Twórczość Parafian

   IRENA KARPETA

 

 

 

W wolności i z wolnej woli

 

      „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść…Jr 20,7

     „Trzeba bardziej słuchać Boga, niż ludzi…” Dz.5,29

 

W pełnym pokus, poplątanych pojęć

i pędzącym ku przepaści świecie –

Sprawiedliwy, dopuszczasz próby,

szanując wybory wolnej woli –

Miłosierny, nie chcesz naszej zguby.

 

W doświadczeniu wiernego Hioba,

w cierpliwym cierpieniu Jana Pawła

dałeś wzory do naśladowania –

uczysz nas znosić przeciwności,

uczysz wiary, nadziei, miłości.

 

Nie poddawajmy się zwątpieniu –

w cieniu Twych opiekuńczych skrzydeł, Ojcze,

przy Maryi niepokalanym sercu

zawsze jesteśmy bezpieczni

nic złego spotkać nas nie może.

 

W wolności i z wolnej woli

dokonując wyborów pamiętajmy –

wirus niewiary jest groźny!

Z pokorą przystępujmy do ołtarza

umacniać się ciałem i krwią Jezusa –

On nigdy nas nie opuszcza!

 

Od naszych codziennych wyborów zależy

czy Polska pozostanie Bogu wierna,

czy nadal będzie Polonia semper fidelis?!

Czuwajmy! a wilk w owczą skórę przebrany

kłamstwem i strachem nas nie zniewoli

i nie pokona nas legion szatana!



 

Sędzia Sprawiedliwy

 

      „Stamtąd przyjdzie sądzić…”- Credo

 

W Trójcy Jedyny Boże,

klęcząc przed Twym ołtarzem

wiarą pokornie wyznaję –

jesteś miłosiernym Ojcem,

jesteś życiem i dusz lekarzem!

 

Lecz nie pozwól mi zapomnieć

w Twym miłosierdziu Ojcze,

że jesteś Sprawiedliwym Sędzią,

który za dobro wynagrodzi

i który za zło ukarze!

 

Przypomniałeś mi, Panie, te słowa –

ich echo w mym sercu i myślach brzmi,

słowa Prawdy – wiary dogmat,

których źródłem jesteś Ty.

 

Ufam – kiedy się nawrócę,

duszę oczyszczę, życie poprawię

wtedy okażesz miłosierdzie,

wtedy mnie nie ukarzesz.

 

Wspieraj mnie Twoją łaską

otwieraj duszy wrażliwe oczy –

niech pamiętam, że dopiero

w ślad za Twą sprawiedliwością

miłosierdzie Twoje kroczy.

 

 

Sprawiedliwość i miłosierdzie

 

Sprawiedliwość i miłosierdzie – rzeki

z jednego źródła wypływają,

w miłości i mądrości Boga

początek swój i … koniec mają.

 

Trójjedyny, który Jesteś

miłosierną sprawiedliwością

i sprawiedliwym miłosierdziem

ufam Tobie, w Ciebie wierzę.

 

Jedyny Sędzio Sprawiedliwy

prawo dałeś w Dekalogu

i miłosierdzie okazałeś

w Jezusie Odkupicielu.

 

I dałeś nam Matkę

co nigdy nie zwątpiła,

sprawiedliwą Niewiastę

co miłosiernie przebaczyła.

 

I posyłasz do nas sługi

co prawo Twoje głoszą –

sprawiedliwie i miłosiernie

niech darowują długi

tym, co pokornie proszą.

 

Bóg mówi:

W zagubionym, pędzącym do nikąd świecie

nawracajcie się, pokutę czyńcie –

wtedy, Sędzia Sprawiedliwy,

będą wam Miłosierdziem,

inaczej w wiecznych Czeluściach zginiecie!


 

Kto wierzy nie lęka się

 

               „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże brak wam wiary?” Mk 4,40

              „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się” Mk 6,50

 

Niczym krucha łódź jest nasza dusza –

sztorm i wicher gwałtownie nią miota,

nieustannie wmawia nam Szatan,

że Bóg zasnął lub, że Go nie ma.

 

Wróg odwieczny zarazę strachu rozsiewa,

fala zwątpienia pokład życia zalewa,

samotnie stawiamy żagle, w grzesznej pysze

miotamy się, oddalamy od Ciebie, Chryste.

 

Dusza świata z wiary wyjałowiona, pusta

maską strachu zakneblowane prawdy usta –

ludzkość podstępnej Bestii uwierzyła,

że w wirusie, a nie w Bogu tkwi siła.

 

Gdy w mrocznych zakamarkach duszy

zagnieżdżą się zwątpienie, chorób wirusy

wierzę, jedno Twoje słowo jak mieczem

piekielny Legion w czeluść rozsiecze.

 

Lęk i niestałość duszy przyciąga burze –

Twego egzorcyzmu nam potrzeba, Panie!

Z wiarą przyzywam Jezusowego Imienia

i Zły w odmętach tonie, burza cichnie,

duszę pokora i pokój wypełnia.

 

Kto prawdziwie wierzy, ten się nie lęka,

ten zawsze pamięta, że Bóg zwycięża

i naszego życia krucha arka

w Bogu cichą przystań osiąga.

 

Nie lękajmy się, wierzmy Bogu,

otwórzmy Chrystusowi serca

z Nim pokonamy wirusa strachu –

w duszy, którą wypełnia wiara

na lęk już nie ma miejsca!

 

Communio

 

Przyzywam Cię duszy tęsknotą,

oczekuję z miłością, nadzieją,

usta niegodne otwieram,

byś w nie złożył Twe Ciało i Krew Twoją.

 

Kobiecie dręczonej krwotokiem

wystarczyło tylko dotknąć Twej szaty,

ślepiec, któremu otworzyłeś oczy

uwierzył, że wzrokiem go obdarzysz.

 

Dziś w cudzie przeistoczonego chleba

w każdym okruszku dajesz się nam Cały –

z pokorą i wiarą przyjmować Cię trzeba,

byś nie upadł i zdeptany nie był.

 

Spokój i stałość wiary niech mam

świadomość, że idę dobrą drogą –

Twoje Przenajświętsze Ciało i Krew

Panie, karmią nas i …leczą.

 

Zjednoczenia, Komunii z Tobą pragnę,

wierzę i wyznaję całą mocą mej skruchy –

gdzie obecne Ciało i Krew Twoje, Panie

nie panują choroby, wirusy.

 

Zechciej wstąpić do duszy ubogiej

łaską Twoją mnie przemieniaj,

niech za św. Pawłem zawołam:

„nie ja żyję, żyje we mnie mój Pan”!

A Ty powiesz: „wiara twoja cię uzdrowiła”.

 

 

Arka moja i Kotwica

 

Twoje serce jest moją arką

Matko Niepokalana Maryjo,

gdy odmęty w krąg i burze wyją

w niej z ufnością się ukryję.

 

Twoje serce jest kotwicą

zatopioną w mocy Boga

pragnę biedną moją duszę

w Tobie mocno zacumować.

 

Tyś nadzieją mego Araratu

doń płynę, na nim osiąść pragnę,

górą Synaj jesteś, stopniami Dekalogu,

po których wspinam się nieustannie.

 

Ty jesteś Ewangelia Życia,

Brama Niebios na oścież otwarta,

z Tobą płynę, w Tobie się zakotwiczam

Przeczysta Dziewico – Ty starłaś głowę czarta.

 

Ty Jesteś Jutrzenką świata –

poprowadź mnie do Jezusa,

Tyś Arką i Kotwicą

z Tobą pragnę żeglować!

 

Smutno mi Boże …

                                          J. Słowacki: Hymn

 

Smutno mi Boże, że tylu Polaków

ogarniętych historyczną demencją

przyszłość swoją i całego narodu

chce złożyć w ręce tych, co Polską gardzą!

 

Smutno mi Boże, że z rąk narodu

wysuwa się Księga Ewangelii

i rodacy wyparli się, zapomnieli

korzeni z których wyrośliśmy.

 

Smutno mi Boże, że pot i krew

bohaterów, świętych, męczenników

co użyźniły polską ziemię

nic nie znaczą dla wielu rodaków.

 

Smutno mi Boże, ale mam nadzieję,

że jeszcze przyjdzie opamiętanie

i kolejne trudne doświadczenie

zalążkiem odrodzenia się stanie.

 

Smutno mi Boże, więc modlę się wytrwale –

wspomóż tych co budują na Skale

niech Ojczyzna moja Polska

wierną Tobie i przodkom zostanie!

 

(13 lipiec `2020: po wyborach prezydenckich

i przed 100. rocznicą Cudu nad Wisłą)


 

  W domu Ojca

Gdy spieszę do kościoła

taka myśl mi przyświeca –

cóż złego może mnie spotkać

w domu Stwórcy i Ojca?!

 

Gdy Cię w Komunii przyjmuję

klękam przed Twoim ołtarzem

nie lękam się, wiarą wyznaję –

Jezu, jesteś Boskim Lekarzem.

 

W Ciebie wierzę, Tobie ufam

i choć trwoga dookoła

z głębi serca wyznaję –

żaden wirus od Ciebie

oddalić mnie nie zdoła.

         

W Dniu Matki `2020

 

Maryjo, Matko Niepokalana,

dziś kobietom nachalnie się wmawia –

dziecko to kłopot lub towar,

który kupić można i wyprodukować.

 

Maryjo, wzorze wszystkich matek

wlej w serca wiarę, nadzieję, miłość,

pochyl się nad zbłąkanym światem,

niech wróci Bożego dziecięctwa godność.

 

Czuwaj nad nienarodzonymi dziećmi –

zakodowane w nich Boże DNA,

ich płeć, kolor oczu i talenty

przy poczęciu zapisane w chromosomach.

 

Ducha Świętego siedmiorakie dary

uproś matkom na całym świecie

i odwagę, by urodzić chciały

i wychować każde poczęte dziecię.

 

Te, co przekroczyły smugę cienia,

a Ciebie wiernie naśladowały,

niech cieszą się nagrodą Nieba,

niech otrzymają wieniec chwały.

 

Credo

       „…Chrystus jest obecny […]cały i w każdej cząstce…” KKK 1377

Tęsknotą serca Cię przyzywam,

oczami w tabernakulum szukam,

głodne usta nadzieją otwieram,

byś do duszy spragnionej przenikał

i w niej stale chciał mieszkać – błagam.

 

Pokarmie grzesznego człowieka

przed Tobą klęczą mieszkańcy Nieba,

w konsekrowanym chlebie ukryty

w najmniejszym okruszku Tyś cały –

byś niegodnie zdeptany nie był

na kolanach przyjmować Cię trzeba.

 

Już nie z wiatru powiewem się zbliżasz

w małej hostii dajesz całego Siebie

umysł tego pojąć nie zdoła –

ręce składam w ufnej modlitwie,

na kolana padam w pokorze

usta swoje otwieram niegodne

byś w nie złożył Twe Ciało i Krew, Boże.

 

Duchu Święty wspomagaj stworzenie –

cała niech stanę się dziękczynieniem. Amen

 

Wirus zła i strachu

 

Ziemię ogarnęło straszne zło,

jego źródłem grzech człowieka

co jak wirus i skażone ziarno

szatan nieustannie rozsiewa.

 

Czemu strach zniewala ludzkie serca

i jak wirus wkrada się do duszy?

Wszak dzieci Przedwiecznego Ojca

Jego Duchem zostaliśmy zaszczepieni!

 

W ciał naszych glinianym naczyniu

nosimy tchnienie Stwórcy Boga –

ono nigdy nie umiera

więc skąd niepokój i trwoga?!

 

Z prochu powstałam, weń się obrócę,

non omnis… nie wszystka umrę –

noszę w sobie Boże tchnienie

na wieczność nieśmiertelną duszę.

 

Nie lękajmy się zarazy

lecz tego, kto chce zgubić dusze –

nawracajmy się, czyńmy pokutę,

a Duch Boży odnowi ziemię.

 

(przed Niedzielą Miłosierdzia Bożego `2020)

 

Oblicze Miłosierdzia

 

Kontempluję Ciebie Bolesna Głowo

słyszę Piłatowe Ecce Homo

wielbię Pana umęczonego

ludzkim grzechem zeszpeconego.

 

Trudno dostrzec w poranionym Obliczu

ród ludzki stworzony na podobieństwo Ojca

jakby człowiek okrutnymi grzechami

Boga utworzył na swój własny obraz.

 

Wcielenie Prawdy, Piękna i Dobra

stoi przed nami Jezus skatowany –

jak nieludzko znieważona Jego Postać

krew zakrzepła na Boskiej Twarzy.

 

Zaiste, na ten widok można osłupieć

i choć wszystko wydaje się skończone

wiem – grób Pana pusty, On żyje –

Jego Oblicze Miłosierdziem płonie!!!

 

            (Tydzień Miłosierdzia A.D.2020)


 

Wirus zła i strachu

 

Ziemię ogarnęło straszne zło,

jego źródłem grzech człowieka

co jak wirus i skażone ziarno

szatan nieustannie rozsiewa.

 

Czemu strach zniewala ludzkie serca

i jak wirus wkrada się do duszy?

Wszak dzieci Przedwiecznego Ojca

Jego Duchem zostaliśmy zaszczepieni!

 

W ciał naszych glinianym naczyniu

nosimy tchnienie Stwórcy Boga –

ono nigdy nie umiera

więc skąd niepokój i trwoga?!

 

Z prochu powstałam, weń się obrócę,

non omnis… nie wszystka umrę –

noszę w sobie Boże tchnienie

na wieczność nieśmiertelną duszę.

 

Nie lękajmy się zarazy

lecz tego, kto chce zgubić dusze –

nawracajmy się, czyńmy pokutę,

a Duch Boży odnowi ziemię.

(przed Niedzielą Miłosierdzia Bożego `2020)

 

Puste ulice i … chore dusze

 

Chodzisz, Panie, po pustych ulicach

zgubionych Adamów i Ew szukasz –

my w strachu przed Boskim wyrokiem

chcemy skryć się przed Ojca wzrokiem.

 

Czas refleksji, czas zatrzymania –

boimy się nowego wirusa

ukryliśmy się w naszych mieszkaniach

i wciąż tkwimy w starych pokusach.

 

Ciężkim kluczem sodomskich grzechów

zatrzasnąłeś swe serce człowieku

aż zamarły wioski i miasta –

czas Boga, czas nawrócenia nastał.

 

Ty, Stwórco, nie chcesz naszej zguby

szukasz w nas pokory i skruchy

pragniesz przebaczyć nam złe czyny

jeśli przyznamy się do winy,

jeśli się odmienimy!

Palec Boży

Bóg wyciągnął Swój Palec

i daje ostrzeżenie –

posłuchaj człowiecze:

„jeśli się nie nawrócicie

wszyscy podobnie zginiecie”.

 

Jest tylko jedna droga –

w pełnym zawierzeniu

uchwycić Palec Boga

wtedy On w miłosierdziu

obie Dłonie nam poda!

 

Wówczas On wiary przymnoży

i słowa świętego Pawła

będziemy mogli powtórzyć:

„teraz już nie ja działam,

działa we mnie mój Pan”.



 

Suplikacje A.D. 2020

         „Święty Boże, Święty mocny, Święty nieśmiertelny…”

Ojcze wyciągnij Swą prawicę

niech mocno Ją uchwycę,

by od wirusa zwątpienia

zachować ufną duszę.

 

Od wirusa szatańskiej pokusy

oczy każdej ślepnącej duszy

uzbrój w nadziei okulary

wybaw nas od wirusa niewiary.

 

W czas Wielkiego Postu błagam

przez Twą Mękę i Zmartwychwstanie

od wirusa co dusze zatraca

ocal nas, wybaw nas, Panie.

 

Niech świątynne otwarte podwoje

gromadzą grzeszne dziedzictwo Twoje

kapłani z ludem niech wznoszą wołanie –

zmiłuj się, wysłuchaj nas, Panie.

 

Dla współczesnych Sodomy Gomory

suplikacje kadzidłem pokory

wznosząc się proszą o zmiłowanie –

zachowaj, wybaw, wysłuchaj nas, Panie!!!!

 

 Wołanie o rachunek sumienia

(Świat w Wielkim Poście `2020)

 

Świat przed koronawirusem

ze strachu wprost zwariował.

Lecz czy się zreflektował?

Czy myślenie zrewidował?

 

W odhumanizowanym świecie,

z którego wygnano Boga

słabych pozbawia się życia

w majestacie pokrętnego prawa.

 

Kliniki aborcyjne pracują

nieprzerwanie pełną parą,

tabletki śmierci jak cukierki

podaje się ludziom starym.

 

Wciąż afrykańskie dzieci

z głodu i chorób umierają

chrześcijanie w Syrii i na świecie

ofiarami polityki się stają.

 

Kościoły zmieniono w muzea

i świątynie rozrywki.

Zły przystroił się w pozór dobra –

czy odbierze rozum nam wszystkim?

 

I nikt nie bije na alarm!

Czy świat zupełnie oszalał?

Ludzkości zagraża zrodzona

w Raju pycha Adama!

 

Nagle ogłoszono pandemię –

świat stanął w obliczu wyboru:

leczyć chorych a może na śmierć skazywać?

i według jakiego wzoru?!

 

Boże, chroń od wirusa zwątpienia,

ześlij nam antidotum wiary –

               światło Ducha Świętego,

byśmy się odrodzili, zmartwychwstali

przez Mękę Syna Twojego.



 

W rajskim ogrodzie

Ziemia jest rajskim ogrodem,

po którym Bóg spaceruje,

w grzechu ukrytego człowieka

z troską szuka, nawołuje.

 

Ziemia jest jak ogromna twierdza

oblegana przez armię grzechów –

szatan kusi – wszystko ci poddam

tylko pokłoń mi się człowieku.

 

Ludzkość w ogrodzie rajskim

ziarnem pokusy skażona

naga w obliczu Prawdy –

nie skryje się przed wzrokiem Pana.

 

Każda dusza staje się rajem,

gdy na głos Ojca się otwiera

odrzuca żądzę i pychę

posłuszeństwo i pokorę wybiera.

 

Spoglądam w przeszłość

 

Spoglądam w przeszłość i widzę

ukochaną moją Ojczyznę

radosną, ukrzyżowaną, tryumfalną, bolesną

z wielką choć czasem trudną historią.

 

Żadnej karty z dziejów narodu

z kroniki ojczystej nie wyrwę,

nie wyprę się, nie ukryję w archiwum,

bo żadnej się nie wstydzę.

 

Naród polski paciorkami serc

z tronem Jasnogórskiej Dziewicy

powiązany różańcem tajemnic

radosnych, bolesnych, chwalebnych.

 

Dziś wydano nam wojnę bez armat,

bez kul, bomb i przelewu krwi,

wojnę, która dusze zabija i niszczy

wprowadza stan fałszywej świadomości.

 

Doświadczenie przeszłości uczy –

polityczna poprawność jest obłudą

siłą niszczącą świat prawdy

donikąd prowadzącą drogą.

 

Przeszłe cierpienia i trud są wskazówką –

kadzidło nie należy się ludziom,

ma wznosić się przed Boży tron

z błaganiem błogosław Ojczyznę wolną!

 

Dziś o rządy dusz walka trwa –

patrząc w przyszłość zadaję pytanie

czy Ojczyzna moja Polska

z wiarą ojców przy Bogu stanie?!

 

Uciszasz wichry

 

Uciszasz porywy wichru

odmętów wzburzone fale,

a my jak oni wówczas

nie pojmujemy wcale.

 

Pocieszasz, leczysz, podnosisz

i karmisz nas swoim Ciałem,

słowem Dobrej Nowiny wzywasz

i Patriarchów przykładem.

 

Widzimy znaki w przyrodzie,

a pytamy siebie nawzajem

Kimże On jest – niedowierzamy,

dziwimy się nieustannie.

 

Żyją wśród nas i tacy,

co wbrew rozumowi, logice

przeczą Twemu istnieniu,

znieważają Tajemnice.

 

Tylko Ona nie wątpiła

w szatę ufności odziana

wzór pełnego zawierzenia –

Matka Niepokalana.

 

Ona niezmiennie nas broni,

drogę pokazuje stale –

budujcie nie na piasku

lecz na Jezusowej skale.

 

Uczy jak zadziwienie

przekuć w zbroję zawierzenia,

w ufnej modlitwie dziękować

za łaski nawrócenia.

 

Uciszaj wichrów porywy,

odmętów wzburzone fale,

choć niewiele pojmujemy

drogami Maryi chcemy

za Tobą kroczyć wytrwale.

 

Mieć czas

Boże, Ty, który Jesteś!

W ciało, które przemija

okruch czasu wpisałeś,

bym życiem go wypełniła.

 

Przez dni ziemskiego czasu

jaki od Ciebie dostaję

życie przędzą atłasu

chcę tkać na Twoją chwałę.

 

Prządka niedoskonała

i nić stale się zrywa.

Ty w dobroci pozwalasz,

bym tkać wciąż się uczyła.

 

Niech dni moich szata

barwami się nasyca

wpisana w czasoprzestrzeń,

której mi użyczasz.

 

Mój czas? Ty go wyznaczasz!

W nim cenna każda chwila –

pomóż mi tak go splatać,

bym w bez-czasie ożyła.

 

Serce Adwentu

 

Sercem Adwentu jest wiara,

że Bóg stale do nas przychodzi.

A czy ja o to się staram,

by w moim sercu się rodził?

 

Czy pamiętam, że na modlitwie

doskonali się moja dusza,

gdy z adwentowym czuwaniem

w czasoprzestrzeń wyruszam?

 

Czy wyglądam gwiazdy nadziei

co mroki światłem pokona,

by w sercach tych co zbłądzili

cud przemiany się dokonał?

 

Wiara jest Adwentu sercem –

Bóg nadal do nas przychodzi

z ojcowskim przebaczeniem

w czystych duszach się rodzi!

 

Sercem Adwentu jest wierne

z miłością oczekiwanie,

aż przyjście ostateczne

nieodwołalnie się stanie!

   Zdążajmy do Betlejem

W żydowskim Betlejem

w ubogiej stajence

narodził się Syneczek

Najświętszej Panience.

 

W grzesznym śnie pogrążona

w smutku ludzkość żyła,

gdy Nadziei Gwiazda

mroki rozproszyła.

 

Anielskie zastępy

z niebiańskiej krainy

Gloria wyśpiewały

dla Króla-Dzieciny.

 

Przez Niepokalane poczęcie

rodzisz się nieodmiennie

Najsprawiedliwsze Dziecię

w niesprawiedliwym świecie.

 

Bo wciąż pragniesz Jezu,

już nie w nędznej szopie

lecz zamieszkać w sercu

czystym, wiernym Tobie.

 

Wieczną Miłością jesteś –

przebaczasz grzesznikom

więc zdążajmy śpiesznie

w Komunii Cię przyjąć.

 

   Kod genetyczny

Wiara Nadzieja Miłość –

najważniejsze słowa,

Stwórca i Zbawiciel

wyrył w nas, zakodował.

 

Niebo stworzył i kosmos

z materii zbudował,

Bożego dziecka godność

zapisał w chromosomach.

 

Tchnieniem Ducha Świętego

w genetycznym kodzie

w duszę dziecka ziemskiego

wpisał się sam Bóg Ojciec.

 

W planie odkupienia

Maryję nam dał za Matkę,

w tajemnicy wcielenia

Jezus stał się nam Bratem.

 

Żyjmy jak wierne dzieci –

odbicie Ojca wiecznego

zgodnie z kodem dziedziców

Królestwa Obiecanego.

 

    Madonna z Fałkowic

        Ks. proboszczowi Mariuszowi Stafie

Madonna z Dzieciątkiem

o radosnych obliczach

nad wybranym dziedzictwem

czuwają w Fałkowicach.

 

Snycerz Was wyrzeźbił

w gotyckich szatach,

Syn w Matki sercu złożył

miłosierdzia bogactwa.

 

Pięćset lat nieodmiennie

na opolskiej ziemi

słowa czci, dziękczynienie

do Ciebie wznosimy.

 

Maryjo łaskawa

Fałkowicka Pani,

jak przodkowie nasi

Bogu chcemy być wierni –

oręduj za nami!

(500-lecie Parafii p.w. św. bpa Stanisława w Fałkowicach)

 

   Polski listopadowy song

         Rodakom rozsianym po świecie

Dni stały się krótkie

późnojesiennym smutkiem

wiszą nad ziemią mgły –

listopadowy splin.

 

Odleciały ptaki

świat zdaje się nijaki,

ogołocone drzewa

ramiona wznoszą do nieba.

 

Wśród pustych sadów i łąk

wznoszę listopadowy song

do Niebieskiej Matuchny

błogosławionych rąk.

 

Choć w szarość listopada

smuteczek się zakrada,

to i pośród mglistych dni

jasne światełko lśni.

 

Zimy pora nadciąga

i zapala się Gwiazda,

a z nią w naszych sercach

nadzieja narasta.

 

I w tęsknocie listopada

rozbłyska myśl nagła –

w radości grudniowej nocy

narodzi się Syn Boży!

 

To cóż, że wokół szaro?!

Serca nasze niech płoną

Nadzieją i Miłością

na wieczność ożywioną!

     Pragnienie

Chociaż jestem małym nic

pragnę Ci wiernie służyć

chcę być blisko ludzi –

zło dobrem zwyciężyć.

 

W ciszę mojej duszy

zsyłasz tę odpowiedź –

ty też czasem ranisz

bez grzechu nie jesteś.

 

Wtedy jasnym się staje,

że nawrócenie świata

mam zacząć od siebie

nie od źdźbła w oku brata.

 

I od tej chwili wiem –

sama nic zrobić nie zdołam

pragnę – mieszkaj we mnie,

a wszystkiemu podołam.

 

Bo kiedy Cię przyjmuję

to już nie ja działam

pragnienie ziszcza się –

działa we mnie mój Pan!

 

O Rycerzu Bożym śpiewam

         Bł. Ks. Jerzemu Popiełuszko

Chodziło po ziemi dobro,

szło do zmarzniętych żołnierzy

z opłatkiem, gorąca herbatą –

na imię mu było Jerzy.

 

W strapionych, smutnych, gnębionych

w beznadziejności mrokach

rozpalał płomień nadziei

uczył jak wrogów pokochać.

 

Jak gwiazda Dobrej Nowiny

w ciemnej nocy zniewolenia

ogniem Prawdy przyciągał tłumy

cierpliwą pokorą świat zmieniał.

 

Przez nienawiść skazany

na topiel zapomnienia

krwią męczeńską – Rycerz Boży

nasączył wyschłe sumienia.

 

Zbroją była mu sutanna,

dobro i miłość – jego tarcza,

zwyciężył piekielnego smoka

mieczem paciorków Różańca.

 

Boży Rycerzu – Księże Jerzy

wiernych umacniaj, słabych dźwigaj

niech zdołamy dobrem zwyciężyć –

nad Polską i światem czuwaj!

(w 35. rocznicę zamordowania)

   Skarby jesieni

 

Przez wrzesień słoneczny

i październik wietrzny

biega po lasach i parkach

jesień – pani malarka.

 

Spieszy się i w drzew koronach

artystka roztargniona

gubi w ciemnej zieleni

barwy żółci, czerwieni.

 

A ja biegnę za nią z ochotą –

zbieram brąz, czerwień i złoto,

znajduję kasztany rude

i pomarańczowe rydze.

 

Zanurzona w przestrzeń czasu

i światłocienie lasu

odkrywam skarb wolności

i odwiecznej Miłości.

 

      Rzeka życia

 

            Bratu Krzysztofowi

 

Życie jak rzeki wstęga

szeroko się rozlewa,

czasem jak struga kręta

wartkim nurtem upływa.

 

Wije się, na zakrętach

meandry przypomina,

rączo rwie na wzniesieniach

leniwie po dolinach.

 

Zdarza się – radość słońca

w przejrzystej toni świeci

lub smutna szarość nieba

zatapia się w jej głębi.

 

Kiedy wspominasz przeszłość

zda się być chwilą krótką,

gdy wypatrujesz kogoś

trwa niewymownie długo.

 

Życie jak każda rzeka

spłynie w końcu do morza,

które na nas wciąż czeka –

bezbrzeżna miłość Boża!

Orzeł z żołnierskiego guzika

Szumiały płaczące wierzby

szli strzelcy w szarych mundurach,

do nieba kroczyli czwórkami

tamci z polskiego wybrzeża,

jak orły szybowali ci,

co strzegli angielskiego nieba,

z polskiej krwi wzrastały maki

na zdobytych gruzach.

 

I tylko cisza zaległa

świat zamilkł na długie lata

nad ofiarami sowieckiej zbrodni –

spętanymi drutem dłońmi

i strzałami w tył głowy

co padły w Kresowych lasach.

 

Nie grały im surmy bojowe

i nikt wyroku nie odczytał,

złożeni na ołtarzu Ojczyzny i świata–

tylko wiatr modlitwy im szeptał

i orzeł z żołnierskiego guzika

do Bożego tronu wzlatał.

 

Niepodległość wywalczyli

bili się o wolność i ojców wiarę

dusze oddali Bogu na wieczną wartę

stając się żertwą dla ziemi

ona czuła matka ramionami

otuliła ich ciała martwe.

 

Zakopanych w dołach śmierci

rodziny wypatrywały przez lata,

nikt nie ujawnił prawdy –

kaci wyparli się ludobójstwa

świat na nowo podzielony

w politycznej zmowie milczał.

 

Orzeł z żołnierskiego guzika

wciąż niesie na miłości skrzydłach

pamięć i nie umarłe przesłanie

Bóg – Honor – Ojczyzna, trzy słowa

nimi Polak ma się kierować

wtedy nawet czas nas nie pokona!

 

Nieustannie niech w nas płoną

znicz historii i pamięć o przodkach,

orły na żołnierskich guzikach

następne pokolenia niech wiodą,

by Polska miłością do Boga

i patriotyzmem była silna.

 

Świeca wieczności

 

Jest świeca, co się nie spala

choć jasnym blaskiem płonie

i nigdy też nie zgaśnie

ku Prawdzie torując drogę.

 

Ogrzewa, ale nie parzy,

nie rani, lecz ciepłem darzy –

delikatna i litościwa

jasność siejąc przyzywa.

 

Pod korcem się nie ukrywa

jej światło widać z daleka –

Miłość Boża prawdziwa

cierpliwie na nas czeka

z przebaczeniem nie zwleka.

 

Choć zgaśnie nikły płomyk

stopi się ogarek życia

trwają Wiara i Nadzieja –

ożywia je Miłości siła

ku wieczności wiodąca świeca.

 

W Dzietrznikach

            Ks. Kanonikowi Stanisławowi Matuszczykowi

 

Leśnych duktów ślady wiodą

wśród jesienią malowanych drzew,

w panującą ciszę błogą

nie wkrada się ptaków śpiew.

 

Czasem słońce złotym okiem

zalśni między barw listowiem

i ukażą się w pełnej krasie

kapliczki Drogi Krzyżowej.

 

W tej scenerii października

zda się słyszeć modlitw szept –

to tajemnice Różańca,

czy Golgoty rozważań szmer?

 

U celu wędrówki czeka

malownicza polana,

na niej leśna katedra

dla Maryi zbudowana.

 

Obok źródełko wytryska,

nad nim figurka niebieska

Maryi wodę błogosławi,

byśmy w czystości dusz trwali.

 

Zanurzona w leśnej głuszy,

głębią serca chcę usłyszeć

przesłanie tych, co tu przede mną

czcili Boga modlitwą wierną.

 

Świętej Tereni Różanej

 

O, Różana Święta Tereniu –

w duszy tuląc ramiona Krzyża

doskonaliłaś się w cierpieniu,

zapach róż do Boga cię zbliżał.

 

Pragnęłaś być blisko Jezusa

nieustannie uwielbienia głosząc

w zapachu róż twa czysta dusza

wznosiła się ku Niebiosom.

 

Święta Mała Teresko z Lisieux –

patronko misji, Kościoła doktorze

wpatrzona w Zranione Oblicze

uproś nam miłosierdzie Boże.

 

Jaśniejąca gwiazdo Karmelu

i mnie także prowadź przez życie,

bym ufając we wszystkim Bogu

zawierzyła się całkowicie.

 

      Opiekun

 

Odkąd kroczę ścieżkami życia

Opiekun służy mi pomocą –

skrzydeł swoich użycza,

gdy niepewnie stąpam w ciągu dnia

czy potykam się w mroku nocą.

 

Nim go poznałam, był przy mnie –

troszczył się w dzień i gdy spałam,

skrzydłami okrywał w dzieciństwie,

był przy mnie gdy dorastałam.

 

Dany mi od urodzenia

ciągle mi towarzyszy –

niebezpieczeństwa odmienia

i po kamieniach pokus

przeprowadza do Nieba.

 

Nigdy się nie zniechęca,

zawsze o mnie pamięta

zwłaszcza, kiedy się znajdę

na życia ostrych zakrętach.

 

Nie pytasz o jego imię?

Zapewne się domyślasz –

Ty także masz swojego.

Anioła Stróża – piastuna

kochaj, słuchaj, módl się do niego.

 

      Wrzesień

 

Wiatr powiewa, deszcz zacina –

wrzesień, jesień się zaczyna.

Czasem jeszcze przy kominie

zagra świerszcz na mandolinie.

 

Bywa, że zza chmur rozbłyska

świecąc na sady i rżyska

promień słońca – złota iskra.

Wrzesień – jesień już bliska.

 

Gdzieś pieką ziemniaki w ogniskach –

aromat w nozdrza się wciska.

Mgły snują się po kartofliskach –

wrzesień, jesień już bliska.

 

Ścichł słodki głos ptasząt w gaju –

podróżują do ciepłych krajów.

W ulach pachnie słodki miód –

zgromadzony pszczeli trud.

 

Złoty wrzesień spokój niesie

i owoców pełną kieszeń.

Ciemną nocą w cichym lesie

grzyby sadzi pani jesień.

 

Człowiek zwiezie do zagrody

co z wysiłkiem siał o wiośnie –

dóbr przeobfite nagrody

jesienią zbierze radośnie.

 

Panie, niech po trudach lata

życia mego jasna jesień

w dobry czyn będzie bogata

jak w plony obfity wrzesień.

 

Pytam siebie …

 

jaka jesteś moja wiaro

usiłuję dobrać słowa

i widzę belkę poziomą z rozpiętymi ramionami Boga

one z mroków nicości do bram wieczności mnie wiodą

po doczesnych drogach

widzę belkę pionową

co jak maszt okrętu

na nim poraniona Głowa

groźną toń odmętu

miłosierdziem rozświetla

bym jak Noe do Araratu

bezpiecznie mogła żeglować

i jak wbita w Golgotę

drabina Jakubowa

bym z ziemi do Niebios

wspinać się mogła

 

Wniebowziętej śpiewam

 

Po błękitnej toni nieba

płyną białe żagle chmur –

ufnie szybuje myśl moja,

gdzie niebiański życia wzór.

 

Pieśń radości Tobie śpiewam

Wniebowzięta Pani świata,

hymn wdzięczności, uwielbienia

niech do tronu Twego wzlata.

 

Niech się wznosi wraz z muzyką

sfer niebieskich, gniazd kwileniem,

z rojem gwiazd, które migocą

na wieczornym nieboskłonie.

 

Z ziół i kwiatów aromatem

z serca mogo niech wypływa

koncert świerszczy i pszczół granie,

tajemniczy poszum drzewa,

taniec fal na oceanie.

 

Matko Wniebowzięta błagam

pieśnią duszy nieustannie,

niech Polska umiłowana

wiarą przodków będzie silna

i ku Bogu wzrastać pragnie.

Wzrastać w wierze

 

Wiaro krucha i mała

jak ziarenko gorczycy,

czyż w krzak urosnąć zdołasz

bez Wszechmocnej pomocy?!

 

Chcesz uschnąć bezpowrotnie

wydając się na spalenie?

Czy owocować stokrotnie

wzrastając w Wiecznym Krzewie?

 

Umacniaj się moja wiaro,

bądź w Bogu zanurzona,

w żyzną glebę wrastaj głęboko,

rozkrzewiaj zielone ramiona!

      

 

     Szukać i odnaleźć

               

                     „Szukam, o Panie, Twojego oblicza” Ps 27,8

 

Mam szukać Twojego Oblicza

przez wszystkie dni ziemskiego życia

i szukać mam nieustannie

nie wiedząc, kiedy odnajdę.

 

We wszystkich dziełach Twych palców:

w łanie zbóż, w zapachu kwiatów,

w ptakach szybujących po niebie,

na górskich szczytach, w toni wód –

wszędzie odnajduję Ciebie.

 

Odkrywam Twoje tchnienie

w siostrach, w braciach i w sobie,

widzę w nieustannej opiece,

którą otaczasz mnie, Ojcze.

 

Wciąż Cię szukając znajduję

w Eucharystii, gdzie się ukrywasz,

by stać się codziennym chlebem

i karmić mnie Sobą do syta.

 

Szukaj a znajdziesz, wyrzekłeś,

bo nie zostawię Cię sierotą

i czekasz, aż szukać zechcę

obdarzona wolną wolą.

 

Teraz widzę niedoskonale,

niby w lustrzanym odbiciu,

pomóż, niech szukam Cię wytrwale

i ujrzę twarzą w Twarz w wiecznym życiu.

 

Napełnijcie stągwie…

 

Panie, stągiew moich dni

wypełnij Żywą Wodą,

bym więcej nie pragnęła nic

tylko pełnić wolę Twoją.

 

I pomóż ją przemieniać

w wino dobrych uczynków,

które chcę ponieść tym

bez nadziei i smutnym.

 

Duchu Święty przychodź,

bym Tobą ożywiana

była dla sióstr i braci

sprawiedliwa i miłosierna.

 

Spraw, bym w przeciwnościach

wiarę umacniała,

nie tyle była kochana,

co bliźnich szczerze kochała.

 

Na darów Twoich cud,

niech duszę otwieram,

Maryję, wzór wszelkich cnót,

naśladować się staram.

 

       (09 czerwca 2019 - Zesłanie Ducha Świętego;

       rekolekcje u Cichych Pracowników Krzyża w Głogowie)

 

Gorzkie zioła i wonne kwiatki

 

Gorzkie zioła i wonne kwiatki

z serca ojczystej polskiej rabatki

od dzieciństwa rosną w mej duszy

ożywionej tchnieniem Stwórcy.

 

Myśl siewem Bożym poruszona

otwiera się na ziarno Słowa

i po trudzie dojrzewania

roślinki wierszy wyłania.

 

Czasem goryczą pachnie w nich mięta,

czasem koją wonią lilie białe

lub niecierpek balsamina

pragnie łagodzić obyczaje.

 

Niekiedy gladiolus zło siecze

słowem ostrzejszym jak mieczem,

a bratek, stokrotka, koniczyna

o pięknie skromności przypomina.

 

W strofach zamknięte gorzkie słowa

niech leczą jak ozdrowieńcze zioła,

te radosne jak kwiatów kobierce

niech ambrozją karmią serce.

 

Gorzkie zioła i wonne kwiatki,

z serca mego skromnej rabatki,

niech wzrastają na chwałę Bożą

ku radości Niebiańskiej Matki,

na pożytek starszych i dziatwy.

 

Dzwony dla Notre Dame

 

Dzwonią dzwony w kościołach,

dzwonią dzwony w katedrach

lecz nie słychać tych z Notre Dame.

 

Tylko cisza złowieszcza

nad Sekwaną zaległa

w zranionym sercu Notre Dame.

 

Słuchaj! Serca dzwonów grają

Maryję wciąż uwielbiają

w Polsce, we Francji – tu i tam.

 

Od stuleci się wzbija

ich głos Ave Maria

królewska Notre Dame.

 

Dziś dźwięk bólem się niesie

z wiatrem historii po świecie,

aż do serca Notre Dame.

 

Z pieśni dzwonów nadzieja

strumieniem się rozlewa

na Francję i świat, Notre Dame.

 

To dla Ciebie tak biją,

bólem przeszyta Maryjo,

w sercach dzwonów ludzkie serca

Pani Nasza – Notre Dame!

 

       (Paryż `2019 - Wielki Tydzień)

 

Paryski Wielki Tydzień `2019

 

                    „Francjo, co zrobiłaś ze swoim Chrztem?!”

                    - Jan Paweł II, 26. ŚDM Paryż 1997

 

Święty Ludwiku, Święta Dziewico Orleańska!

Pożar świątyni – memento, znak opamiętania

do refleksji nad zlaicyzowaną Francją

i demonem Wielkiej Rewolucji – skłania.

 

Sanktuaria – salony rozrywki, kasyna, dyskoteki!

Francjo, Notre Dame de Paris przypomina

o twojej historii i korzeniach,

które ateizm uparcie w popiół zamienia.

 

Francjo, najstarsza córo Kościoła,

jak do nie strawionych pożarem murów

tysiącletniej paryskiej Katedry,

do twego sumienia kołaczę i wołam!!!

 

Francjo, odbuduj swoją wiarę!

Choć runęły dach i wieża

Jej zręby jeszcze trwają –

zastanów się dokąd zmierzasz?

 

Francjo zapłoń, ale miłością do Chrystusa,

niech w sercach i czynach zamieszka.

Z ołtarzy Go nie strącaj, nie wymazuj z sumienia,

wiarę jak katedrę odbudować można!!!

 

Francjo, twój Wielki Tydzień się zaczyna!

Czy jak Judasz swego Mistrza dla mamony wydasz?

Czy jak Piotr z pokorą winę wyznasz?

Do odrodzenia czy unicestwienia się zbliżasz?!

 

                                                    

Suita polska

              Rodakom

 

Ogrom wszechświata przenika

niebieskich sfer muzyka,

z nią wiruje kosmos cały

uwielbienia pełen, chwały.

 

Uśpione struny polskiej duszy

tchnienie Twoje niech poruszy,

znów w serc akordeonie

mazurkiem niech zapłonie.

 

Od crescendo fal Bałtyku,

patetic Warszawy bruku,

po maestoso Giewontu –

obudź ducha naszych przodków.

 

Z serc młodzieży i dzieci

krakowiakiem niech wzleci,

polonezem  niech obudzi

zastygłą obojętność ludzi.

 

Niech wzlata polska suita

jak na aniołów skrzydłach

i symfonia się wznosi

uwielbienia i … wierności.

Ożywcze tchnienie

 

Wiosna wokół, wiatr gra w polu,

w koniczynie i kąkolu

pasikonik skrzypki stroi,

grzmi trzmiel na basetli swojej.

 

Słonko wysoko w zenicie

ogrzewa budzące się życie,

bazie wierzby najspokojniej

przeglądają się w stawu oknie.

 

Czasem deszcz spadnie obficie

wieczorem albo o świcie,

aby wśród zielonej trawki

zakwitły stokrotki, bratki.

 

Tyle piękna, święte życie

zsyłasz na nas przeobficie,

przebaczasz, ożywiasz dusze

łzą żalu obmyte w skrusze.

 

Niech w nich kwitną ku Twej chwale

czystych myśli lilie białe

i niech sprawiedliwe serca

dobrych czynów woń uświęca.

 

Arka ocalenia

 

W arce Twojego serca

ukryj mnie głęboko,

niech wśród potopu życia

fale nadziei mnie niosą

bezpiecznie ku Twym obłokom.

 

Spraw, niech jak gołębica

szukam góry ocalenia

i do arki niech wracam

szukając Twego ramienia

całą mocą zawierzenia.

 

Gdy opadną wody potopu

i odnajdę gałązkę oliwki,

niech jak Noe sprawiedliwy

osiądę na szczycie Araratu

wolnym od pokus mielizny.

 

Żyć nadzieją

 

Bywa, że groźne chmury

przesłonią błękit nieba

i wśród pomruków burzy

deszcz szaleje, ulewa.

 

Poranek wstaje szary

bez przebłysków słońca

lub długie wieczory

ciągną się bez końca.

 

Bywa, w zranionym sercu

zagnieździ się smutek,

gdy w ciemności grzechu

zagubi się człowiek.

 

Przeminie deszcz i burza,

jasność błyśnie w zenicie,

gdy oczyszczona dusza

odrodzi się w zachwycie.

 

Tęsknię, Panie

 

                     „Moja piosnka” – C.K. Norwid

 

Do Polski, gdzie chlebem

dzielą się jak Niebem,

gdzie brat dla brata

ma poszanowanie –

tęsknię, Panie.

 

Gdzie wędrowiec strudzony

przed krzyżem zgina kolana,

gdzie radośnie dzwony

głoszą Zwiastowanie –

tęsknię, Panie.

 

Gdzie nasza historia

nie jest wyśmiewana,

gdzie nas łączy prawda

i w wierze trwanie –

tęsknię, Panie.

 

Że moja Ojczyzna

silną stać się może

i odnowić oblicze świata

przy Tobie z Maryją trwaniem –

wierzę i ufam, Panie!

                                                                          

          U-Boga grota

 

Ciągle bombardują nas media

rewolucyjną wiadomością,

że, dzięki geniuszowi człowieka,

Ziemia staje się globalną wioską.

 

A ja myślę, że nasza planeta

jest w nieodwołalnym bożym planie

jak u-Boga betlejemska grota

i gwiazda nadziei wiedzie do niej.

 

Za gwiazdą podążają przez wieki

ludzie różni – pasterze i mędrcy

i ci, co z Bogiem walczą niestety –

potomkowie Heroda władzy żądni.

 

A przecież Jezus przyszedłszy na świat

narodził się w ubogiej stajence –

uczy bezinteresownie kochać,

bezwarunkowo obdarzać sercem.

 

Nasza planeta w bezkresnym kosmosie

niech staje się ubożuchną grotą

opromienioną miłosierdziem Bożym,

dla ludzi dobrej woli otwartą.

 

 

    W stajence przy żłóbku

 

Pamiętajmy, że Boża miłość

zawsze nasze dni opromienia,

a ludzka dobroć i życzliwość

może doczesność w raj zamieniać.

 

Nawet cierpienia, to nie ślepy los,

ale zadania do wykonania –

więc nie narzekajmy na swój los,

to nie nieszczęścia, lecz doświadczenia.

 

Boga zawsze szukać trzeba –

zwłaszcza w dni smutku i zwątpienia

za gwiazdą pasterzy i mędrców podążać

i odnajdywać w stajence serca.

 

Gdy Go zgubimy, nie zapomnijmy

z Maryją i Józefem go szukać,

On czeka na nas w Eucharystii –

wytrwale oczyszczajmy sumienia.

 

W stajence, przy żłóbku ta refleksja –

pamiętajmy, że Boża miłość

towarzyszy nam, nas opromienia,

bo pragnie oblicze ziemi zmieniać.

 

 

Czas uzdrowienia

 

Żyjemy w świecie, co zachorował –

nie chce podążać za Ewangelią,

co zagubił drogę do Boga

i nie tęskni już za świętością.

 

Tymczasem Ewangelia ciągle trwa

i wszystko się dzieje z woli Boga.

On nadal wypatruje i szuka

biednych owiec zaplątanych w grzechach.

 

I wciąż powtarza się, co dnia,

czas uzdrowienia myśli i serca,

czas Adwentu – oczekiwania

na przyjęcie Boga-Zbawiciela.

 

W Ewangelię, która się wypełnia

niech zakorzenia się każda dusza –

przez adwent doczesnego życia

uchwyćmy się Maryjnego fiat.

                                            

Modlitwa o spokój duszy

 

Modlę się o spokój duszy

na czas doczesnej podróży –

niech wzruszy się Twoje Serce

i obdarzy miłosierdziem.

 

Każdego ranka się modlę,

gdy tylko oczy otworzę

ręce do Ciebie wznoszę –

o spokój dla duszy proszę.

 

Spokój duszy także niech mam

w każdej chwili, każdego dnia,

bym tych, których spotykam

mogła nim obdarowywać.

 

Dziękuję za każdy dzionek

i z nadzieją zawierzam sny

udając się na spoczynek –

wierzę, Panie, spokój to Ty.

 

Aniołowie i Święci w Niebie

niech orędują u Ciebie,

bym, kiedy zamknę powieki,

ożyła w spokoju na wieki.

 

 

Więzi krwi

 

(na marginesie homilii ks. bp. Andrzeja Przybylskiego)

 

Doczesność już taka bywa,

że bardzo szybko upływa

i sił ludzkich nam ubywa.

Więc żyjmy, by w naszych żyłach

z krwią Miłość prawdziwa krążyła.

 

To przez ręce kapłana

każdego wieczoru i ranka

zachodzi cudowna przemiana

chleba codziennego i wina

w Ciało i Krew Baranka.

 

Zgodnie z daną obietnicą

Ci, co Je godnie spożyją,

staną się krewnymi Pana –

popłynie w nas Krew Życia

w Eucharystii rozdawana.

 

I w naszej codzienności

dokona się cud przemiany –

przybędzie nam miłości,

otworzą się serc naszych rany,

ich zdrój na bliźnich będzie zlany.

 

Tak właśnie żyli święci,

błogosławieni, męczennicy.

Ci, co nas poprzedzili

do tronu Bożej chwały,

właściwą drogę ukazali.

 

(13 listopada A.D. 2018 – jubileuszowy odpust parafialny)

 

Marsz dla Niepodległej

 

Idziemy dla ciebie, Polsko –

nad nami dumnie na wietrze

biało-czerwono łopoczą

flagi, sztandary, proporce.

 

Idziemy, a z serc się wyrywa

i szybuje na orła skrzydłach

wiara i duma narodowa

zapisana w hymnu słowach.

 

Kroczymy dla Niepodległej,

by obowiązek i czyny

o miłości prawdziwej,

nie puste słowa, świadczyły.

 

W trwałej sztafecie pokoleń,

niech po tamtej smudze cienia,

wiodą nas w przyszłość ci, co Polskę

wydobyli z lat zniewolenia.

 

    (100-lecie Niepodległości, 11 listopada A.D.2018)

                                                                   

Żywy gobelin

 

Panem życia jesteś Ty –

Tkaczem, co z doczesnych dni

snuje do wieczności przędzę,

Ojcowskie podając ręce.

 

Ja niestety wciąż błądzę –

zbaczając na manowce

zrywam misterne nici

wydzierganej tkaniny.

 

Ty mi ciągle odpuszczasz –

zarzucasz sieć miłości,

przebaczeniem cerujesz

węzły zerwanej łączności.

 

I tak wspólnie z Tobą tkam

gobelin mego życia –

ja w upadkach go zrywam,

Ty nieustannie łatasz.

 

Wiem, potrzebuję opieki

Twoich Ojcowskich dłoni –

dzięki nim splotę gobelin

życia u Twego tronu.

 

 

  Ku przestrodze panu S.

 

Jest w naturze mnóstwo form życia:

kwiaty, owady, zwierzęta.

Wśród nich pszczół pracowita rzesza,

która z wonnych ziół miód zbiera.

 

Są też utrapione muchy,

co siadając na gnoju i brudzie

roznoszą je z bezmyślną lekkością

po całej bożej zagrodzie.

 

I jest ta forma jedyna

człowiek – istota rozumna,

która w wolności wybiera:

czy stąpać po brudach?

czy spijać nektar dobra?

 

Wstyd, że w polskim narodzie

ciągle są tacy ludzie

co znieważając Polaków,

świętych kapłanów, męczenników –

z lubością zanurzają się w brudzie.

 

Wstyd, że rodacy niektórzy,

nie znając polskiej historii,

łatwo dają się zwodzić

medialnej nachalnej histerii.

 

A ty, na czym siadasz?

Jakich spraw dotykasz?

Kim być się starasz?

Jesteś jak miodna pszczoła?

Czy może jak gnilna mucha?

 

Także ty, chociaż nie wierzysz,

kiedyś przed Bogiem staniesz

i usłyszysz to pytanie:

„Czy mnie kochałeś???”

Co odpowiesz na nie?!

 

Irena Karpeta

  Badajmy sumienie

 

Uśmiechamy się do siebie,

świadczymy uprzejmości,

lecz wciąż zapytywać trzeba

ile rozdajemy nieba,

ile prawdziwej miłości?!

 

Czy umiemy kochać szczerze –

nie udawać, nie zazdrościć,

nie oszukiwać, nie zdradzać,

życiem świadczyć o wierze,

wytrwać w serca czystości?

 

Bo tyle w nas nieładu

i wiele zawziętości,

ciągle brakuje miejsca

na bezinteresowność serca

i hojne dawanie dobroci.

 

Usiłujemy niestety

pokazać się z lepszej strony,

a wciąż zapominamy:

Pan bada myśli i czyny,

przed Nim rachunek zdamy!

 

       (Tydzień Misyjny A.D.2018)

 

 

Wypełnić pustkę

 

Przestrzeń egzystencjalną

między Niebem a ziemią,

wypełnijmy modlitwą,

by nie stała się pustynią.

 

Tam, gdzie modlitwy woń

kadzidłem się nie wznosi,

goryczy i gniewu toń

szturmem wkrada się do duszy.

 

Życie pustki nie znosi –

gdzie modlitwa zamiera

beznadzieja się rodzi,

zły podstępnie się wdziera.

 

I cóż przyjdzie człowiekowi

choćby posiadł skarby świata? –

dusza nie oderwie się od ziemi,

ona tylko na modlitwie wzlata.

 </