne praktyki godzące w podstawową zasadę etyki lekarskiej – „po pierwsze nie szkodzić” (primum non nocere). Odrzuca się zatem wszystkie techniki wykorzystywane w sztucznym zapłodnieniu, których skutkiem jest uprzedmiotowienie człowieka i naruszanie zasady poszanowania życia i integralności, a więc wszystkie praktyki ingerencji medycznych: w skutek, których mogą zginąć ludzkie embriony – w tym ich selekcję (jakościową i ilościową) prowadzącą bezpośrednio do mordowania nienarodzonych dzieci; kriokonserwację, która uwłacza godności ludzkiej prowadząc do zamrażania istnień ludzkich, a w rezultacie mogąca doprowadzić do śmierci dziecka albo umożliwiać handel dziećmi; ingerencję w cielesność człowieka, chyba że prowadzić ma do jednoznacznego dobra osoby zainteresowanej, jeśli pożytek nie jest mniejszy od podjętego ryzyka (nie można kosztem istnienia drugiego człowieka prowadzić doświadczeń medycznych służących „postępowi”, wykorzystywać człowieka jako „lekarstwo”, czy narażać życie kilku dzieci, aby „posiadać” jedno). Przy obecnym stanie wiedzy i technik medycznych należy odrzucić te spośród nich, które nie szanują prawa do życia każdego człowieka – bowiem godziwość sztuki medycznej wymaga bezwzględnie jego przestrzegania.

       Kolejnym aspektem, który należy rozpatrzyć dokonując oceny sztucznej reprodukcji jest niezbywalne prawo każdego dziecka do poczęcia w małżeństwie. Każdy człowiek ma prawo być traktowany jako cel małżeństwa – jako owoc miłości małżeńskiej – poczęty, noszony w łonie, zrodzony i wychowany w małżeństwie, ale jednocześnie jako wartość sama w sobie i dla siebie. Tak aby człowiek nie panował nad drugim człowiekiem. Szacunek dla powstałego życia domaga się, by miało ono charakter osobowy i było darem jaki mężczyzna i kobieta sobie składają. Przyszli rodzice, spełniając małżeński obowiązek wykorzystują pełną, naturalną zdolność prokreacyjną aktu do zrodzenia potomstwa. Obowiązek i prawo małżeńskie nie czynią przedmiotem potomstwo, ale akty, które są ukierunkowane na nowe życie. Jeśli o tym zapomina się i doprowadza do zredukowania prokreacji ludzkiej do techniki medycznej, to obraz człowieka jako istoty cielesno-duchowej ulegnie zafałszowaniu otrzymując wymiar funkcjonalno-organiczny. Są więc racje, które mówią, że metody sztucznego zapłodnienia są niemoralne – natura aktu zostaje podzielona na części, tym samym naruszona zostaje jedność procesów życiotwórczych. Po pierwsze, intymność aktu seksualnego zostaje przeniknięta techniką, właściwe więc byłoby mówienie o zastąpionej prokreacji niż o wspomaganej. Miłość małżeńska, która wyraża się w akcie małżeńskim przez wzajemność i całkowite zjednoczenie pary małżonków i która prowadzi do ucieleśnienia swej miłości i jej zrealizowania w płodności – zostaje zastąpiona techniką. Następuje oddzielenie prokreacji od specyficznego języka miłości małżeńskiej (zjednoczenia cielesno-duchowego). Natomiast akt seksualny wolny, osobowy zastępuje się interwencją lekarską (technicznymi operacjami). Jedność małżeńsko-rodzicielska również zostaje zniszczona, poprzez instrumentalne traktowanie dziecka nie jako daru, tylko produktu, który został zamówiony i technicznie zrealizowany oraz służy do spełnienia oczekiwań rodziców. Cała technicyzacja zapłodnienia prowadzi do oddzielenia prokreacji od zjednoczenia cielesno-duchowego, tym samym jest przyczyną odczłowieczenia i zdeformowania działania ludzkiego poprzez głębokie ingerowanie w ważne elementy przekazywania życia. Należy zatem odrzucić jako niemoralną i niegodziwą formę sztucznego zapłodnienia człowieka.

       Pragnienie bycia rodzicem jest naturalnie wpisane w kobietę i mężczyznę. To sprawia, że małżeństwa nie mogąc zrealizować się w roli rodziców, w sztucznym zapłodnieniu upatrują wyjście z sytuacji niepłodności – powołując się na wpisane w ich małżeństwo prawo do poczęcia i wychowania dziecka. Umowa małżeńska nie umożliwia posiadania dziecka jak to ma miejsce z przedmiotami, przyznaje natomiast im praw do podjęcia aktu seksualnego, który ze swej natury umożliwia przekazywanie życia. Małżonkowie otwierają się na przyjęcie dziecka (daru), natomiast nie od nich zależy, czy to dziecko poczną stając się jego rodzicami – Stwórcą jest sam Bóg i Jego Wola o tym decyduje. Dziecko traktowane jako Dar Boga-Stwórcy domaga się odpowiedniego szacunku, który wyraża się również w sposobie poczęcia. Każdy człowiek ma niezbywalne prawo do poczęcia jako rezultat miłości małżeńskiej i do traktowania go jako wolne, indywidualne istnienie. Nie jest więc dopuszczalne uprzedmiotowienie dziecka, który instrumentalnie traktowany jest spełnieniem pragnień rodziców, a więc istnieje tylko dla innych. Już każdy embrion ludzki posiada tożsamość osoby i prawo do życia, egzystencjalnej wolności i niedysponowalności biologicznej. Tak więc owe pragnienie dziecka nie jest tożsame z prawem do dziecka, bowiem dziecko nie jest niczyją własnością z prawem posiadania, ale jest osobą, której się pragnie i przyjmuje ją dla niej samej (KDK 50).

       Powyższe kryteria pomogą dokonać oceny moralnej poszczególnych metod sztucznej prokreacji, albowiem same w sobie niosą wiele poważnych dylematów moralnych, które potraktowane z osobna ukażą pełną ocenę moralną technik wspomaganego rozrodu i sztucznego zapłodnienia.

 

       1. Moralna ocena sztucznego zapłodnienia heterologicznego

 

       Każde małżeństwo jako wyraz oblubieńczej miłości ukierunkowane jest na wzajemne ubogacanie drugiej osoby darem z siebie – akt prokreacyjny, który jest wyrazem tej miłości wyklucza udział osób trzecich. Tym samym uciekanie się do stosowania sztucznego zapłodnienia typu heterologicznego stoi w sprzeczności z nierozerwalnością i jednością małżeństwa, godnością małżonków, powołaniem do rodzicielstwa oraz prawem dziecka do poczęcia w małżeństwie i z małżeństwa. Niegodziwe jest więc wykorzystanie techniki dla uzyskania poczęcia w inny sposób niż przez naturalny akt płciowy, bowiem jego zastępowanie technikami reprodukcyjnymi stawia drugą osobę w pozycji przedmiotu użycia.

       Jedność małżonków daje jedynie niezbywalne i obiektywne prawo do stania się ojcem i matką w ramach tworzonego małżeństwa, bowiem tego domaga się prawo dziecka i szacunek dla sakramentu małżeństwa. Użycie, więc gamet dawcy jest naruszeniem wzajemnego zobowiązania małżonków i jedności małżeństwa. Prawo rodzicielskie nie może zostać przekazane osobie trzeciej, nawet zgoda małżonków nie może o tym zadecydować. Ponadto, sztuczne zapłodnienie zagraża trwałości rodziny, naruszając prawa dziecka do identyfikacji z własnymi rodzicami (separacja rodzicielstwa genetycznego od społecznego). Dziecko może mieć kilku rodziców (ojca genetycznego, od którego pochodzą gamety lub prawnego, który go wychowuje; matkę genetyczną, która ofiarowała komórkę jajową lub biologiczną, która rodzi lub prawną, która go wychowuje), albo tylko matkę. Owa więź między aktem seksualnym, a przekazywaniem życia ma charakter nierozerwalny. Przez dowolną decyzję człowieka o zastosowaniu techniki reprodukcyjnej zostaje ta nierozerwalność zniszczona w sposób zaplanowany, bowiem nie podlega swobodzie dysponowania. Nierozerwalność małżeńska zapewnia także zachowanie praw dotyczących dziecka – prawa do poczęcie z miłości, noszenia w łonie, a następnie narodzin i wychowania – przysposobienia społecznego przez rodziców w małżeństwie.

       Niegodziwe jest zatem zapłodnienie komórki jajowej żony plemnikami pochodzącymi od dawcy, jak i zapłodnienie plemnikami męża obcej komórki jajowej, prowadzi to bowiem do tzw. zakamuflowanego cudzołóstwa. Ponadto moralnie nieusprawiedliwione jest doprowadzenie do sztucznego zapłodnienia kobiety niezamężnej, panny lub wdowy, ktokolwiek byłby dawcą.

       Nie należy zapominać o godności dziecka, które rodząc się nie jest dzieckiem biologicznym swoich rodziców (jest nim po części) i może to powodować u niego zaburzenia tożsamości i problemy z akceptacją swojego pochodzenia. Natomiast u rodziców w niektórych przypadkach naruszenie rodzicielstwa może doprowadzić do sytuacji problemowych między małżonkami i w relacjach do dzieci.

       Człowiek jako jedność cielesno-duchowa angażuje się cały we wszystkie akty życia. Nie jest możliwe oddzielenie strony fizycznej od duchowej i odwrotnie. A cielesna intymność małżonków staje się znakiem i gwarantem komunii duchowej. Dlatego ważne jest, aby akt prokreacyjny nie sprowadzał się do samej fizjologii wymuszonej techniką, ale angażował również stronę duchową człowieka przez zjednoczenie cielesne wyrażające miłość małżeńską.

       Kolejnym problem wynikającym z praktykowania sztucznego zapłodnienia heterologicznego jest handel materiałem genetycznym, czy nawet embrionami przechowywanymi w specjalnych „bankach życia” w temperaturze -185oC. Jest to sytuacja, w której może dojść do kazirodztwa, gdy rodzeństwo biologicznie pochodzące od jednego dawcy spermy może zawrzeć małżeństwo, albo nowopoczętego człowieka naraża się na niebezpieczeństwo śmierci, albo na naruszenie ich integralności cielesnej narażając je na szkody i manipulacje, albo traktuje się jak przedmiot handlu dla niepłodnych par, albo wykorzystuje się je do celów badawczych lub terapeutycznych. Każda z tych sytuacji narusza godność osobową dziecka, które nie jest przedmiotem prokreacji, ale podmiotem – powołanym do życia przez Boga, posiadającym pełnie praw ludzkich i nie jest dopuszczalna na tej drodze ani selekcja biologiczna, ani eugenika.

       Podsumowując należy stwierdzić, że sztuczna inseminacja heterologiczna przeprowadzona w małżeństwie, choć jest działaniem mniej szkodliwym, to podobnie jak sztuczne zapłodnienie heterologiczne pozostaje niedopuszczalna ze względów moralnych na oddzielenie prokreacji od cielesnego zjednoczenia małżonków. Poza tym w obu przypadkach mamy do czynienia z zapłodnieniem wspomaganym przez osobę trzecią - lekarza, jak i korzystanie z gamet lub gamety pochodzącej od dawcy, co godzi w jedność i nierozerwalność małżeństwa, oraz narusza ich wzajemną miłość. I pozbawia nowopoczęte dziecko prawa do narodzenia w małżeństwie jako owoc miłości i zjednoczenia małżeńskiego oraz relacji synowskiej w rodzinie.

 

       2. Moralna ocena sztucznego zapłodnienia homologicznego

 

       Zapłodnienie homologiczne to taki rodzaj prokreacji technicyzowanej, która zachodzi w obrębie małżeństwa z plemników pochodzących od męża i komórek jajowych pochodzących od żony. Jest więc mniej obciążony przeciwwskazaniami, które wiążą się zapłodnieniem heterologicznym, bowiem przy homologicznym zapłodnieniu nie narusza się wierności małżeńskiej, a miejscem narodzenia i wychowania dziecka pozostaje małżeństwo i stworzona przezeń rodzina. Same te okoliczności nie wpływają jednak znacząco na moralną ocenę tego zapłodnienia. Kryterium jest inne – niegodziwość zapłodnienia wewnątrzustrojowego homologicznego wiąże się z jego zastępczą funkcją aktu małżeńskiego. Albowiem tylko stosunek płciowy ze swej natury czyni małżonków, złączonych więzią miłości, zdolnymi do zrodzenia potomstwa i stworzenia mu rodziny. Tak więc jedność małżeńska i rodzicielstwo, które konstytuują akt seksualny w małżeństwie nie mogą zostać rozdzielone, bowiem akt, w którym dochodzi do przekazania życia nowemu człowiekowi, nie może być oddzielony od aktu, który jednoczy małżonków na sposób cielesno-duchowego bez niszczenia natury ludzkiego rozmnażania. Taka sytuacja narusza godność dziecka, który nie stanowi wtedy daru miłości małżeńskiej, a jedynie produkt laboratoryjnej techniki.

       Zapłodnienie jest godziwe, jeśli jego chęć realizuje się akcie płciowym, który w małżeństwie jest ukierunkowany na zrodzenie potomstwa i zjednoczenie małżonków. Tym samym prokreacja traci właściwą sobie doskonałość jeśli nie jest chciana jako owoc zjednoczenia małżonków w akcie małżeńskim, bowiem powołana do istnienia ludzka osoba powinna być wynikiem zjednoczenia biologicznego i duchowego małżonków otwierających się na rodzicielstwo – musi to być rzeczywiste oddanie się małżonków sobie nawzajem, bowiem w innym przypadku pojawia się niebezpieczeństwo uprzedmiotowienia drugiej osoby (kobiety) i to jako przedmiot użycia. Z godności małżeństwa i wpisanego w nie aktu prokreacyjnego rozumianego w kontekście zapłodnienia homologicznego dokonanego poza ustrojem wynika, że owa metoda sztucznej prokreacji jest pozbawiona języka ciała i zjednoczenia osób (znaczeń i wartości).

       Pragnienie rodzicielstwa ze strony małżonków jest konieczne do podjęcia odpowiedzialnych zobowiązań wynikających z rodzicielstwa. Mimo to owa intencja nie wystarczy do potraktowania zapłodnienia homologicznego jako sposobności do „posiadania” upragnionego potomstwa, nawet wtedy gdy jawi się ona jako jedyny sposób na przezwyciężenie niepłodności, często o podłożu męskim – niemożność przeniesienia plemników do dróg rodnych kobiety w wyniku aktu małżeńskiego.

       Dobro dziecka wymaga od rodziców, aby z woli Boga-Stwórcy spotkali się w zjednoczeniu fizycznym jako darze małżonków dla siebie. W wyniku złożonego, osobowego daru małżonkowie nastąpić powinno zrodzenie dziecka jako owocu miłości małżeńskiej. Sztuczna prokreacja pozbawiona jest tego daru, a zrodzenie potomstwa to produkt - rezultat ingerencji medycznych. Narusza to prawo dziecka do poczęcia w małżeństwie, jako owoc miłości matki i ojca, wzrastania w rodzinie biologicznej, a nie upozorowanej. Wszystkie te warunki spełnia akt małżeński jako jedynie godny sposób prokreacji.

       W przypadku zapłodnienia homologicznego czynnik techniczny sam w sobie nie prowadzi do niemoralności tej techniki medycznej, gdyż jest tylko narzędziem do osiągnięcia celu – ciąży i narodzin dziecka. Cel ten jak stwierdzono wyżej jest poprawny i jako kierunek małżeństwa ma prawo motywować mężczyznę i kobietę do rodzicielstwa. Złem moralnym w czynniku technicznym jest oprócz technik pozyskiwania nasienia męskiego – masturbacji, sam proces prowadzący do zabijania nowopoczętych istot ludzkich na różnych stadiach ich rozwoju w procesie zapłodnienia. Żadne działania zmierzające do uśmiercenia istot żyjących nie mogą być dopuszczalne, bowiem u ich podstaw leży prawo każdej ludzkiej istoty do poszanowania i ochrony życia od poczęcia, aż do naturalnej śmierci. Dlatego całościowo ujęte zapłodnienie homologiczne in vitro należy ocenić jako moralnie niedopuszczalne, bowiem dochodzi do nieposzanowani a godności nowopoczętej osoby ludzkiej, procedura zapłodnienia odbywa się poza ustrojem kobiety i przy pomocy osób trzecich. Jak widać cała technika panuje nad pochodzeniem, życiem i przeznaczeniem osoby ludzkiej, dlatego nawet bez procedury niszczenia nadliczbowych embrionów, to akt małżeński zostaje rozdzielony i tym samym wpływa na niedopuszczalność moralną FIVET homologicznego.

       Zatraciło się sacrum życia ludzkiego jako daru powierzonego jego opiece z miłością i czcią przez Boga-Stwórcę. Człowiek traktując życie jako swoją własność, czyni się jego panem i poddaje je wszelkim manipulacjom. Techniki sztucznego zapłodnienia homologicznego (inseminacja i FIVET) pozostają moralnie niedopuszczalne, gdyż powodują oddzielenie aktu prokreacyjnego od aktu seksualnego, a więc powodują przerwanie relacji jaka występuje między wymiarem duchowym i wymiarem biologiczno-zapłodnieniowym zjednoczenia małżeńskiego między małżonkami. Techniki te uniemożliwiają więc podjęcie rodzicielstwa zgodnego z godnością dziecka jako osoby ludzkiej. Podstawą do oceny FIVET homologicznego jest godność małżeńska i wynikające z niej prawo do pożycia małżeńskiego, które jest aktem osobowym i jednoczącym małżonków oraz prawo do poszanowania życia i jego nienaruszalności cielesnej. Oprócz tych kryteriów oceny dotyczących racji wewnętrznych, należy pamiętać o procedurach zewnętrznych, które nie szanują ludzkiego życia (selekcja embrionów, eugenika, kriokonserwacja).

       Inseminacja homologiczna nie stanowi problemu w ocenia moralnej, jeśli interwencja medyczna lekarza służy pomocą dla aktu małżeńskiego, w celu prokreacji. Nie może natomiast zastępować aktu seksualnego w małżeństwie ze swej natury ukierunkowanego na przekaz życia. Jak stwierdzono wyżej samo pragnienie rodzicielstwa choć moralnie prawidłowe, nie może być warunkiem do zastępowania właściwego małżonkom zjednoczenia prowadzącego do ich cielesno-duchowej jedności i ze swej natury ukierunkowanego na prokreację przez technikę inseminacji homologicznej. Zastąpienie aktu osobowego i jednoczącego technikami medycznymi oznacza sposób traktowania dziecka jako rzeczy, panowanie nad nim. Tak więc sam osąd dotyczący sztucznej prokreacji dotyczy zawsze sposobu kreowania nowego życia, a nie wyniku tych metod, którym jest dziecko, jako takie powinno być przyjęte jako dar Boży i wychowane. Każde więc dziecko, które się poczęło i narodziło w wyniku stosowania sztucznej prokreacji jest darem Boga-Stwórcy, który kochając rodziców cierpiących z powodu niepłodności obdarza ich swoim błogosławieństwem.

 

       3. Moralna ocena działań związanych ze sztucznym zapłodnieniem

 

       W sytuacji programu sztucznego zapłodnienia oprócz procedur stricte dotyczących procesu zapłodnienia mamy okoliczności towarzyszące metodom sztucznej prokreacji, których klasyfikacja moralna nie jest obojętna, a które współtworzą cały program, mowa tu o sposobie uzyskania męskiego nasienia, „instytucji” matki zastępczej, kriokonserwacja oraz eksperymenty i selekcja embrionów.

       Masturbacja rozumiana jako metoda pobudzania narządów płciowych w celu uzyskania przyjemności cielesnej służy do pozyskiwania od mężczyzny nasienia, które następnie zostanie wykorzystane do sztucznego zapłodnienia lub oddane do zdeponowania w tzw. „banku spermy”. Do oddawania nasienia przygotowuje się specjalne pomieszczenia, które mają za zadanie zapewnić intymność. Jeśli mężczyzna nie może lub nie chce się masturbować, może to czynić na miejscu z partnerką. Do dyspozycji ma zaplecze z filmami i gazetami erotycznymi. Stymulacja o tak silnym oddziaływaniu ma polepszyć jakość nasienia. Masturbacja nie może być uznana za dobry środek, mimo że ma prowadzić przy zapłodnieniu pozaustrojowym do poczęcia dziecka. Jest to bowiem akt wewnętrznie i poważnie nieuporządkowany. Pozbawia on ludzką płciowość miejsca wzajemnego, osobowego obdarowania się sprowadzając ją do wymiaru biologicznego. Fałszuje tym samym język ciała, w którym zjednoczenie cielesno-duchowe służy przekazywaniu życia. Użycie bowiem władz seksualnych poza aktem małżeńskim sprzeciwia się ich celowości. Żadne motywy nie zmienią obiektywnie istniejącego zła. To co miało być środkiem do wzajemnego oddania się w małżeństwie stało się bowiem samoistnym celem i prowadzi tym samym do zamknięcia człowieka w sferze własnych przeżyć zmysłowo-psychicznych z pominięciem sfery duchowej. Masturbacja, która miała doprowadzić do pobrania ejakulatu przyczynia się do dobrowolnego rozdzielenia dwóch znaczeń aktu prokreacji i przyczynia się do uprzedmiotowienia własnego ciała jako przedmiotu doznań płciowych wywołanych często takimi bodźcami jak zdjęcia, filmy pornograficzne, czy fantazje erotyczne (nawet jeśli samozadowolenie nie stanowi jedynego celu działania). Prowadzić również może do przyzwyczajeń, które mogą zmniejszyć swobodę ludzkich czynów, czy doprowadzić do zaburzeń w sferze seksualnej i psychicznej, a więc zaważyć na sposobie działania osoby ludzkiej. Nie należy zapominać, że choć masturbacja stanowi nieodzowny element pozyskiwania nasienia to nie jest jedyną znaną i wykorzystywaną metodą w zapłodnieniu in vitro. I choć jej znaczenie nie jest najważniejsze dla tych metod to przyczynia się do rozdzielania prokreacji od pożycia małżeńskiego, które to jest niemoralne.

       Macierzyństwo zastępcze to specyficzna forma sztucznej prokreacji, polegająca na wywołaniu znanymi metodami sztucznego zapłodnienia ciąży, którą donosi obca kobieta. Tym samym rola matki zastępczej jest instrumentalna w stosunku do kobiet, które nie mogąc zajść w ciąże lub jej donosić, czy nie chcą podejmować trudów ciąży. Dziecko po porodzie zostaje oddane rodzicom, którzy wynajęli matkę zastępczą (najczęściej odpłatnie, choć zdarza się bezinteresownie). Macierzyństwo zastępcze dzieli się na pełne i częściowe:

  • pełne macierzyństwo – ma miejsce wtedy, gdy do kobiety mającej urodzić dziecko zostaje w sposób operacyjny przeniesiona zygota zapłodniona metodą in vitro od pary małżeńskiej,
  • częściowe macierzyństwo – matka zastępcza zostaje zapłodniona nasieniem męża chorej kobiety, bez stosunku seksualnego i bez wchodzenia w korelacje rodzinne z nim.

       Macierzyństwo zastępcze narusza porządek moralny tak jak w przypadku sztucznego zapłodnienia heterologicznego, wykraczając przeciw jedności małżonków i godności osoby ludzkiej powołanej do istnienia. Ale dodatkowo prowadzi do naruszenia intymnej jedności - relacji łączącej matkę z dzieckiem w jej łonie. To z kolei prowadzi do nieposzanowania prawa dziecka do poczęcia, ciąży i narodzin w rodzinie (z łona matki biologicznej i genetycznej) i zapewnienia mu wychowania przez własnych rodziców. Wprowadza także niespójność czynników fizycznych, psychicznych i moralnych konstytuujących dziecko.

       Trudności w zdefiniowaniu macierzyństwa wynikają z faktu, że przy macierzyństwie zastępczym mamy do czynienia z matką genetyczną, która podarowała oocyt, matką zastępczą, która nosi ciąże i matką społeczną, która będzie wychowywała narodzone dziecko (może być tożsama z matką genetyczną). Jest to problem natury psychicznej, gdyż dla wielu etyków i prawników kobieta, którą wynajęto do urodzenia dziecka jest jego prawdziwą matką, a dziecko, które nosi – dzieckiem jej macicy i jajników, z którym łączą ją emocjonalne więzi.

       Z macierzyństwa zastępczego wynikają postawy egoistyczne wobec dziecka, którego pragnie się posiadać, ale przy jak najmniejszym trudzie związanym z ciążą i narodzinami. Tak dziecko, które się narodzi staje się nie owocem miłości małżeńskiej, ale produktem ciąży i porodu. Bowiem powierzenie jakiejś obcej kobiecie macierzyństwa narusza godność kobiety jako osoby przez oddzielenie ciąży od macierzyństwa, sprowadzając je do inkubacji, która narusza godność i prawa dziecka do urodzenia z małżeństwa i w małżeństwie. Wykorzystując instytucje macierzyństwa zastępczego niszczy się godność małżonków przez oddzielenie jednoczącego i obdarowującego wymiaru ludzkiej prokreacji od macierzyństwa, które jest wpisane w małżeństwo, sytuację taką niektórzy badacze przyrównują do zjawiska prostytucji, wskazując na redukcję narodzin osoby ludzkiej do zdehumanizowanego i samotnego porodu.

       Macierzyństwo zastępcze jawi się z moralnego punktu widzenia jako praktyka niegodziwa i niezgodna z właściwym dla macierzyństwa sensem moralnym. Człowiek pomijając uczucie miłości wzajemnej, z której rodzi się dziecko, prowadzi do zatrącenia duchowego wymiaru macierzyństwa. Dochodzi wtedy do sytuacji, w której u rodziców społecznych uczucie miłości zostaje wyparte przez żądze posiadania swoje dziecka, natomiast u kobiety, wynajmującej brzuch miejsce miłości zastępuje potrzeba zysku materialnego lub pseudoaltruizm. Niszczy się zatem miłość, która konstytuuje małżeństwo przed poczęciem, w trakcie poczęcia i po poczęciu. Macierzyństwo zastępcze sprowadza zatem akt prokreacyjny do rozmyślnej produkcji dziecka. A prokreacja tak rozumiana traci znaczenie i funkcje moralne oraz społeczne i staje się aktem odpersonalizowanym.

       W związku z zapłodnieniem sztucznym kolejną grupą działań niemoralnych są te przeprowadzane na embrionach ludzkich. Wszystkie one nie przestrzegają prawa do życia i integralności cielesnej człowieka od chwili poczęcia, prowadząc do zabijania lub kaleczenia embrionów, naruszając przy tym godność osoby ludzkiej, czy ludzkiej prokreacji. Początek tym praktyką dają możliwości in vitro, przy których tworzy się znaczną liczbę embrionów, przy czym tylko 2-4 wprowadza się do ustroju matki, a pozostałą liczbę embrionów tzw. nadliczbowych zamraża się w celu późniejszego implantowania, gdy trzeba będzie powtórzyć procedurę in vitro lub przeznacza się je do celów badawczych, terapeutycznych, dla przemysłu kosmetycznego, czy farmaceutycznego. Wobec tych faktów nie można zapominać, że embrion jak każda osoba ludzka jest podmiotem prawa, a godność osoby ludzkiej i prawo do życia i integralności cielesnej jest zagwarantowane od chwili poczęcia. A więc wszelkie procedury medyczne wykorzystujące embriony do badań i eksperymentów medycznych i traktują je jako materiał biologiczny są niemoralne, naruszając przysługującą im godność. Każde badanie, czy obserwacja embrionów stają się niegodziwe przez wzgląd na metody jakie się w nich wykorzystuje i skutki jakie one niosą, zagrażając życiu i integralności cielesnej. Sam lekarz przeprowadzający owe badania czy eksperymenty stawia się w miejsce Tego, który jest Panem Życia i Śmierci, decydując o losie embrionów. Narusza w ten sposób godność ludzką, która wyklucza przeprowadzanie jakichkolwiek manipulacji na człowieku i eksperymentów z jego udziałem.

       Kriokonserwacja jako forma służąca przechowywaniu powstałych embrionów, czy samych gamet w celu późniejszego ich połączenia in vitro jawi się jako niemoralna przez nieposzanowanie ludzkiej godności. Technika, która miała pomóc w przeżyciu powołanych do istnienia embrionów – jest przyczyną śmierci wielu z nich lub naruszenia ich integralności cielesnej. Kriokonserwacja prowadzi do czasowego wstrzymania rozwoju dziecka w łonie matki, do którego ma prawo, a sama niedoskonałość metody zamrażania i rozmnażania naraża embriony na utratę życia. Kriokonserwacja, która napędza program in vitro, jest magazynem „materiałów biologicznych”, narusza podstawowe prawo każdego człowieka od chwili poczęcia do szacunku ze względu na niego samego i wypływającą z tego prawa godność osoby ludzkiej, dlatego jest metodą niemoralną.

       Wszelkie próby eksperymentowania na embrionach poza celem bezpośrednio leczniczym są niegodziwe; wymaga tego szacunek do życia. Pamiętać należy, że wszelka ingerencja na embrionach i płodach niesie ryzyko zagrożenia śmiercią lub naruszenia integralności fizycznej. Dlatego godność jaka należy się każdemu człowiekowi jest tożsama z godnością każdego embrionu, stąd jakiekolwiek wykorzystanie embrionu lub płodu ludzkiego do eksperymentu medycznego stanowi naruszenie tej godności. Podobnie rzecz ma się z przechowywaniem embrionów dla celów doświadczalnych, jest to praktyka całkowicie niezgodna z wymaganiami moralnymi. Inaczej ma się sprawa z doświadczeniem terapeutycznym na embrionie, jest to sytuacja godziwa jeśli nawet korzysta się z metod i lekarstw niesprawdzonych, gdy jest to leczenie mające ratować życie embrionu w sytuacji bez wyjścia i braku innych dostępnych lekarstw i metod.

       Niedopuszczalne jest również niszczenie embrionów w sposób dobrowolny. Trzeba pamiętać, że każdy embrion jak i każdy człowiek ma prawo do zachowania swojego życia, a po śmierci jego ciału należy się szacunek. Nie jest więc dopuszczalne skazywanie na śmierć ludzkich embrionów, a zmarłe nie mogą służyć jako przedmiot okaleczenia i sekcji zwłok. Jak wzywał Jan Paweł II należy powstrzymać produkcję ludzkich embrionów, gdyż nie ma moralnych środków do zapewnienia ludzkiej przyszłości tylu tysiącom zamrożonych istnień, bowiem każde z nich jest podmiotem prawa i zawsze nim będzie, stąd powinny być poddane ochronie należnej człowiekowi.

 

Wykład 6

TRANSSEKSUALIZM

 

         1. Transseksualizm czy transpłciowość?

         Transseksualizm (trans-poza; sexus-rodzaj, płeć) – krańcowa postać zespołu dezaprobaty płci; rozbieżność między poczuciem psychicznym płci a płcią biologiczną, budową morfologiczną organizmu i tzw. płcią metrykalną, która odczuwana jest jako obca i stąd nieakceptowana.

         Osoby transseksualne znajdują się w sytuacji permanentnego rozbicia psychicznego, dramatycznego rozdwojenia między warstwą psychiczną a cielesną własnej osobowości. Uważają swoją płeć biologiczną. wyznaczoną przez czynniki wewnętrzne np. chromosomy za głębokie nieporozumienie natury. Pragną więc za wszelką cenę ją zmienić jak i swe dane personalne. Transseksualni mężczyźni czują się uwięzionymi w ciele kobietami i odwrotnie. Sądzą, że ich dusze i psychiki są inne, niż wskazuje posiadane ciało. W każdej sytuacji jest im źle z samymi sobą. Ciągle odczuwają niechęć, a nawet urazę do własnego ciała, jako należącego do innej płci.

         Antropologia porównawcza i historia znają i opisują występujące w różnych epokach i kulturach zaburzenia identyfikacji i orientacji płciowej oraz ról płciowych. Wszystkie te przekazy opierają się głównie na faktach przebierania się w odzież żeńską mężczyzn i odwrotnie. Większość z tych osób odczuwa wówczas satysfakcję seksualną, co określa się transwestytyzmem i eonizmem.

         W średniowieczu transseksualizm uważany był za przejaw mocy diabelskiej, która owładnęła człowiekiem, a ci u których zaobserwowano takie anomalie, byli więzieni i poddawani torturom. Dopiero badania w następnych wiekach, zwłaszcza w XIX i XX, pozwoliły lepiej poznać i opisać to zjawisko oraz nadać mu właściwą nazwę.

         Zjawisko transseksualizmu wciąż naukowo analizowane, występuje w różnym stopniu w populacji ludzkiej. Przyjmuje się, że dotyczy od 1: 34 tys. do 1/100 tys. mieszkańców. Stanowi poważny problem medyczny, etyczny i prawny. Nie istnieje powszechnie akceptowane rozwiązanie tego problemu, dlatego poszczególne kraje próbują wprowadzać swoje przepisy. Dotyczą one zabiegów terapeutycznych oraz chirurgicznych. Ustawowo dopuszcza się możliwość uzyskania orzeczenia sądowego, zmieniającego zapis płci i nakazującego stosowną do tego orzeczenia zmianę w aktach stanu cywilnego, dla osób które w okresie trwania życia, doznały zmiany płci. Transseksualizm jest równocześnie problemem społecznym, w którego obszarze znajdują się sprawy małżeńskie i rodzinne.

         Pochodzenie transseksualizmu nie jest całkowicie wyjaśnione. Można wyodrębnić trzy podstawowe grupy teorii:

         - a. biologiczno-organiczna. Wyjaśnia pochodzenie transseksualizmu zaburzeniami czynności układu limbicznego, zaburzeniami i anomaliami genetycznymi oraz prenatalnymi anomaliami hormonalnymi;

         - 2. psychopatologiczna. Tłumaczy istnienie tego zjawiska wrodzonymi lub nabytymi objawami dziwaczności schizofrenicznej oraz różnymi przeżyciami i urazami psychicznymi;

         - 3. psychospołeczna. Wyjaśnia transseksualizm czynnikami psychospołecznymi i środowiskowymi, które powodują zaburzenia socjalnej identyfikacji rodzajowej. Zwraca się tu uwagę na stosunki wewnątrz rodzinne i błędy wychowawcze, mogące doprowadzić do trwałego zaburzenia identyfikacji rodzajowej, czyli powstania transseksualizmu.

         W każdej z tych teorii można znaleźć jakąś, mniej lub bardziej prawdopodobną przyczynę transseksualizmu, ale wydaje się, że patogeneza tego zjawiska jest bardziej złożona.

         Leczenie specjalistyczne polega na stosowaniu długotrwałych zabiegów psychoanalitycznych, posługujących się m.in. hipnozą, psychoterapią, terapią hormonalną czy wreszcie zastosowaniu zabiegu chirurgicznego. Niektóre z tych środków uznaje się za pożądane i pożyteczne dla transseksualistów. Doznają oni złagodzenia napięcia psychicznego, obniżenia stopnia autoagresji w stosunku do własnego ciała i poprawy samopoczucia. Jednakże nie zostaje wyeliminowany u nich zasadniczy konflikt polegający na dysharmonii między płcią anatomiczną i płcią psychiczną. Wszystkie tego rodzaju zabiegi terapeutyczne nie mogą dopasować „psyche” do ciała, które z nią się nie identyfikuje. Dlatego rozpoczęto leczenie transseksualistów za pomocą hormonów i zabiegów chirurgicznych.

         Zabiegi chirurgiczne zmierzające do zmiany płci, zawsze poprzedza terapia hormonalna. Polega ona na „feminizacji” transseksualisty przez podanie mu hormonów żeńskich (estrogenu i progesteronu) lub maskulinizacji, przez podawanie jej hormonu męskiego (androgenu). Przyjmowanie hormonów powoduje kastrację chemiczną i atrofię (zanik), zmianę głosu i owłosienia, zmniejszenie piersi u kobiet, a znaczne ich powiększenie u mężczyzn. Czas kuracji hormonalnej poprzedzający zabieg operacyjny zmiany płci trwa dwa lata. W tym czasie dokonuje się także metrykalnej zmiany płci. Następnym etapem jest operacja zmiany płci. Określenie to powszechnie akceptowane jest nieprecyzyjne, gdyż zabieg ten nie polega na całościowej transformacji płciowej osoby (co wydaje się być niemożliwe medycznie), ale wyłącznie na plastycznym przemodelowaniu ciała w zakresie organów płciowych zewnętrznych oraz hormonalnej zmianie drugorzędnych cech płciowych u określonego człowieka.

         Pierwsza w historii współczesnej medycyny operacja zmiany płci miała miejsce w Niemczech w 1930 roku. W połowie lat 60. XX wieku przeprowadzano takie operacje na większą skalę w całym świecie. W Polsce pierwsza taka operacja odbyła się w 1963 roku, w szpitalu kolejowym w Międzylesiu.

         Hormonoterapia i zabiegi chirurgiczne zmiany płci, stosowane przy leczeniu transseksualizmu mają wielu przeciwników. Do nich należą ci, którzy po przebytej takiej terapii nie odzyskali oczekiwanej przez nich męskości czy kobiecości. Wprawdzie początkowo uzyskiwali oni pewną poprawę w sferze psychicznej, ale kończyła się ona powstaniem nowych, jeszcze większych problemów, niż te przed operacją. Takie kompleksowe leczenie nie eliminuje schorzenia dotyczącego psychiki, która będąc zaburzoną, po operacji zostaje jeszcze obciążona doświadczeniem całkowicie sobie obcym. Tzw. wyleczeni transseksualiści przeżywają dodatkowe załamania wewnętrzne i manie prześladowcze, wskutek zniszczenia u nich w sposób nieodwracalny narządów płciowych i utraty zdolności prokreacyjnych.

 

         2. Ocena moralna

         W zasadzie istnieje zgoda co do tego, że transseksualizm jest autonomicznym rodzajem patologii, specyficznym zaburzeniem, przede wszystkim w sferze psychicznej człowieka. Ma on prawo do leczenia, czyli naprawy błędu, jaki u niego występuje. Obowiązkiem moralnym personelu medycznego jest podjęcie się tego zadania. Jego realizacja dokonuje się przez kontynuowanie określonego procesu terapeutycznego, którego celem jest zmiana doświadczeń natury psychicznej transseksualisty.

         Stosuje się dwie metody leczenia. Pierwsza zmierza do ujednolicenia osobowościowego pacjenta poprzez różne sposoby oddziaływania natury psychologicznej lub hormonalnej. Próbuje się w niej za pomocą psychoterapii i hormonoterapii, poprzez oddziaływanie na ośrodki płci psychicznej człowieka, poprawić w dość ograniczonym stopniu jego stan psychofizyczny. Ten rodzaj terapii nie budzi zastrzeżeń etycznych, bo nie ingeruje w sposób destrukcyjny w organizm transseksualisty, ale też nie spotyka się z większym zainteresowaniem tej grupy ludzi. Przyczyną takiego stosunku do wspomnianej terapii jest jej znikoma skuteczność i mobilność.

         Druga metoda terapii uważana za standardową, polega na operacji zmiany płci. Budzi ona coraz większe zastrzeżenia nie tylko etyków, ale także lekarzy. Sam zabieg nie jest przecież terapeutyczny, gdyż nie pozostaje on w wewnętrznym związku z chorobą. Nie jest leczeniem chorego organu lub poprawy jego funkcjonowania, ale usuwa się zdrowe narządy, aby potem w drodze rekonstrukcji plastycznej zastąpić je innymi. Ta interwencja chirurgiczna nie jest terapią przyczynową lecz brutalną ingerencją medyczną, która uderza w całkowicie zdrową strukturę organiczną człowieka, a w konsekwencji w jego godność osobową. Dlatego ta metoda terapeutyczna uważana jest za niedozwoloną z punktu widzenia etycznego. 

 

         3. Stanowisko Kościoła

         Na temat zjawiska transseksualizmu nie wypowiedziało się precyzyjnie Magisterium Kościoła. Stolica Apostolska dalej uważa sprawę za otwartą i oczekującą na dalsze naukowe refleksje. W pierwszym dokumencie, jaki został wydany przez Kongregację Nauki Wiary z dnia 28 września 2002 roku, podano informacje jak należy postąpić w aktach kościelnych, gdy transseksualista zmieni płeć. Zaleca się, żeby nie skreślać imienia w księdze chrztu, ale na marginesie sporządzić notatkę, dotyczącą zmiany dokonanej przez sąd. Ten zapis nie zmienia jednak statusu osoby, która zmieniła płeć, ale jest jedynie odnotowaniem decyzji administracyjnej o danym człowieku. Przecież w konsekwencji wiąże się to ze sprawą małżeństwa, kapłaństwa i życia konsekrowanego. Z dotychczasowej nauki głoszonej przez Kościół katolicki wynika, że zabieg zmiany płci uznaje się za moralnie niedopuszczalny.


Wykład 7

ZWIĄZKI PARTNERSKIE W OCENIE ETYCZNO-MORALNEJ

 

         W ostatnich dniach media donoszą, iż niektóre kluby poselskie chcą złożyć w Sejmie projekt ustawy o związkach partnerskich. Należy dodać, że inicjatywa ta wpisuje się w nasilający się ostatnio w wielu krajach europejskich nurt nieustających kampanii propagandowych, które mają na celu doprowadzenie do przyznania statusu małżeństwa związkom osób tej samej płci.

         Trzeba wyraźnie podkreślić, że związki partnerskie to nie to samo, co tzw. wolne związki, obejmujące całość rozmaitych i wielorakich heteroseksualnych związków ludzkich, których wspólną cechą jest współżycie seksualne bez zawierania małżeństwa. Katechizm Kościoła Katolickiego wyjaśnia, że o wolnym związku mówimy „wówczas, gdy mężczyzna i kobieta odmawiają nadania formy prawnej i publicznej współżyciu zakładającemu intymność płciową”. Określenie wolny związek odnosi się zatem do różnych układów, takich jak konkubinat, odmowa małżeństwa jako takiego, niezdolność do podjęcia trwałych i ostatecznych zobowiązań przez osoby różnej płci. Tymczasem zarejestrowany formalny związek partnerski, to usankcjonowany prawem związek cywilny dwóch osób tej samej płci. Zwolennicy tworzenia regulacji prawnych dla par osób tej samej płci uważają, że związki osób homoseksualnych powinny podlegać takiej samej lub podobnej ochronie prawnej jak związki osób heteroseksualnych. Brak możliwości uzyskania takiej ochrony prawnej wiele osób o orientacji homoseksualnej poczytuje za dyskryminację.

 

         1. Małżeństwo – naturalny związek mężczyzny i kobiety

 

         Wobec coraz częściej podejmowanych prób legalizacji tzw. związków partnerskich i nadania im statusu małżeństwa należy przypominać oczywistą prawdę, że małżeństwo jest naturalnym związkiem mężczyzny i kobiety, wynikającym z pierwotnego zamysłu Stwórcy, oraz że autentyczne miłosne zjednoczenie jest możliwe jedynie między mężczyzną i kobietą. Wspólnota rodzinna powstaje z zawarcia przymierza między mężczyzną i kobietą. Małżeństwo, które powstaje z owego przy­mierza miłości małżeńskiej, nie jest tworem władzy publicznej, lecz instytucją naturalną, niepowtarzalną i pierwotną w stosunku do władzy publicznej. Małżeństwo określa zatem prawne ramy, które sprzyjają trwałości rodziny. Pozwala na odnowienie pokoleń. Nie jest zwykłą umową lub sprawą prywatną, lecz stanowi jedną z podstawowych struktur społeczeństwa, którego spójność utrzymuje.

         Dokument Papieskiej Rady do spraw Rodziny podkreśla, że małżeństwo, będące fundamentem rodziny, jest nie tylko „sposobem przeżywania płciowości w parze: gdyby było tylko tym, stałoby się jedną z wielu różnych możliwości. Nie jest także zwykłym wyrazem sentymentalnej miłości między dwoma osobami: taką cechę przypisuje się każdej miłości w ramach przyjaźni. Małżeństwo jest czymś więcej. Jest związkiem między kobietą i mężczyzną jako takimi, w ich pełni natury mężczyzny i kobiety. Taki związek może być zawarty tylko przez akt wolnej woli partnerów, a jego specyficzną istotę określa struktura człowieka, kobiety i mężczyzny – ich wzajemne oddanie się sobie i przekazywanie życia”. Takie wzajemne oddanie, w całym komplementarnym wymiarze kobiety i mężczyzny, z wolą oddania się drugiemu w świetle prawa, zwie się małżeństwem, a partnerzy w ten sposób stają się małżonkami. Tymczasem, jak stwierdza Jan Paweł II, „związki faktyczne między homoseksualistami to godne ubolewania wypaczenie tego, czym powinna być komunia miłości i życia między mężczyzną i kobietą, prowadząca do wzajemnego oddania się otwartego na życie”.

         Katechizm Kościoła Katolickiego zaznacza, że wszelkie próby zalegalizowania związków partnerskich znieważają godność małżeństwa i niszczą samo pojęcie rodziny. Co więcej, są one sprzeczne z prawem moralnym. Albowiem akt płciowy powinien mieć miejsce wyłącznie w małżeństwie. Zdaniem Jana Pawła II należy też pamiętać, że małżeństwo - jako trwały związek mężczyzny i kobiety, którzy ofiarowują się sobie nawzajem i przyjmują wielkodusznie dar życia - nie jest jedynie wartością chrześcijańską, ale wartością wpisaną w pierwotny porządek stworzenia. Zagubienie tej prawdy to nie tylko problem dla wierzących, ale zagrożenie dla całej ludzkości.

 

         2. Czy relacja homoseksualna może być wyrazem pełnej miłości?

 

Trzeba wyraźnie powiedzieć, że do istoty człowieczeństwa należy struktura heteroseksualna, a nie homoseksualna. Zjednoczenie płciowe dwóch mężczyzn czy dwóch kobiet jest absolutnie niemożliwe. Ani anatomicznie, ani ze względu na biologiczne znaczenie płciowości, ani ze względu na cielesną wymowę miłości osoby tej samej płci nie stanowią komplementarnej całości. Między osobami tej samej płci nie może się dokonać to cielesne zjednoczenie, które stanowi cielesny wyraz pełnej miłości, a tym samym nie są one zdolne do dawania życia i założenia rodziny.

         Dyskusyjna jest także kwestia, czy homo­seksualiści rzeczywiście swą miłość do drugiego mężczyzny wyra­żają tak samo, jak to ma miejsce między mężczyzną i kobietą w małżeństwie? Bp. A. Laun podkreśla, że także w odniesieniu do stosunków homoseksualnych obowiązuje zasada, iż akty płciowe są wcieleniem miłości i autentycznym cielesnym wyrazem pełnego oddania się jedynie przy spełnieniu określonych warunków natury duchowej i cielesnej. Oznacza to, że nawet gdy dwaj homoseksualiści są ze sobą zaprzyjaźnieni, nie wynika stąd, że ich akty płciowe są ipso facto wyrazem miłości. Brak bowiem do tego następujących warunków, a mianowicie możności zawarcia małżeństwa, możności fizycznego zjednoczenia i cielesnego wyrazu miłości. To, co oni nazywają miłością cielesną, jest bezwiedną iluzją i złudzeniem. W najlepszym przypadku jest to przyjacielska pomoc we wzajemnym sprawianiu sobie przyjemności seksualnej. Zatem należy odróżniać akt seksualny dwóch przyjaciół, którzy się wzajemnie „kochają”, od seksualnego miłosnego zjednoczenia.

 

         3. Próby legalizacji związków homoseksualnych

 

         Mając powyższe na uwadze, można postawić pytanie: Czy państwo, w imię sprawiedliwości, powinno osobom homo­seksualnym umożliwiać zawieranie małżeństw? Zdaniem A. Launa wystarczy tylko inaczej sformułować pytanie, a odpowiedź narzuca się sama: Czy dwaj mężczyźni mogą zawrzeć przymierze, które jest ze swej istoty przymierzem mężczyzny z kobietą, i zachowywać się jak mężczyzna i kobieta w małżeństwie? Odpowiedź jest jednoznaczna: Oczywiście, że nie mogą. Relacje homoseksualistów nie staną się małżeństwem tylko dlatego, że się je nazwie małżeństwem. Osoby homoseksualne nie mogą się żenić, bo to jest po prostu niemożliwe. Już w starożytności wiedziano, że małżeństwo jest związkiem mężczyzny z kobietą i wspólnotą zawieraną na całe życie. Co więcej, jest zjednoczeniem z prawa boskiego i ludzkiego, i żadna moc na świecie nie potrafi tego zmienić.

         Kolejnym pytaniem jest pytanie o to, czy pary homoseksualne powinny mieć takie same prawa, jakie mają małżonkowie, mimo że ich związek nie jest „małżeństwem”. Odpowiedź brzmi: Nie. Takie prawa dawałyby im bowiem nieuzasadnione przywileje w stosunku do wszystkich pozostałych, którzy nie żyją w małżeństwie, ale złączeni są węzłami normalnej przyjaźni. Małżeństwo i rodzina cieszą się pewnymi „przywilejami” ze względu na ich konieczne dla społeczeństwa funkcje. Jednakowo można traktować tylko jednakowych. Przyznawanie przywilejów komuś, kto wykonuje jakieś zadania i równocześnie przyznawanie ich innym, którzy ich nie wykonują, nie jest równym traktowaniem. Homoseksualni partnerzy nie mogą przekazywać życia, dlatego sprawiedliwość nie pozwala ich traktować tak, jak gdyby mieli taką możliwość. Dlatego związek dwóch mężczyzn czy dwóch kobiet nie powinien się cieszyć pełnią praw, jakie mają małżeństwa.

         Instytucjonalizacja związków homoseksualnych może prowadzić także do poważnych następstw społecznych. Dążenie do przyznania statusu małżeństwa związkom między osobami tej samej płci może powodować także poważne następstwa społeczne, polegające na degradacji funkcji i roli związku małżeńskiego i rodziny. Tymczasem małżeństwo nie może być redukowane do układu podobnego do związku homoseksualnego, gdyż jest to wbrew zdrowemu rozsądkowi. Nie ma równowartości między związkiem dwojga osób tej samej płci a związkiem między mężczyzną i kobietą. Jedynie związek małżeński może być oceniany jako związek pary, ponieważ zakłada różnicę płciową, wymiar małżeński, zdolność pełnienia roli ojcostwa i macierzyństwa. Homoseksualność w sposób oczywisty nie może reprezentować tej symbolicznej całości.

         Tymczasem inicjatywy zmierzające do prawnego umożliwienia adopcji dzieci w ramach związków homoseksualnych dodają do powyższego jeszcze jeden bardzo niebezpieczny czynnik. Jan Paweł II podkreśla stanowczo: „Nie może stanowić prawdziwej rodziny związek dwóch mężczyzn lub dwóch kobiet, a tym bardziej nie można przyznawać takim związkom prawa do adopcji osieroconych dzieci”. Przypomnienie społecznego znaczenia prawdy o miłości małżeńskiej i konsekwentne podkreślanie, że zrównanie małżeństwa ze związkami homoseksualnymi stanowi poważny błąd, nie oznacza w żaden sposób dyskryminowania kogokolwiek. To dobro wspólne społeczeństwa wymaga, by prawo uznawało, popierało i chroniło związek małżeński jako podstawę rodziny, która w przeciwnym razie będzie niszczona.

 

         4. Dążenie do zrównania małżeństwa ze związkami homoseksualnymi złem moralnym

 

       Małżeństwo to związek jednego mężczyzny i jednej kobiety. Państwo i władze publiczne w dzisiejszych otwartych i demokratycznych społeczeństwach nie powinny instytucjonalizować związków partnerskich i przyznawać im statusu równego statusowi małżeństwa, a tym bardziej zrównywać ich z rodziną opartą na małżeństwie. Byłoby to arbitralne nadużycie władzy, nieprzyczyniające się do dobra wspólnego. Niepowtarzalna natura małżeństwa i rodziny w sposób nieograniczony i zasadniczy poprzedza i przewyższa suwerenną władzę państwową.

Parlament, zrównując pod względem prawnym związki partnerskie z małżeństwem, w sposób nieuprawniony nadałby walor prawny zachowaniom niezgodnym z zamysłem Bożym. Wiadomo, że człowiek ulega słabościom, a parlament w ten sposób poparłby ludzkie słabości. Nie można nie uznawać faktu, że prawdziwym prawem człowieka jest zwycięstwo nad samym sobą, które pozwala żyć w zgodzie z prawym sumieniem. Bez podstawowej świadomości norm moralnych życiu ludzkiemu i godności człowieka grozi rozkład i zniszczenie. Niestety, zapominając o słowach Jezusa: „Prawda was wyzwoli” (J 8, 32), próbuje się ukazać współczesnym społeczeństwom zło moralne, dewiację, swoistą niewolę jako drogę wyzwolenia, fałszując samą istotę rodziny. Bez wątpienia stajemy tu wobec straszliwej pokusy. Stąd aktualność słów Chrystusa: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy (...) zginiecie” (Łk 13, 3). Słowa te nie zostały wypowiedziane na darmo, wielokrotnie bowiem w przeszłości znalazły potwierdzenie. Dlatego należy mieć nadzieję, że parlament zdobędzie się na dystans w stosunku do propozycji o legalizacji związków partnerskich i będzie chronił rodziny przed tym fundamentalnym zagrożeniem.

       Poza wszystkim trzeba powiedzieć, że wprowadzanie w prawie zapisu o związkach partnerskich byłoby „legalizacją zła”. Zgodnie bowiem z nauczaniem Katechizmu Kościoła Katolickiego: „Tradycja, opierając się na Piśmie Świętym, przedstawiającym homoseksualizm jako poważne zepsucie (por. Rdz 19, 1-29; Rz 1,24-27; 1Kor 6,9; 1 Tym 1,10), zawsze głosiła, że akty homoseksualizmu z samej swojej wewnętrznej natury są nieuporządkowane. Są one sprzeczne z prawem naturalnym; wykluczają z aktu płciowego dar życia”. Zatem moralnie niedopuszczalne jest nadawanie sankcji prawnej praktyce homoseksualnej. Wyrozumiałość wobec tych, którzy grzeszą i nie są w stanie uwolnić się od tej skłonności, nie jest przecież równoznaczna ze złagodzeniem wymo­gów normy moralnej. Chrystus przebaczył ko­biecie cudzołożnej, ratując ją przed ukamienowaniem (por. J 8, 1-11), ale zarazem powiedział jej: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz” (J 8, 11).

         Trzeba jeszcze raz wyraźnie podkreślić, że przyznanie związkom partnerskim praw przysługujących rodzinie byłoby prawnym uznaniem nieładu moralnego. Chrześcijanie winni przeciwstawiać się zalegalizowaniu prawnemu związków homoseksualnych, a parlamentarzyści katoliccy głosować przeciw projektom ustaw przyznających równorzędny status partnerskim związkom homoseksualnym i małżeństwu czy rodzinie. Poza tym brak legalizacji tzw. związków partnerskich w niczym nie zagraża osobom homoseksualnym. Stan przestrzegania praw homoseksualistów w Polsce, także w świetle postanowień konstytucji dotyczących równości obywateli, jest wystarczający i nie ma potrzeby regulowania takich spraw, jak prawo do odwiedzin w szpitalu, odbioru korespondencji i wynagrodzenia za pracę w odrębnej ustawie o rejestrowanych związkach partnerskich.

        

Wykład 8

KARA ŚMIERCI

 

         Kara śmierci – najwyższy wymiar kary polegający na pozbawieniu życia człowieka winnego najcięższych przestępstw (takich jak: morderstwo, zdrada stanu, dezercja z armii). Wykonaniu wyroku toważyszy określony ceremoniał, który ma uwydatnić legalność tej kary.

 

         1. Rys historyczno-prawny

 

         Zadanie śmierci było znane od najdawniejszych czasów sposobem karania najcięższych przestępstw, pozostającym zazwyczaj w gestii sprawujących władzę. W starożytnym Izraelu stosowaną karę śmierci za bałwochwalstwo, zabójstwo, cudzołóstwo, bluźnierstwo i za ponad 30 innych przewinień. Przymierze Boga z Noem po potopie stwierdzało: „Jeśli kto przeleje krew ludzką, przez ludzi ma być przelana krew jego, bo człowiek został stworzony na wyobrażenie Boga” (Rdz 9,6).        

         Przekonanie o dopuszczalności kary śmierci było powszechne także w starożytności pozabiblijnej. W klasyczny sposób uzasadniał ją Platon, powołując się na konieczność oczyszczenia państwa ze zła poprzez eliminację złoczyńców oraz na prewencyjny charakter kary śmierci.

         Nowy Testament liczył się z prawem władzy świeckiej do wymierzania kary śmierci i nie ma w nim jednoznaczego potępienia. Wraz ze stopniowym znikaniem dystansu między Kościołem a państwem (od IV w.), umocnił się pogląd, że stosowanie środków przymusu i kar, łącznie z karą śmierci, jest godziwe i może być wykonywane przez chrześcijan bez popełniania grzechu. Autorytety kościelne (np. św. Augustyn) starały się jednak zmniejszyć zasięg stosowania kary śmierci, np. przez interwencję biskupa. Postulowali także, by sądy kościelne nie zasądzały i wykonywały kary śmierci. W prawie kanonicznym znalazł się także zapis (aktualny jeszcze w prawie przedsoborowym), że święceń kapłańskich nie mogą przyjmować osoby, które wydawały wyroki śmierci lub je wykonywały. Przyznanie pod pewnymi warunkami władzy świeckiej prawa do stosowania kary śmierci za poważne przestępstwa, zostało ostatecznie usankcjonowane i stało się powszechną opinią chrześcijańskiej teologii przez wieki.

         W wieku XVIII wyraźnie wysuwano postulaty zniesienia kary śmierci, ale dopiero w XX wieku, po II wojnie światowej, w wielu państwach wykreślono karę śmierci z ustawodawstwa. W Polsce od lat 80-tych nie wykonuje się kary śmierci, a wyroki śmierci były zamieniane na 25 lat pozbawienia wolności. Uchwalony w 1997 roku Kodeks karny nie przewiduje już kary śmierci.

 

         2. Aspekty etyczne

 

         Omawiając etyczną problematytkę kary śmierci należy zwrócić uwagę na dwa tradycyjne aspekty jej uzasadnienia. Pierwszym z nich jest problem statusu skazanego. Zgodnie z klasycznym argumentem, pochodzącym od św. Tomasza z Akwinu, przestępca zatraca swoją ludzką godność, degradując się do poziomu bezrozumnych zwierząt, a tym samym odebranie mu życia przez prawomocny wyrok śmierci nie narusza V Przykazania. Poprzez swój czyn przestępca sam wydaje na siebie wyrok, dokonując swego rodzaju społecznego samobójstwa i wykluczając siebie samego ze społecznej przestrzeni, poza którą nie odnoszą się już do niego prawa właściwe osoby ludzkiej.

         Czasem podkreśla się wagę tzw. kontekstu każdego z negatywnie sformułowanych przykazań Dekalogu. Tak jak zakaz kradzieży nie obejmuje sytuacji zagrożenia życia, a zakaz kłamstwa musi być postrzegany w kontekście nauki o prawdzie należnej, tak samo zakaz zabijania odnosiłby się do wszystkich sytuacji z wyjątkiem agresji. Podejmując ją, przestępca opuszcza zakres obowiązywania absolutnego zakazu zabójstwa, a tym samym nie może się nań powoływać w odniesieniu do własnego życia.

         Drugim aspektem dyskusji nad etycznymi implikacjami kary śmierci jest uzasadnienie prerogatyw władzy państwowej. Przyznanie jej przez tradycyjną etykę chrześcijańską prawa do stosowania kary śmierci, należy widzieć w kontekście przekonania, iż sprawuje ona swój mandat z woli Bożej. Zasądzenie karą śmierci przez prawowitą władzę, nie było zatem postrzegane jako wyraz uzurpacji zastrzeżonego jedynie Bogu prawa do decydowania o życiu i śmierci, ale raczej jako karanie przestępców w imieniu samego Boga.

         Współczesna refleksja teologiczna poddaje oba powyższe aspekty krytycznej ocenie. Problem godziwości kary śmierci jest rozważany przede wszystkim w kontekście godności osoby ludzkiej i jej prawa do życia. Koncepcje opierające się na założeniu, iż przestępca dokonujący szczególnie ciężkich przestępstw sam pozbawia się godności ludzkiej i stawia poza ludzką społecznością, nie mogą być uznane za adekwatne. Refleksja teologiczna wskazuje na to, iż utrata przez przestępcę praw obywatelskich, przede wszystkim prawa do korzystania z własnej wolności, nie oznacza utraty ludzkiej godności i związanego z nią prawa do życia. Również postrzeganie państwa jako wykonawcy woli Bożej nie wydaje się adekwatne, gdyż w przejawach zwyczajnej posługi nie sposób przyznać władzy państwowej rangi mandatariusza Boskiej wszechwładzy.

         Problem etycznej dopuszczalności kary śmierci należy rozważać również w świetle współczesnej koncepcji kary kryminalnej i jej znaczenia. Ustawodawstwo nowoczesnego państwa nie opiera się już na prawie odwetu „oko za oko, ząb za ząb”, lecz na tym, by każdy wymiar kary odpowiadał winie przestępcy i miał działanie wychowawcze i resocjalizacyjne. Wobec zawsze istniejącej możliwości pomyłki procesowej, kara śmierci jest zazwyczaj wykonywana po upływie kilku a nawet kilkunastu lat od orzeczenia sądu. Nierzadko skazani wykazują w tym czasie oznaki głębokiej przemiany życiowej czy nawrócenia religijnego. Społeczeństwo uważa wówczas wykonanie kary śmierci za okrucieństwo władzy. Ponadto nieodwracalność kary śmierci sprawia, iż krzywda wyrządzona niesprawiedliwie skazanym i straconym w wyniku pomyłki sądowej, jest nie do naprawienia.

         Zadaniem kary śmierci jest przywrócenie porządku moralnego w społeczeństwie. Zbyt łagodne karanie mogłoby przestępcom dawać poczucie bezkarności, a obywatelom odebrać poczucie bezpieczeństwa. Śmierć mordercy nie jest w stanie przywrócić życia ofierze. Surowa kara jest wprawdzie pewną formą zadośćuczynienia dla tych, których śmierć ofiary boleśnie dotknęła i zaspokaja ich poczucie sprawiedliwości, ale łatwo może przerodzić się w zemstę, a to nie może być podstawą prawodawstwa. Wydaje się jednak, że wyroki wieloletniego, a nawet dożywotniego więzienia, bez możliwości przedterminowych zwolnień, mogą w wystarczającym stopniu zaspokoić społeczne pragnienie sprawiedliwej kary, adekwatnej do popełnionego przestępstwa.

         Zwolennicy kary śmierci powołują się na jej prewencyjny charakter. Jednak argument odstraszania musi być podany w wątpliwość z dwóch powodów. Po pierwsze, badania dotyczące wpływu zasądzania i wykonywania kary śmierci na stopień przestępczości są dwuznaczne a nawet sprzeczne. Drugi powód, przestępca nie może być traktowany instrumentalnie, a jako przedmiot odstraszania pozbawia się go podmiotowości.

         Najbardziej przekonywującym argumentem zwolenników kary śmierci jest ciążący na prawowitej władzy obowiązek ochrony obywateli przed niesprawiedliwym agresorem. W sytuacjach wyjątkowego zagrożenia trudno odmawiać władzy prawa do sięgnięcia po środek ostateczny, jakim jest eliminacja napastnika. Jednak wobec faktu, że zarówno stopień prawdopodobieństwa, iż przestępca będzie zagrożeniem dla życia obywateli, jak też ocena, iż brak jest możliwości jego izolacji ze społeczeństwa są względne, etycznie dopuszczalne zastosowanie kary śmierci, byłoby możliwe jedynie w przypadkach najwyższej wagi. Pozbawienie życia winnych najcięższych zbrodni stanowiłoby rację ostateczną w prawowitej obronie życia obywateli i dobra wspólnego. W krajach cywilizowanych kara smierci nie może być uznana za normalny instrument karania przestępców. Rozwinięte społeczeństwa posiadają bowiem środki do tego, aby skutecznie ich izolować, a tym samym wykluczyć zagrożenie z ich strony.

 

         3. Głos Kościoła

 

         Kościól katolicki nigdy nie sformułował absolutnego, moralnego zakazu kary śmierci. Zgodnie z tradycyjnym stanowiskiem Kościoła, zakres zakazu odbierania życia istocie ludzkiej nie obejmuje sytuacji, w której prawowita władza w sprawiedliwym procesie zasądza i wykonuje przewidzianą prawem karę śmierci. Podobnie jak sprzeciwiając się zdecydowanie wojnie, Kościół nie jest rzecznikiem absolutnego pacyfizmu. Dokumenty kościelne ostatniego okresu wykazują tendencję wzywającą do ograniczenia wykonywania wyroków śmierci, a nawet globalnego zniesienia tego typu kary.

         W refleksji teologicznej doszło do głosu przekonanie, iż stosowanie kary śmierci jest nie do pogodzenia z duchem Ewangelii.  Jan Paweł II wyrażał radość ze zmiany mentalności społecznej w odniesieniu do kary śmierci oraz przekonanie, iż państwa współczesne dysponują środkami alternatywnymi, by uzyskać te same cele, jakimi uzasadnia się karę śmierci. Byłaby ona dopuszczalna jedynie jako racja ostateczna.

         Świadectwem pogłębienia refleksji teologicznej nad karą śmierci jest znacząca zmiana dokonana w Katechizmie Kościoła Katolickiego z 1992 roku. W myśl zatwierdzonych w 1998 roku przez Kongregację Nauki Wiary poprawek do KKK, problem kary śmierci został wyłączony z tego numeru i na nowo zredagowany w oparciu o cytat z encykliki „Evangelium vitae”, w którym Jan Paweł II wyraził przekonanie o konieczności ścisłego ograniczenia kary śmierci, czy nawet jej zniesienia.