Katechezy

Katecheza na Dzień Niepodległości Polski

       

        Maria Konopnicka w jednym ze swych wierszy pytała: „Kochasz ty dom, rodzinny dom (...)?” i dalej pisała:

„O, jeśli kochasz, jeśli chcesz

Żyć pod tym dachem, chleb jeść zbóż,

Sercem ojczystych progów strzeż,

Serce w ojczystych ścianach złóż.”

        Dzisiaj obchodzimy Święto Niepodległości. W takiej uroczystej chwili, jak nie zapytać siebie samych, czy rzeczywiście kochamy ten wspólny, polski dom, naszą Ojczyznę.

        Był taki czas, gdy kościoły i Kościół jako taki, był schronieniem dla ludzi wolności, kochającym Boga i swoją Ojczyznę. Błogosławiony ksiądz Jerzy Popiełuszko, w trudnych czasach stanu wojennego, gdy gromadził robotników na comiesięczne Msze za Ojczyznę, m.in. mówił: „Nie jesteśmy Narodem tylko na dziś. Jesteśmy Narodem, który ma przekazać w daleką przyszłość moce nagromadzone przez całe tysiąclecie”.

        W tym trudnym dla Polaków czasie, w świątyniach oprócz nabożeństw odbywały się liczne spotkania patriotyczne, wykłady, spektakle teatralne i koncerty muzyczne. Pamiętam dobrze ten okres i te działania twórcze, gdyż miałem to szczęście być wikariuszem parafii św. Wojciecha w latach 1980-1984, gdzie duszpasterstwo akademickie, którego animatorem był ks. Marian Duda, obecny rektor Wyższego Instytutu Teologicznego w Częstochowie, organizowało takie spotkania. Bywanie na tych imprezach, odbywających się często w podziemiach kościołów było wpisane w naszą wolność. Nawet jeśli śledzili tę działalność tajni współpracownicy SB, to niewiele mogli zdziałać, gdyż Kościół polski był przestrzenią wolności. Ludzie demonstrowali swoje przywiązanie do Kościoła i kapłanów.

        Co się zatem stało po niedługim okresie czasu, że ludzie ulegli propagandzie mediów, iż Kościół jest złem, księża są dewiantami a proboszczowie chciwi? Jak się to mogło stać, że księża tak oddani służbie narodowi, nagle otrzymali propozycję uwidacznianą napisami na murach bloków: księża na księżyc!

        Jeszcze nie tak dawno okazywano szacunek krzyżowi, był wręcz nietykalny. A dziś profanują go w różny sposób pseudoartyści. Jak daleko i skutecznie odeszliśmy jako naród od szacunku do świętości? W wyborach, choć już wolnych, często ludzie uważający się za religijnych, wybierają w wolny przecież sposób tych, którzy są wrogo nastawieni do wiary katolickiej i w swych działaniach propagują wartości antychrześcijańskie, ateistyczne, czy wręcz bluźniercze. Odpowiedzialność za wybór takich a nie innych ludzi obciąża sumienia wyborców. Oni też mają pełny udział we wszystkich decyzjach, jakie ludzie władzy podejmują. Ten, kto wybiera, a następnie krytykuje wybranych przez siebie ludzi, sam się kompromituje. Winien z radością podpisać się pod tym, co oni czynią w jego imieniu. A jeśli się nie ma czym cieszyć, winien zapłakać nad sobą i nad własnym brakiem roztropności. Nad tym, że podejmuje decyzje, do których nie dorasta. Wybiera bowiem ludzi, którzy nadużywają jego zaufania.

        Katolik winien jednak wiedzieć, jak ma się zachować wobec władzy cywilnej. Obywatelski obowiązek jest podyktowany miłością do Ojczyzny. Jej prawdziwe dobro, winno być celem działań obywatela. Tego domaga się od człowieka sam Bóg. Łzy Chrystusa nad Jerozolimą są ewangelicznym zapisem, który na stałe włącza miłość ojczyzny w harmonię miłości, która od Boga wypływa i do Boga prowadzi. Jakże żałośni wydają się ci, którzy zamiast słowa „ojczyzna” mówią „ten kraj”. To tak, jakby wstydzili się ojca i matki. Jakby chcieli powiedzieć, że nie mają ojczyzny tylko ten kraj, w którym z konieczności żyć muszą.

        Termin „ojczyzna” ma wiele wspólnego z ojcowizną i pochodzi od słowa ojciec. Treść pojęcia ojczyzna wyznacza kilka elementów, z których najważniejszymi jest naród. Wspólnota ojczyźniana, jeśli się ją ujmuje wyłącznie na płaszczyźnie tworzących ją ludzi, może być utożsamiana ze wspólnotą narodową. Naród jednak do swego bytu potrzebuje określonego terytorium. Ono też wchodzi jako składnik do pojęcia „ojczyzna”. Oprócz tego na pojęcie to składa się wiele czynników kulturowych, takich jak: tradycja historyczna, język, obyczaje, religia. Klamrą spajającą te czynniki jest więź solidarności, wyrastająca ze wspólnego pochodzenia i korzeni kulturowych. Więź narodowa, uzupełniona jeszcze przywiązaniem do kraju ojczystego sprawia, że idea ojczyzny przeniknięta jest silnym ładunkiem serdecznego uczucia.

        Miłość ojczyzny, którą także nazywamy matką, zwana patriotyzmem, jest naszym wspólnym obowiązkiem. Wszak jak pisał Cyprian Norwid: „Ojczyzna - to wielki, zbiorowy obowiązek”. Nie możemy się czuć zwolnieni od tej odpowiedzialności. Każdy na swoim miejscu, zgodnie ze swoim powołaniem i możliwościami winien troszczyć się o dobro, o siłę, szczególnie moralną, o sprawiedliwość w naszym ojczystym domu. Trzeba tę wolność, którą odzyskaliśmy, mądrze i odpowiedzialnie zagospodarować. Trzeba jej właściwie używać z myślą o dobru wspólnym. Dlatego zdajemy sobie sprawę, że wolna Ojczyzna jest dla nas wielkim darem, ale jest o­na także wielkim zadaniem.

        Dwa lata temu, w archikatedrze częstochowskiej, podczas homilii ks. abp Wacław Depo zapytał, czego dzisiaj Ojczyzna nasza potrzebuje? I dał odpowiedź: „Ojczyzna potrzebuje prawa do prawdy i wolności. Ojczyzna nasza potrzebuje niezłomnej nadziei. Potrzebuje nadziei w życiu ludzi, w życiu społecznym i politycznym”. Na tym fundamencie prawdy, nadziei i wolności, jak go określił nasz Pasterz, uczeń Chrystusa winien kochać swoją Ojczyznę i nie może twierdzić, że jej dobro go nie interesuje. Jeśli postawi dobro własne przed dobrem Ojczyzny, to schodzi z ewangelicznej drogi. Narusza bowiem hierarchię miłości.

        Zdrowy patriotyzm to życzliwe nastawienie woli zwrócone do ojczyzny, pragnienie dla niej prawdziwego dobra. Jest to rodzaj miłości społecznej. Miłość do ojczyzny zawiera poznawanie jej, stąd też turystyka krajowa ma również swoje aspekty moralne. Poznawanie ojczyzny powinno się łączyć z miłością i szacunkiem dla dóbr narodowych. Dla istnienia i pomyślności ojczyzny, należy być gotowym czynić wielkie ofiary osobiste. W razie skrajnej potrzeby, każdy człowiek winien oddać wszystko co posiada dla ojczyzny, oddać swą pracę, a nawet być gotowym poświęcić swe życie. Uchylanie się od obowiązków patriotycznych jest wykroczeniem przeciwko miłości ojczyzny.

        Jednakże przerost i zwyrodnienie kultu ojczyzny prowadzi do nacjonalizmu czyli szowinizmu. Jest to duchowa postawa, w której ciasna apoteoza tego co własne, łączy się z niechęcią, pogardą i wrogością do tego co obce. Nacjonalizm gloryfikujący siłę i przemoc, nietolerancję i nienawiść, w imię dobra narodu, godzi brutalnie w zasady moralności chrześcijańskiej. Skoro Bóg jest Ojcem wszystkich ludzi, to wynika z tego, że dzieci jednego Ojca są braćmi i siostrami. A skoro tak, to jak pogodzić nacjonalizm z braterstwem?

        Patriotyzm, jeśli się go właściwie rozumie, nie godzi we wspólnotę międzynarodową, nie jest nacjonalizmem, jak tego chcieliby niektórzy politycy czy ludzie mediów. Szlachetna miłość do matki – ojczyzny, nie sprzeciwia się miłości do każdego człowieka, jako naszego brata i siostry w Chrystusie.

        Szczególnym rodzajem wykroczenia przeciw miłości ojczyzny jest wyrzeczenie się jej, a więc zerwanie więzi ze swoją wspólnotą narodową i przyjęcie dla zdobycia osobistej korzyści innej wspólnoty narodowej. Chodzi tutaj o zmianę narodowości a nie obywatelstwa. Wyrzeczenie się ojczyzny, szczególnie w czasach zmagań o jej istnienie, słusznie uznaje się za zdradę ojczyzny i jest ciężkim wykroczeniem moralnym. Emigracja nie musi oznaczać zerwania duchowej więzi z ojczyzną. Również poza granicami kraju, powinno się okazywać miłość swej dawnej ojczyźnie, a nawet w miarę możliwości nadal jej służyć.

        Pojęcie „ojczyna” zbliża się swą treścią także do pojęcia państwa. Państwo to głównie jedność polityczna, to społeczność formalnie zorganizowana, która posiada swe władze. Ojczyzna – to przede wszystkim jedność kulturowa, jedność historyczno-moralna, to społeczność nieformalna. Państwo może tworzyć jeden naród lub wiele narodowości, połączonych więzią współnotową. Ważnymi strukturami życia państwowego są: władza i prawo.

        Katolicka doktryna społeczna wysoko ceni pozycję i rolę władzy państwowej. Nadaje jej niezwykły autorytet moralny, widząc u jej podstaw powagę Stwórcy. Ostrzega jednak przed nadużywaniem władzy, ukazując daleko idące ograniczenia w jej sprawowaniu. Chrześijaństwo głosi i przpomina, że podstawowe ogólnoludzkie zasady moralne dotyczą także działalności politycznej. Władza państwowa nie jest całkowicie autonomiczna i nieograniczona. Musi się liczyć z wymaganiami moralności, które obowiązują także niewierzących, gdyż wypływają z prawa naturalnego, którego ostatecznym źródłem i gwarantem jest Bóg

        Chrześcijanin pojmuje swoją rolę polityczną przede wszystkim jako służbę dla ludzi oraz jako dążenie do ułożenia warunków społecznych, sprzyjających rozwojowi ludzi. Służyć człowiekowi – to znaczy uznawać pełną godność człowieka, brać pod uwagę jego niezbywalne prawa, zwłasza prawa do życia. Służyć społeczeństwu, to znaczy gorąco popierać dobro wspólne całego narodu i wszystkich ludzi. Ze szczególnych powodów interesują chrześcijanina sprawy rodziny i tych ludzi, którym warunki mieszkaniowe, wynagrodzenie za pracę, czy bezrobocie, nie pozwalają na godziwe utrzymanie i zagrażają wielką szkodą dla ich życia rodzinnego.

        Nie wolno jednak wyciągnąć wniosku, że miłość ojczyzny stanowi postawę ściśle religijną, ojczyznę zaś czynić przedmiotem kultu boskiego. Byłoby to apoteozą ojczyzny, a więc rodzajem bałwochwalstwa. Miłość ojczyzny nie jest religią, choć implikuje odniesienie do Boga i dotyczy pewnych przejawów religijności, ujmowanych jako składniki obyczaju i kultury narodowej. Może jednak udziwniać swoje odniesienie do religii.

        Pamiętam spotkanie z pewnym działaczem dawnej Solidarności, który rozmawiając ze mną w stanie wojennym, chwalił pewnego księdza jako szczególnego patriotę. Zapytałem, w czym wyraża się ta szczególność. Odpowiedział mi, że ów ksiądz unosząc hostę przed Komunią świętą i wypowiadając słowa „Oto Baranek Boży”, tak ją trzyma, rozchylając jej połówki, że tworzy nią literkę V, która wyraża słowo „victoria” czyli zwycięstwo. Uśmiechnąłem się na te słowa z niedowierzaniem, tłumacząc swemu rozmówcy, że najświętsza Hosta nie jest rzeczą, którą można w taki, polityczny sposób potraktować. A swoją drogą zapytałem owego księdza o to, on zaprzeczył twierdząc, że nigdy nie miał takich intencji, sprawując Eucharystię.

        Księgi Starego Testamentu wielokrotnie wyrażają się z aprobatą o czynach patriotycznych i postawie pietyzmu wobec ojczyzny. Księga Judyty i Księga Estery, sławią bohaterskie czyny w służbie ojczyzny. Psalmy są wyrazem uwielbienia dla Jeruzalem oraz prośby o pokój i dostatek dla jego mieszkańców. Psalmista wołał: „Jeruzalem, jeśli zapomnę o tobie, niech uschnie moja prawica! Niech język mi przyschnie do podniebienia, jeśli nie postawię Jeruzalem ponad największą moją radość” (Ps 137, 1 – 6).       Wielką troskę o własny kraj i naród wykazują prorocy. Izajasz i nie tylko on, zapowiada zniszczenie narodów uciskających jego ojczyznę, a Jeremiasz w swych lamentacjach opłakuje zniszczenie Jerozolimy. Księga Nehemiasza ukazuje i aprobuje żarliwe zaangażowanie w odbudowę zniszczonej ojczyzny. Wreszcie Księgi Machabejskie opisują z bólem nieszczęścia narodu izraelskiego, a z podziwem – bohaterską obronę jego obyczajów oraz walkę o odzyskanie i utrwalenie jego wolności.

        Jezus Chrystus, choć swą zbawczą miłością ogarnął wszystkich ludzi, nie zwalczał postawy pietyzmu wobec ojczyzny. W obronie ducha narodu piętnował surowo faryzeizm. Bolał nad przyszłym losem miast galilejskich, gorszym od losu Sodomy. Zapłakał na widok Jerozolimy, która miała być zburzona. Solidną podstawę do uznania patriotycznej postawy za cnotę chrześcijańską znajdujemy w nauce i postępowaniu św. Pawła. Jego przykład zasługuje na tym większą uwagę, że po swym nawróceniu porzuca szowinizm narodowo-religijny i zwraca się ku innym narodom, nie zrywając jednak więzi miłości z ojczyzną.

        Katolik jako obywatel, w wymiarze społeczno-politycznym, powinien realizować wszystko, co nie jest sprzeczne z prawem Bożym. Winien współpracować w tym, co zmierza do powiększenia dobra ojczystego lub do jego obrony. Obrona ta wymaga mądrości i odwagi. Zagrożenie bytu narodu, jest zawsze wezwaniem do obrony, jakie do swych wiernych kieruje sam Bóg. Dokonuje się to najczęściej na różnych odcinkach życia narodu. Tak jest m.in. z walką o prawo do życia dziecka nienarodzonego, o obronę praw rodziny i małżeństwa, o koncepcję wychowania dzieci i młodzieży, o prawo do pracy, czy sprawiedliwego wynagrodzenia. Im zdrowsze duchowo społeczeństwo, tym bardziej zdecydowana jest obrona wielkich wartości.

        Szczególne zadanie w obronie prawa Bożego posiada Kościół. To on ma organizować w oparciu o wierność sumienia, obronę wszystkich wartości duchowych, które decydują o sile Ojczyzny. Wzajemne relacje między władzą a podwładnymi normuje czwarte przykazanie Dekalogu, które wzywa do szacunku wobec rodziców. Zdrowa rodzina, na temat której debatował ostatni Synod Biskupów, jest bowiem nie tylko podstawową komórką społeczeństwa, ale i najdoskonalszym jego modelem.

        Nasza niepodległa Ojczyzna weszła w trzecie tysiąclecie dziejów chrześcijaństwa. Nie jest wolna od niepokoju i wielu niebezpieczeństw zlaicyzowanego świata. Szukajmy pouczenia w słowach pieśni „Czarna Madonna”: „Dziś gdy wokół nas niepokój, gdzie się człowiek schronić ma? gdzie ma iść jak nie do Matki, która ukojenie da”, czy w piosence „Patriotyzm”, którą tak chętnie śpiewa ks. Biskup Antoni Długosz:

„Dziś, gdy kraj nasz, już nie ogniem

lecz złowrogą mową zionie.

Polskie troski i nadzieje,

złóżmy wszyscy w Boga dłonie.

Zapomnijmy o podziałach,

które ludzkie serca ranią.

By ojczyzna nasza – Polska,

przez wszystkich była kochaną”.

        Powierzmy Bożej Opatrzności nasz naród, naszą wolność, nasze dzieje i naszą przyszłość. Idźmy polskimi drogami, a nie wydumanymi przy stołach biurokratów, drogami naszych ojców ku przyszłości z Chrystusem. Idźmy prosząc Boga za wielkim kaznodzieją sejmowym, księdzem Piotrem Skargą:

„Boże, Rządco i Panie narodów,

z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać,

[...] błogosław Ojczyźnie naszej,

by Tobie zawsze wierna, chwałę przynosiła imieniu Twemu,

a syny swe swe wiodła ku szczęśliwości.”

        Dzisiaj w sposób szczególny pragniemy wyrazić wdzięczną pamięć tym, którzy nie tylko żyli i pracowali dla swojej ojczyzny, ale nade wszystko oddali za nią to, co mieli najcenniejsze – swoje życie. „Gdzie twoje groby, Polsko, gdzie ich nie ma?" —wołał Jan Paweł II w Warszawie w czasie I pielgrzymki.

       Święto Niepodległości uświadamia nam wielką ofiarę i daninę krwi wylaną przez pokolenia Polaków dla odzyskania wolnej i suwerennej Ojczyzny. Dziś wspominamy ich, modlimy się za nich, aby dane im było cieszyć się ojczyzną niebieską.

        Słowami Sługi Bożego Stefana kard. Wyszyńskiego dziękujemy Najlepszemu Ojcu, że „wzbudził w naszym Narodzie wielkich mężów, mocarzy ducha, natchnionych wiarą i miłością do Ojczyzny, że byli dla nas natchnieniem i nauczycielami, że podnosili ducha, krzepili nas i przygotowywali do momentu zmartwychwstania... naszej ojczyzny”.

        Niech więc dzisiejsza uroczystość uwrażliwi nas na sprawy, społeczne i narodowe. Niech ożywi pamięć, która ogarnia dzieje zrywów i powstań, klęsk i zwycięstw wielu pokoleń Polaków, którym na sercu leżało dobro Ojczyzny. Niech nam uświadomi, z jak wielkiego dorobku przeszłości korzystamy. Nie zmarnujmy tego ogromnego dziedzictwa. Podejmujmy wciąż trud odpowiedzialności za przyszłość naszego kraju. Niech Bóg błogosławi naszym szlachetnym wysiłkom. Niech błogosławi naszą Ojczyznę! Szczęść Boże!